sobota, 3 grudnia 2016

Trzynaście lat minęło... jak jeden dzień.

Dzień dobry Moi Kochani Czytelnicy! 
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki, a raczej autora - który w swojej dziedzinie naprawdę króluje. A jest nim pewien Pan, piszący w języku francuskim. Pisarz, którego pokochałam po pierwszej przeczytanej powieści. Który podbił moje serducho i przy każdej wizycie w bibliotece - nie pozwala spokojnie przejść obok swoich papierowych dzieci. Wiecie już, o kim mowa? 

Guillaume Musso – pisarz francuski, absolwent ekonomii, z zawodu nauczyciel. Jego powieści sprzedane w nakładzie 20 milionów egzemplarzy, przetłumaczone na 36 różnych języków - robią wrażenie. Dodatkowo jego niektóre powieści zostały zekranizowane. Czego chcieć więcej, prócz kolejnych fenomenalnych powieści? Więcej recenzji dostępnych w zakładce Recenzja A-Z.

 Guillaume Musso - Kim byłbym bez Ciebie?

Lato 1995 roku. W San Francisco, Gabrielle studiuje na Uniwersytecie Berkeley. Ma 20 lat i tego lata przeżywa swoją pierwszą, prawdziwą miłość. Miłość do Francuza, Martina, który rok od niej starszy również robił licencjat z prawa, tyle, że na Sorbonie. On zaś z kolei przeżyje swoją ostatnią, prawdziwą miłość.
Trzynaście lat później Martin usiłuje schwytać złodzieja obrazów, Archibalda. Gdy już ma go na muszce, daje mu zbiec, ratując obraz, który jak się okazuje jest duplikatem. Oboje po wielu latach rozłąki uderzają w życie 33 letniej kobiety, która kompletnie się tego nie spodziewa. Jednak czy wystarczy czasu, by porozmawiać na tematy, które od dawna dręczą mężczyzn? Czy Martin schwyta złodzieja?

Okładka dość subtelna, ciekawa przedstawiona. Widzimy kobietę stojącą na drabinie aż do nieba. W tle piękne chmurki, a sama ona tworzy chmurkę w kształcie serca. W bordowej sukni, bordowe litery tworzące tytuł oraz autora powieści, z błękitem komponują się idealnie.
Posiada skrzydełka, co uwielbiam, ale to nie dziwne, przecież to Wydawnictwo Albatros. Na jednym ze skrzydełek przeczytamy krótki opis powieści, na drugim z kolei słów kilka o autorze.
Białe strony, które wcale nie przeszkadzają w czytaniu. Dużym atutem tego wydania jest wielka czcionka. Pogrubione informacje dotyczące czasu i miejsca, również wpływają na dogodniejsze czytanie. Nie ujrzałam nigdzie żadnych błędów, literówek, a odstępy między wierszami oraz marginesy są świetnie dopasowane.

"Dlaczego miłość jest jak narkotyk?
Dlaczego prowadzi do takiego cierpienia?"

Pan Musso… mogłabym się dniami i nocami rozwodzić nad tym jak fantastyczne ma Pan pióro. Ci, którzy mieli okazję poznać styl Pana Guillaume, dobrze wiedzą, że potrafi pisać. Potrafi nas Czytelników zaczarować od pierwszych słów. Owiać tajemnicą, zaintrygować do tego stopnia, że ciekawość zżera nas od środka. Sprawia, że przewracamy kartkę za kartką w powalająco szybkim tempie. Wszystko, co wykreuje nam autor to niczym miód na nasze serce, duszę. Stworzone realne historie z wątkami fantastycznymi sprawiają, że nasze codzienne zmartwienia, myśli, uciekają gdzieś daleko. Bo to my pojawiamy się w świecie bohaterów. Styl Pana Musso pod żadnym pozorem się nie zmienia. No jedynie – na lepsze. Nie jest to pierwsza, ani druga powieść autora – a wciąż jestem pod wrażeniem. Książki tego pisarza są naprawdę fantastycznymi lekturami i zasługują na uwagę każdego czytelnika, który nie boi się tego typu powieści. To nie tylko romans. Nie tylko czysta miłość. Ale też i tajemnica, thriller – choć nie w każdej pozycji on występuje.

 "Są w naszej duszy rzeczy, na których sami nie wiemy, jak bardzo nam zależy. Jesli żyjemy bez nich, to tylko dlatego , że wejście w ich posiadanie odsuwamy z dnia na dzień ze strachu, że nam się nie uda albo że przysporzą nam cierpień." - Marcel Proust

Świetnie wykreowani bohaterowie tylko podnoszą ocenę całokształtowi. Są jakby wycięci z naszego życia, kto wie – może i podobne osobowości i my znamy? Tutaj mamy dwójkę, a raczej trójkę bohaterów, z którymi mamy do czynienia na przełomie kilkunastu lat. Poznajemy młodą, zakochaną w sobie parę, Gabrielle i Martina. Poznajemy złodzieja obrazów, Archibalda. Chcąc czy nie, są oni ze sobą połączeni. Tylko jeszcze nie wiedzą w jaki sposób. Otóż może zacznę od końca, czyli od Archibalda. Jest on najstarszym bohaterem z tej trójki. Przebiegły, wręcz złodziej idealny, który zawsze wszystko ma dopracowane nie ma dla niego rzeczy nie możliwej. Jakoś pomimo jego późniejszych losów nie darzyłam go zbyt wielka sympatię. Miałam okazję poznać w pewnym momencie jego fragment życia, jednak i to nie przekonało mnie do tego, by zapałać do niego wielką przyjaźnią. Z kolei Martin jest po części w moich myślach trochę jak kobieta. Ma taką duszę… Polubiłam tego policjanta, chociaż nie byłam w stanie go zrozumieć, czemu spróbował tylko raz i nie próbował więcej. To samo Kieruję w stronę Gabrielle, która w ogóle nie dawała znaku. Zachowała się tak wrednie, że miałam ochotę jej przyłożyć. Mimo wszystko polubiłam ich i przywiązałam się do nich. Mam nadzieję, że zbyt długo nie będę za nimi tęsknić. Przygoda, jaką przeżyłam w San Francisco, czy też Paryżu zostawi duży ślad w moim sercu i zostanie na pewno nie zapomniana.

Jak na Musso przystało, czytelnik kompletnie się nie nudzi. Może odczuwać pewnego rodzaju znużenie, brak akcji, chociaż ja tego tutaj nie czułam. Od samego początku historia bohaterów wydawała mi się zbyt piękna, by była prawdziwa. Zbyt piękna na to, by przetrwała. No i dużo się nie pomyliłam. Możecie też domniemać, co stanie się dalej, nie mówię, że nie. Ale ja, gdy czytam pozycje tego pisarza, nie zwracam na takie rzeczy uwagi, tylko oddaję się cała kartom powieści. One zabierają mnie do świata bohaterów, w których żyję wraz z nimi. W których czuję to, co oni. Po prostu wraz z nimi, obok nich idę, lub tez depczę im po piętach, by nie zgubić, gdy akcja nabiera rozmachu. Autor idealnie posługuje się akcją, raz ją zwalnia, a raz przyspiesza do granic możliwości. Raz powoduje, że śledzisz z tak wielkim zainteresowaniem poczynania bohaterów, że nie zauważasz minionego czasu, na policzkach pojawiają się rumieńce lub też po prostu głęboko oddychasz i wspominasz wraz z Gabrielle, Martinem czy też Archibaldem.

"- Jeśli kobieta mówi ci 'nie', to często znaczy: 'chyba tak, ale się boję!'."

Podoba mi się również to w książce autora, że nie pisze tylko z jednej perspektywy. Poznajemy historię z punktu widzenia naszych trzech głównych bohaterów. Poznajemy to, co było kiedyś – przed laty, to co jest teraz. Co dzieje się tu i teraz i tu, ale i kilka metrów nad ziemią. W innej czasoprzestrzeni. I nie jest to jakieś bujanie, beznadziejne wprowadzenie – otóż to idealnie dograny fragment, który dodaje klimatu, wyróżnia tę pozycję na tle innych. Kolejnym atutem chyba wszystkich jego powieści także i tej jest to, że przy każdym nowym rozdziale pojawiają się cytaty pisarzy, sławnych ludzi. To również dodaje charakteru i uważam, że wiele można z tej książki wynieść. Nawet jeśli w gust nie wpadnie Ci to, co napisał sam autor, to na pewno spodoba ci się chociaż jeden z cytatów, podanych przez niego. Tego jestem niemal pewna.

Książka idealna na jesienne wieczory, smutne, brzydkie, zimne. Powieść, która pokaże nam aspekty miłości, nienawiści, oraz czasu. Pokaże nam, co ten czas potrafi zrobić z człowiekiem. Historia zasługuje na poznanie przez osoby, które cenią sobie styl autora, oraz dla tych, którzy są jej po prostu ciekawi.
Reasumując lektury Pana Guillaume Musso mają w sobie pewien urok, charakter, który – nie wiem, jak Wy, ale na mnie działa magnetyzująco. Który powoduje, że chce mi się czytać, który sprawia, że tracę swój świat, uciekam od niego zamykając się w szczelnie napisanej historii. To sobie cenię i uważam, że napisana jest na wielką piątkę z plusem.
Serdecznie ją Wam polecam!

23 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po tej powieści Musso, nie mogłam do siebie dojść przez kilka dni. Zakończenie wbiło mnie w fotel. Ryczałam chyba z pół godziny. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem w stanie to zrozumieć... Jego powieści są specyficzne - trzeba to przyznać.

      Usuń
  3. Czytałam i mi się podobała. Bardzo lubię ksiażki tego autora, aktualnie czeka na mnie na półce Central Park. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, Central Park jest świetne! <3

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że mi się tez spodoba w takim razie :)

      Usuń
  4. Punkt widzenia trzech bohaterów to całkiem ciekawy zabieg. Chętnie się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc czekam na twoją recenzję. ;)

      Usuń
  5. A teraz powiem coś, czym Cię absolutnie zaskoczę. Nie znam stylu Musso. Proszę, nie bij! Albo bij, bo nie wiem, jak mogło się to stać, że nadal nie poznałam tego autora, chyba z czystego lenistwa :(

    Pozdrawiam Justyna Książko, miłości moja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Chyba zwariuję! Aaaaaaaa! Jak można nie znać pióra Pana Musso!

      Usuń
  6. Nie czytałam żadnej książki tego autora i na razie nie planuję. Chociaż muszę powiedzieć, że okładka bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety żadnej książki Musso jeszcze nie czytałam, ale natykam się na wiele bardzo pozytywnych recenzji. Być może niedługo i ja się przekonam, jaka magia tkwi w jego historiach.
    Zapraszam na post z bransoletkami :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedyś zainteresowała mnie jakaś książka tego autora, ale potem zapomniałam, jaki był jej tytuł i do dziś nie przeczytałam żadnej historii spod jego pióra. Ale mam nadzieję, że kiedyś to się zmieni. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie musisz sięgnąć! Ja uwielbiam powieści jego pióra. Są fantastyczne i magiczne. :)

      Usuń
  9. Jakąś pozycję tego autora już poznałam i miło ją wspominam, więc chętnie poznałabym i tą pozycję :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo ich już czytałam i nie wyobrażam sobie życia bez jego powieści. ;)

      Usuń
  10. Muszę sie zapoznać z autorem ;)
    http://justboooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten autor mnie od jakiegoś czasu ciągnie do siebie, ale jeszcze nie wiem czy ulegnę :)

    OdpowiedzUsuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥