piątek, 29 maja 2020

Ryszard Ćwirlej - Jedyne Wyjście

Witajcie!
Przychodzę dzisiaj do Was z recenzją książki, która mnie zaintrygowała samym opisem. Jak zwykle zresztą. Jednak jest to autor, którego książek nie miałam okazji poznać wcześniej. Więc tym bardziej z miłą chęcią postanowiłam zaryzykować. Co mi przyszło ze spotkania z Ryszardem Ćwirlejem? 

Ryszard Ćwirlej - dziennikarz i wykładowca akademicki, twórca "kryminału neomilicyjnego", nowego gatunku literackiego. W 2018 roku autor na wrocławskim rynku otrzymał główną Nagrodę Wielkiego Kalibru i ponownie Nagrodę Wielkiego Kalibru Czytelników. 

Ryszard Ćwirlej - Jedyne wyjście 



Jest rok 2012. W małym sennym miasteczku porwany zostaje 17-letni syn miejscowego biznesmena. Porywacze kontaktują się z rodziną, żądają okupu i zabraniają informować policję. Ale wieść o porwaniu szybko się roznosi. Ojciec chce za wszelką cenę odzyskać syna, więc postanawia dogadać się z porywaczami, ale na swoich własnych warunkach. Dzięki dawnym kontaktom w świecie nie do końca legalnych interesów, próbuje sam znaleźć bandytów. Policja też wpada na ich trop. Wszystko dzięki młodej i ambitnej policjantce z wiejskiego posterunku. Zapalona motocyklistka Aneta Nowak, której specjalnością było dotąd parzenie kawy i przynoszenie drożdżówek straszymy kolegom, przypadkowo natrafia na pewien ślad i za wszelka cenę stara się to wykorzystać.
W tym samym czasie i w tym samym miasteczku znika młoda dziewczyna, matka rocznego dziecka. Ludzie zastanawiają się, czy przypadkiem nie uciekła z domu, choć trudno uwierzyć, że matka porzuciła swoje małe dziecko.
Czy te dwie sprawy łączą się ze sobą? Musi to wyjaśnić Aneta Nowak, której będą pomagać policjanci Alfred Marcinkowski i Mariusz Blaszkowski, znani doskonale z PRL-owskich powieści Ryszarda Ćwirleja. Jak zawsze mogą obaj liczyć na swoich dawnych kolegów – byłego cinkciarza, a teraz właściciela banku, Ryszarda Grubińskiego vel Grubego Rycha i szefa jego ochrony, byłego milicjanta Mirka Brodziaka. 

Okładka tej książki wygląda całkiem interesująco. Widzimy kobietę na motocyklu i jak później czytamy, wiemy, kim jest owa Pani. Pada deszcz... Jest satynowa, z napisami wytłaczanymi na ślisko. Jest to spory grubasek, ma lekko ponad pięćset stron, a więc jest co czytać. :) Cieszę się, ponieważ posiada skrzydełka, które dają dodatkową ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi. Stronice są kremowe, czcionka jest duża, odstępy między wersami zostały zachowane tak jak i marginesy. Literówek brak. 

Jest to moje pierwsze spotkanie z autorem, ale mogę przyznać, że udane. Wciągnęłam się już od pierwszych stron i byłam wciąż ciekawa, co nastąpi na kolejnej stronie. No i tak poświęciłam tej książce całą niedzielę. Miałam wolną, więc oddałam się lekturze w całości. Widać, że nie jest to pierwsza powieść autora. Operuje swoim stylem na tyle sprawnie, że nie ma tutaj jakichkolwiek wad, blokad w czytaniu. Idzie szybko, wręcz błyskawicznie. Troszkę się obawiałam początkowo, że może jednak nie trafi do mnie styl, ale się myliłam. Teraz wiem, że warto sięgnąć po kolejne powieści, które napisał autor. I z pewnością trak będzie (przy odrobinie wolnego czasu...). 
Jeśli szukacie powieści, która jest dobrym kryminałem, to to jest to. I jak sami czytaliście w bio o autorze, stworzył on nowy gatunek literacki, kryminał neomilicyjny. 

Podoba mi się to, że mamy tutaj podgląd nie tylko oczami jednego bohatera, ale kilku. Między innymi widzimy czas pomiędzy bohaterami, widzimy ich nicki i mamy wrażenie, jakbyśmy sami prowadzili z kimś konwersacje. Rozdziały dzielą się również na poszczególne godziny, co sprawia, że całą akcje mamy "w garści". 
Aneta Nowak to bohaterka, która przypadła mi do gustu już na samym początku. Wydawała się rozumna i inteligentna, co tylko jej czyny upewniały mnie na dalszych stronach powieści. 
Każdy z tych postaci, którzy tutaj występują, mają świetnie nakreślone sylwetki. Są na tyle realne, że śmiało mogłyby żyć obok nas i nie zdziwiłabym się, gdyby tak było. 
Nie chcę Wam kurcze zbyt wiele zdradzać, ale tutaj każdy z bohaterów potrafi nam sprawić psikusa. Sęk w tym, że każdy taki psikus ma inny kaliber... 

Pomysł na książkę moim zdaniem jest bardzo dobry. Dzięki takiej zagadce, jaką wplótł autor, czyta się z nieskrywana ciekawością. Mamy tutaj pomieszaną przeszłość z teraźniejszością, co może nas naprowadzać na pewne tropy. Niewyjaśnione sprawy z przeszłości również wychodzą na jaw i robią niezły zamęt... Jedynie wydawało mi się, że panowie policjanci w tej historii to tacy trochę... hm... ciapusie. :D Odnosiłam wrażenie, że minęli się z powołaniem. 

Czyta się książkę szybko, nawet bardzo. Cała akcja jest dynamiczna, wiele się dzieje. Może emocji jako tako nie odczuwałam, ale byłam zainteresowana akcją i podążałam wiernie za bohaterami. Ciesze się, że miałam okazję poznać pióro autora i dzięki temu wiem, że skusze się jeszcze nie raz na jego papierowe pozycje. 

A czy Wy mieliście okazje czytać książki pana Ćwirleja? Którą z nich polecacie? 

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu 

5 komentarzy:

  1. Nie znam jeszcze twórczości tego autora, więc wszystko przede mną. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Kryminał neomilicyjny? Pierwsze słyszę. Twórczości autora póki co nie znam i na razie nie planuję zmieniać tego stanu rzeczy, ale co nieco już o jego twórczości czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie dynamiczne historie bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie, że czyta się ją szybko, bo przy ponad 500 stronach to ważne, by fabuła się nie ciągnęła.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie miałam jeszcze okazji przeczytać powieści tego autora , ale zapisuję na listę do przeczytania ��

    OdpowiedzUsuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥

Opisy książek w większości nowych postów pochodzą z lubimyczytać bądź niektóre wymyślam sama. ;)