poniedziałek, 30 marca 2026

Monika Tarwid - Puknij się w aureolę

 Hejka!

Lubicie, gdy w powieści przewijają się Wam... Anioły? Ja bardzo! Jakoś od zawsze mam do nich sentyment i lubię, gdy mają jakiś cel w danej powieści. Może dlatego, że moje imię poniekąd pochodzi od słowa Angel...?

Monika Tarwid - prywatnie mama dwóch dorosłych synów. Pasjonatka wędrówek górskich i spływów kajakowych. Kocha życzliwość, uśmiech, naturę i kwiaty. Oraz książki oczywiście, one są z nią od szkoły podstawowej, kiedy odkryła szkolną bibliotekę i jedną miłą bibliotekarkę - co ma znaczenie, bo w domu rodzinnym autorki nie czytało się książek. Wtedy przepadła i do dziś nie wyobraża sobie zakończenia dnia bez książki. 

Monika Tarwid - Puknij się w aureolę!

Maja wierzy w miłość „na sto procent” – bez kompromisów. Kiedyś zapłaciła za to wysoką cenę i od tamtej pory udaje twardą: szybkie tempo, ostre słowa, pełna kontrola… i ani kroku w stronę uczuć, które mogą zaboleć.

Tyle że Maja nie jest sama. Nad jej życiem czuwają dwaj aniołowie: Cassiell – delikatny idealista – oraz Asadiel, który uważa, że czasem ludziom trzeba… trochę pokomplikować, żeby wreszcie zaczęli słyszeć własne serce. Kiedy na horyzoncie pojawia się Jarek, mężczyzna, przy którym Maja zaczyna się śmiać tak, jak dawno się nie śmiała, aniołowie włączają tryb „misja”. Dodatkowo Maja poznaje Konstantego, przystojnego architekta, przy którym traci zdolność logicznego myślenia. Zamieszanie gotowe! Kogo wybierze Maja? Co na to jej anioły?

Będzie i śmiesznie, i wzruszająco, i niezręcznie (czasem bardzo). Bo zanim Maja uwierzy, że świat może mieć dla niej coś dobrego, będzie musiała zrobić najtrudniejszą rzecz: odpuścić kontrolę… i zaufać.

Okładka książki jest świetna. Róż wybija się i rzuca w oczy, a na środku kobietka, nasza Majka! Jakieś aniołki sobie fruwają... Dla mnie rewelacja! W dodatku dostałam piękną dedykację. Jak wiecie, to takie nic, a jednak robi kolosalną różnicę! Do tego piórko (służyło mi jako zakładka do tej powieści), ale i mały gadżet w postaci aniołka z serduszkiem, takiej zawieszki/breloczka. Strony są kremowe, czcionka wystarczająca dla oka. W środku zamiast asterysków (typowych gwiazdek) są piórka - ma to swój urok i pasuje do całości. Niestety, z bólem serca, muszę wspomnieć o czymś ważnym. Jak wiecie, zawsze jestem szczera i sama, sięgając po książkę, chciałabym wiedzieć o takich rzeczach. Mianowicie... Książka ma pełno błędów. Na wiele rzeczy przymykam oko, ale to, co tutaj się wydarzyło... Moim zdaniem wydawnictwo powinno w trybie pilnym wstrzymać sprzedaż, zrobić porządną korektę po składzie i wydrukować na nowo książki. Bardzo wybijało mnie z rytmu wiele rzeczy, które nie powinny mieć tu miejsca. Może się czepiam, może zwykły czytelnik (nie korektor i redaktor) większości rzeczy nie zauważy... To przykre, bo książka naprawdę jest warta uwagi, a sposób wydania pozostawia wiele do życzenia.

Moje pierwsze spotkanie z piórem autorki, która ma na koncie już jedną książkę, ale nie jest to powieść. Gdy zobaczyłam, że Alek Rogoziński książkę poleca, nie mogłam przejść obojętnie. Nie spodziewałam się cudów... Ale zostałam dzięki temu mile zaskoczona! Czyta się naprawdę przyjemne i szybko, mimo tych błędów, które wybijały z rytmu. Sama fabuła jest świetnie przemyślana! Ja oczywiście czekam na kontynuację, bo to nie mogło się tak skończyć! Każdy wątek jest dopracowany i moim zdaniem, jak na debiut, jest dobrze, nawet bardzo! 

Poznajemy kilka postaci, ale tutaj głównie wszystko kręci się wokół Mai i... Aniołów. Jest też babcia, dwóch amantów i kilku znajomych. Każdy ma swoją ważną rolę do odegrania, a w szczególności ci na górze. Maja to kobieta, która zapada w pamięć. Jej specyficzny styl życia, zachowanie, nierozgarnięcie... Do tej pory mam przed oczami, autentycznie, scenę ze spaceru Majki i Jarka, kiedy jej coś ni to wisi, ni wystaje... Jarek i Konstanty mają coś ze sobą wspólnego. Jeden jak i drugi jest po przejściach. Czy obdarzyłam ich sympatią? Tak, aczkolwiek do każdego miałam jakieś ale. Do Jarka, że piastując takie stanowisko, pracując jako policjant, wcale nie jest odważny. Powinien jasno określać swoje potrzeby, pragnienia, emocje... Konstanty na początku sprawiał wrażenie bufona - i jakoś tak nie mogłam zmienić na jego temat zdania. Kolejny, który czekał niczym księżniczka na pierwszy krok. Chociaż podkreślam, oboje przeżyli trochę niezbyt przyjemnych sytuacji. Reasumując uważam, że autorka stworzyła dobre postacie. Jednych polubimy, drugich niekoniecznie. Ja chyba najbardziej przywiązałam się do... Aniołów. Bardzo dobrze mi się o nich czytało, a że byli jako drugi narrator, to tym bardziej.

Akcja ma odpowiednie tempo. Sporo się tutaj dzieje, więc na nudę nie będziecie narzekać. Czasami nawet wszystko dzieje się zbyt szybko, a my nie możemy się pozbierać i nie wiemy, czy mamy się śmiać, czy może płakać? Mnie się tam podobało, bo między innymi dzięki temu tak szybko czytało się tę książkę. Oczywiście nie zgadzam się z zakończeniem - bo co to miało niby znaczyć? Jednak udało mi się dowiedzieć, że tworzy się druga część. Całe szczęście! Było tutaj kilka fragmentów, dzięki którym uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Chociaż moją ulubioną scenę już wymieniłam. Jak sobie pomyślę, jak to musiało wyglądać... Od razu na buzi mam „banana”. 

Książka opowiada o życiu. O tym, jak los potrafi nas niejednokrotnie zaskoczyć. O tym, że warto być sobą. O tym, że ktoś tam jest, wysoko, pilnuje nas i strzeże. Wszystko jest po coś – pamiętajmy...

Reasumując uważam, że jest to bardzo dobra książka, z fajną fabułą, która jest dopracowana w każdym szczególe. Pomimo błędów, gdzie nawalił wydawca, książka się sama broni. Mam nadzieję, że zostanie jak najszybciej zlecony dodruk i to już w poprawionej wersji. Sięgając po tę historię możecie liczyć na śmieszne sceny, lekką i niezobowiązującą lekturę, przy której można się totalnie zrelaksować, a nawet i przy której można się dobrze bawić. Cieszyła mnie narracja przeplatana, gdzie raz mówi na przykład Maja, a zaraz po tym aniołki. Prześwietny pomysł. Idealna na długie dni przy popołudnia, pozwala przy sobie odpocząć i wyłączyć myślenie. Zdecydowanie polecam!

Za egzemplarz dziękuję autorce:

Fot. Małgorzata Janiszewska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥

Opisy książek w większości nowych postów pochodzą z lubimyczytać bądź niektóre wymyślam sama. ;)