Dzień dobry!
Przygotowałam dzisiaj dla Was recenzję o książce autorki, która jest moim odkryciem 2025 roku. Przeczytałam jej dwie powieści i obie dostały ode mnie 10/10. Rozłożyły mnie na łopatki i zostawiły z wieloma myślami. Nie mogłam więc dać sobie spokoju i sięgnęłam po następną z jej dorobku powieść. Jak było tym razem?
Aleksandra Palasek - jej pasje to pisanie i fotografowanie. Stara się kreatywnie prowadzić swoje media społecznościowe. Mama dwóch córek i żona.
Aleksandra Palasek - American (nie taki) dream
Tam, gdzie kończy się przeszłość, a zaczyna przyszłość.
Jaśmina nie miała pojęcia, jak wiele zmieni się w jej życiu tego dnia. Zamiast zdawać egzamin na studiach, wsiadła do samolotu i poleciała do Ameryki. Wraz z postawieniem nogi na jankeskiej ziemi i poznaniem Stanleya miała zrozumieć, że patrzenie w przeszłość nie przyniesie niczego poza bólem.
Historia o życiu po stracie, nauce kochania nie tylko innych, ale przede wszystkim siebie.
Okładka książki zwraca naszą uwagę. Jest matowa w dotyku, dominują ciemne kolory, a dodatkowo dzięki kontrastowym barwom przyciąga spojrzenia. Widzimy parę, która się całuje w aucie. Neonowe odcienie mogą sugerować życie w dalekiej nam Ameryce. Ma skrzydełka, które stanowią dodatkową ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi. Kremowe strony, odstępy między wersami i marginesy zostały zachowane. Niestety, jest tu pełno błędów technicznych, szkoda, dawno już nie czytałam książki z taką ich ilością.
Trzecie spotkanie w niedalekim odstępie czasowym z piórem autorki. Muszę przyznać, że tym razem nie było tak, jak na przykład przy „Spotkam się w przeszłości”. Szkoda wielka, bo naprawdę liczyłam na wiele. Co więcej z autorka ostrzegała mnie, że każda kolejna książka jest lepsza, że może nie być takich zachwytów. I wiecie co? Faktycznie tak było. Ja, jak już polubię czyjeś książki, to czytam prawie każdą. Dlatego mój wybór padł na tę pozycję. Wydaje mi się, że to była taka lektura bardzo lekka, bez zbędnego skupienia się na bohaterach, ich emocjach. A przynajmniej ja to tak odebrałam. Pochłania się w szybkim tempie, ponieważ ma lekko ponad 250 stron. Nie ma tutaj blokad czy przeszkód (za wyjątkiem tych technicznych błędów, gdzie ewidentnie zawiniła korekta po składzie).
Bohaterowie są tutaj bardzo ważni. Każdy z nich jest inny, dzięki czemu nie wydają się być płascy i byle jacy, co jest oczywiście plusem. Jaśmina czasami mnie irytowała, a w szczególności na początku, kiedy to była w związku z kolegą. Jak nie załączyła się jej czerwona flaga, to ja nie wiem... Chwilami mi się wydawało, że wręcz sam niesie tę flagę i macha nią przed Jaśminą... Szkoda, że autorka nie rozwinęła bardziej wątku z Pawłem, bo tam były z pewnością piorunujące emocje. Jest też babcia, która zdaje się remedium na całe zło. Bezpieczną przystanią... A Stanley? Ależ miałam mu ochotę nakopać w pewnym momencie!!! Nie uległam jego urokowi, ale to, co przeszedł... Musiało boleć i było mi przykro, że wciąż mierzył się z traumą...
Dzieje się tutaj wiele, ale odniosłam wrażenie, że wszystko było pobieżnie potraktowane. Takie na szybko. To, że relacja ma szybkie tempo – nie przeszkadza mi, bo wierzę, że jest ona możliwa. Nie rozumiem trochę krytyki innych czytelników, że relacja powinna rozwijać się wolniej. Ale zastanówmy się... Czy w naszym życiu każda relacja rozwija się powoli? Nigdy nie przeżyliście czegoś... Co was porazi? Od pierwszego wejrzenia? Ja w to wierzę, bo przeżyłam coś takiego. Dlatego uważam, że jedyny mankament dla mnie jest taki, że wszystko zostało potraktowane pobieżnie, a jest tu wiele wątków, gdzie można było na chwilę się zatrzymać, rozwinąć, opowiedzieć o emocjach tak, by czytelnik je odczuł...
Samych emocji było sporo! Działo się! Ale ja... Tutaj ich nie czułam. Zawiodłam się, bo po „Spotkam cię w przeszłości” byłam emocjonalnie rozwalona. Wszystko czułam, nawet aż za bardzo... To dowodzi też temu, że nie każda powieść danego autora na ten sam wydźwięk, cel. Nie daje nam tego samego. Aż wreszcie, autor sam siebie sprawdza na różnych polach gatunkowych, szuka swojej drogi. Osobiście uważam, że idealnie autorka radzi sobie w powieściach obyczajowych z wątkiem historycznym. ❤️
Ta książka nie jest zła. Nie jest też wyśmienita. Jest po prostu dobra. Myślę, że ta niezobowiązująca powieść może spodobać się czytelnikom autorki i tym, którzy lubią powieści obyczajowe. Lekkie, na kilka chwil.
Aleksandra Palasek porusza w niej temat braku akceptacji, żałobie, smutku, samotności, cierpieniu... I wielu innych. Oczywiście, jest tu też miłość!
Reasumując polecam, ale miejcie na uwadze, że pisarka ma lepsze powieści na koncie. Nie było źle, ale wiem, że są inne lepsze i wierzę, że każda następna, nowsza pozycja będzie taka, po której będzie się ciężko pozbierać...
Znacie tę książkę?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥
Opisy książek w większości nowych postów pochodzą z lubimyczytać bądź niektóre wymyślam sama. ;)