środa, 22 grudnia 2021

Debbie Macomber - Kochany Święty Mikołaju

 Witajcie, 

przychodzę dzisiaj do Was z propozycją książki zimowo-świątecznej. Tak wydawnictwo kusiło, że nie sposób było się oprzeć... Ja, taki ala Grinch, skusiłam się na tą historię i... jestem zadowolona. Chyba tak samo moje serce, jak i jego zaczyna mięknąć... ;)

Debbie Macomber - jest bestsellerową autorką literatury dla kobiet i niekwestionowaną królową powieści bożonarodzeniowych. Na podstawie pięciu z nich nakręcono filmy, które stały się hitami. 

Debbie Macomber - Kochany Święty Mikołaju


List napisany do Świętego Mikołaja może przynieść nadzieję, miłość i niespodziewane zmiany w życiu. Bez względu na to, ile masz lat i czy wierzysz w magię świąt!
Lindy Carmichael wraca na Boże Narodzenie do rodzinnego domu w niewesołym nastroju. Mężczyzna, którego uważała za „tego jedynego”, zdradził ją z jej najlepszą przyjaciółką. W wymarzonej pracy jest niedoceniana, a każdy nowy projekt idzie jej gorzej od poprzedniego. Nic nie układa się tak, jak powinno do czasu, aż Lindy natrafia na pudełko pełne listów do Świętego Mikołaja, które pisała jako dziewczynka. Zachęcona przez matkę postanawia wrócić do tradycji z dzieciństwa. Nie spodziewa się, że w cudowny sposób jej dorosłe marzenia zaczną się spełniać. 

Okładka przedstawia namalowaną niemal animowaną parę, niosącą prezenty. Śnieg wokół, a nad nimi bańka. Klimat iście świąteczny, ale przyznam się Wam, że mnie się ona podoba. Ma w sobie coś. A nie kolejny wyrozbierany facet... ;)  Nie posiada skrzydełek, więc nie ma dodatkowego zabezpieczenia przed uszkodzeniami mechanicznymi. Kartki są białe, czcionka wystarczająca dla naszego oka. Odstępy między wersami i marginesy zostały zachowane. Literówki gdzieniegdzie się przytrafiły. 

Jest to moje pierwsze spotkanie z autorką, nie miałam okazji zapoznać się z jej poprzednimi dziełami. Czytało się tę lekturę dosyć szybko, lekko i przyjemnie. Nie miałam jakichkolwiek blokad podczas lektury, więc to zdecydowanie jest dużym plusem. Ja jestem średnim fanem świąt, więc nie czułam jakiegoś szczególnego przyciągania do tej historii, ale nie czułam też czynnika odpychającego. Niektóre wydarzenia powodowały we mnie różne emocje i o nich na pewno też wspomnę. Myślę, że jeszcze kiedyś sięgnę po książki napisane przez autorkę. 

Lindy jest bohaterką, która na pierwszy rzut oka nie powinna marudzić. Ma dobrą pracę, chociaż za dużo w niej przebywa (brzmi znajomo). Spotkała ją ogromna przykrość - jej facet zdradził ją z najlepszą przyjaciółką... A może to jej najlepsza przyjaciółka zdradziła ją z jej facetem? Niemniej jednak jest to przykre i trudne do zaakceptowania przez naszą postać. Cały czas to nad nią ciąży. Jednak wraca do rodziców na święta, a tam spotyka ją szereg niespodziewanych wydarzeń. Wydaje mi się, że gdybym poznała taką kobietę w swoim życiu, mogłabym się z nią zaprzyjaźnić.
Poznajemy też kilku innych bohaterów, ale nie chce o nich pisać, by nie zdradzić za wiele, a chciałabym, byście jednak skusili się na nią.
Postacie są wykreowane dobrze, nie brakuje im niczego i śmiało takie osoby moglibyśmy spotkać w swoim życiu. 

Emocje... Czytając, doświadczałam ich razem z Lindy. Zdziwiłam się, bo ja nie tak łatwo przejmuje uczucia od postaci, a tutaj one do mnie jakoś dotarły. Były momenty, w których było mi niezwykle żal... Chciałam pomóc, ale wiedziałam, że nie bardzo jest jak. Koniec roku, ostatni miesiąc, jest dość specyficznym czasem, który dodatkowod ziała na nas i na nasze myśli. Tutaj było podobnie. Wiele przemyśleń się pojawiło, nie tylko przez wzgląd na czytaną historię... Myślę, że pośmiejecie się trochę, pokręcicie głową i poczujecie smutek. Tak, jak to było ze mną. Może nie były to jakieś ogromne uczucia, które zwalą z nóg, bo tak naprawdę jest to samo życie. Bolesne momentami... 

Akcja ma odpowiednie tempo, nie biegnie zbyt szybko, ani też nie jest zbyt powolna, więc nie uśniecie nad nią. :) Pomysł na tę lekturę też był fajny - dotychczas nie natknęłam się na motyw powrotu do korzeni i odczytania listów do Mikołaja i napisania nowego. Stąd też moje refleksje - czy pisałam listy (bo nie pamiętam). Dla mnie strzał w dziesiątkę i może dlatego wydał mi się ten egzemplarz przyjemny. Przeczytałam ją całą w niedzielę, jeszcze przed świętami. Myślę, że śmiało możecie się za nią zabrać i to nie tylko w święta, ale ogólnie podczas zimy - bo ją tutaj czuć bardzo wyraźnie. 

Reasumując uważam, że była to niezwykle przyjemna historia w klimacie zimowo świątecznym. Pokrzepiająca, dająca nadzieję nawet największym niedowiarkom. Pokazująca, że czasem warto się zatrzymać, a może i nawet wrócić, by przypomnieć sobie o tym, że nie zawsze to co było, a nie jest nie pisze się w rejestr. Polecam ją Wam i mam nadzieję, że sięgniecie po "Kochany Święty Mikołaju". :) 

Sięgacie po takie tematyczno czasowe lektury? Jaka jest Wasza ulubiona pozycja? Ja nieskromnie przyznam, że "Opowieść wigilijna" jest moim numerem jeden. ;) 

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥

Opisy książek w większości nowych postów pochodzą z lubimyczytać bądź niektóre wymyślam sama. ;)