wtorek, 29 grudnia 2015

Czy wolimy zostawiać sprawy niezakończone, czy też zamykamy je raz na zawsze?

Jak obiecałam, pojawia się recenzja kolejnej powieści Pani Jio. Czy mówiłam już, że przez swój styl, wstrzeliła się w moją listę ulubionych pisarzy? Nie? To teraz już wiecie. Uwielbiam tą autorkę. Tak jak i jej książki. Dziękuję mamie, za pozwolenie mi ich przeczytania. To chyba maleńki szczegół, że obie książki przeczytałam w ciągu dwóch dni? Jedna powieść na dzień, jeszcze TAKA cudowna, to nic straszne, aż wręcz mega przyjemnego. 

Sarah Jio - nie tylko pisze powieści, ale i pracuje jako dziennikarka. Jej powieści zostały przetłumaczone na 17 języków. Ma męża i trójkę dzieci. 

Sarah Jio - Dom na plaży 


To już niedługo. Anne miała zaplanowane wszystko. Zaręczyny, ślub, dom, dzieci.. Jednak coś nie dawało jej spokoju. Nie czuła się zgodnie z tym, co chciała robić? W końcu decyduje się pod wpływem impulsu, na swoich zaręczynach, na coś co całkowicie zmieni jej życie. Ramię w ramię, z przyjaciółką, tylko rok. Szybko minie. Jednak ten rok odznaczy się bardzo w życiu obu kobiet. Czy po tej podróży połączonej z pracą będzie gotowa przyjąć to, czego od niej oczekują? Jak bardzo kobiety się zmienią? Czy na tyle, by zapomnieć o przeszłości i zmienić przyszłość? 


Jestem zaskoczona. Wręcz potwornie zaskoczona pozytywnie. Okładka jest nieco tajemnicza, zbyt wielu nam nie mówi, z pierwszego rzutu okiem. Chciałam podkreślić, że tym razem nie ujrzałam ani jednej literówki, więc jestem w pełni zadowolona z lektura. Czcionka i kartki są tak jak w poprzedniej powieści, więc czytelnie i sprawnie się czytało.

 "- W życiu, a szczególnie w miłości, nie można odgrywać żadnej roli."

Jak wiecie już po pierwszej lekturze zaufałam autorce na tyle, by bez wahania sięgnąć po recenzowaną powieść. I najlepsze jest to, że Pani Jio mnie nie zawiodła! Jej kunszt tak mnie zachwycił, że i tym razem przepadłam bez cienie ratunku. Porwała mnie w swoje objęcia, nie wypuszczając do ostatniej strony. Sprawiła, że czytałam ją na jednym oddechu, bałam się tego, co będzie dalej jednakże chciałam wiedzieć, musiałam wiedzieć co dalej. Kręciłam się i wierciłam i pozwoliłam sobie na krótką wizytę w toalecie i ponownie zapadłam w stan zaczytania, zachwytu i zaczarowania stylem Pani Sarah.

"Nie przestawał mnie tulić. Dwudziesty siódmy listopada. Pozbawiona znaczenia data, jeden z wielu dni w kalendarzu. Wtedy jednak zmieniło się moje życie. Tego dnia pokochałam Westry'ego."

Świat wykreowany przez autorkę swobodnie pozwolił mi doświadczyć, że po zamknięciu oczu widziałam wszystko opisane w powieści. To jest takie piękne uczucie, gdy coś przeczytasz, a nie możesz się znaleźć w tym miejscu, bądź jest ono fikcyjne kreujesz je sam. Tworzysz niezapisane historie, krótkie epizody - marzysz i fantazjujesz. Tutaj miałam namacalny dowód, że po każdej stronie widziałam wszystko wyraźnie jakbym była obserwatorem albo jedną z pielęgniarek. Skradałam się za bohaterami, szpiegowałam ich, ale szczerze się przyznając nie żałowałam tego. Bo dzięki tej lekturze poznałam kilka nowych, wspaniałych miejsc, zakątków, które przeważnie wszyscy omijają, a takie są właśnie najpiękniejsze, mają w sobie to "coś" co przyciąga niektóre dusze.

"- Wszystko w porządku - powiedziała. Nie obchodzi mnie, kogo kochasz. Chcę tylko, żebyś była szczęśliwa. Jesteś?
Przeniosłam wzrok na księżyc a potem z powrotem na odcinek plaży, którym można było dotrzeć do domku.
- Tak - oznajmiłam. - Nigdy jeszcze nie byłam tak szczęśliwa."

Bohaterowie. Główną bohaterką jest Anne. Nie zazdroszczę jej, bo wiem, że nie miała łatwo. Niby miała wszystko, ale czegoś jej brakowało. Dopiero rok, przebyty w zawodzie pielęgniarki uświadomił jej, jak wiele jeszcze nie odkryła, czego jej dotychczas brakowało i poznała ludzi, którzy następnie byli jej częścią. Ale i niektóre sytuacje nauczyły bohaterkę, by nie popełniać tych samych błędów. Jednak jestem pewna, że przez tamten rok była najszczęśliwszą kobietą na świecie. Nie było szczęśliwszej od niej. Bo w końcu miała to, czego w życiu jej brakowało. Jednak los nie zawsze jest łaskawy. Albo nie zawsze dobry. Bohaterka przeżywa też stan cierpienia, nieopisanego smutku. Zostawia niezamkniętą sprawę, o której nigdy nie zapomni. Wtrącę, że zapomniałam napisać, że historia jest opisywana z biegiem lat, bo opowiada swojej wnuczce o tym, co było kiedyś. A na końcu wyrusza by tę sprawy zamknąć. Myślicie, że dobrze zrobiła, odlepiając plastry z przeszłości? W każdym bądź razie, mam pytanie, które zostawiam bez odpowiedzi, ale dla Was, byście mogli o nim nieco porozmyślać.. A więc, czy Wy zostawiacie sprawy niezakończone? Rzeczy, które wymagają powiedzenia "Żegnaj" lub "Koniec"? Czy zostawiacie je na pastwę losu? A może też to okoliczności sprawiły, że nie mogliście i nie będziecie mogli ich zamknąć? Przyznam się, że i ja jestem w takiej sytuacji. Ale jestem niemal pewna, że już raczej na pewno nie będę mogła ich pozamykać, a szkoda. Ponieważ to wierci w duszy, głowie, we wspomnieniach towarzyszy cały czas. Nieustępliwie. A więc.. Warto nie zamykać spraw? Moim zdaniem, nie warto.

Jedna osoba mówiąca. Czas teraźniejszy, oraz wspomnienia. Dużo wspomnień. Jej historia. Rozdziały. Coś, co towarzyszy jej od pamiętnego roku. Jedno jest ważne. WSPOMNIEŃ NIE MOŻNA WYMAZAĆ.

"- Ta wojna... Zmieniła wszystko, nas wszystkich.
- To prawda - stwierdził poważnie papa, skręcając w znajomy podjazd. 
Oczywiście wszystko wyglądało tak samo jak przed moim wyjazdem. Wiedziałam jednak, że takie samo nie jest i już nigdy nie będzie."

Powieść ukazuje nam życie w czasie drugiej wojny światowej. Bynajmniej to wspominane tyczy się właśnie tego roku: 1942. Główna bohater dla swojej przyjaciółki naraża swoją przyszłość. Nasuwa się więc kolejne pytanie. Czy i my potrafilibyśmy zrobić coś tak wielkiego dla przyjaciółki? I to jeszcze nie byle praca. Wiadome, że zawód zawodem, ale w tak niebezpiecznym miejscu, w zmianie miejsca pobytu, aż na rok. Oddalenie od rodziny, bliskich.. nie zawsze rozstanie jest przyjemne. Więc jest to powieść o przyjaźni. Przyjaźni tak wielkiej, co nie jest w stanie nic rozdzielić. Ale czy aby na pewno...? O miłości. Miłości na odległość, miłości, która rodzi się przypadkiem i zostaje z nami do końca. Miłość taka, która nadal istnieje pomimo iż dwie osoby od siebie odejdą. Istnieje taka miłość. Tutaj wyraźnie Pani Jio nam pokazuje. Ale w jakich okolicznościach? Musicie poznać sami. Dobre rady, by kierować się sercem w gruncie rzeczy nie są takie do bani. Można robić wiele głupot z powodu miłości, jednak zawsze słyszałam "rób to, co dyktuje ci serce" i uważam, że jest to najlepsze rozwiązanie ze wszystkich.

"Ja kochałam jego, a on kochał mnie, aż do samego końca. Ta opowieść będzie niosła z bryzą na Bora-Bora, będzie nawiedzać zniszczone pozostałości bungalowu i wiecznie żyć w moim sercu."

Reasumując stwierdzam, że Dom na plaży jest powieścią, która na dłużej z Wami zostanie. Powieścią, która nie wyparuje raz-dwa z głowy. Historią miłosną, tak piękną, że w pewnym momencie będzie chciało się Wam płakać. Jednak pamiętajcie. Że zawsze warto coś zamknąć, zakończyć, by upewnić się, czy postąpiło się słusznie, czy też nie.


ZDECYDOWANIE POLECAM. KAŻDEMU. BEZ CIENIA WĄTPLIWOŚCI. MOJA PEREŁKA.

16 komentarzy:

  1. Zachęciłaś nas tą książką :)

    Pozdrawiamy i zapraszamy do nas:
    rodzinne-czytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię książki, które tak zapadają w pamięć :) Chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam prozę Sarah Jio. Każda jej książka mnie porywa i wciąga :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tej jeszcze nie czytałam, ale mam w planach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Widziałam raz te książkę i wydaje się być ciekawa, więc kiedyś czemu nie :d

    Pozdrawiam
    http://coraciemnosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam i przyznam, że towarzyszyły mi przy niej różne emocje :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Powieść wydaje się być świetna! Koniecznie muszę ją przeczytać chociaż to nie jest do końca mój ulubiony gatunek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zapominaj, że same takie w większości super powieści czytam ;d Szykuj dłuuuugą listę. ;d

      Usuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥