czwartek, 27 sierpnia 2026

Graham Masterton - Bazyliszek

 Dzień dobry,

Przygotowałam dla Was recenzję książki, którą miałam okazję ostatnio przeczytać. I to dosłownie ostatnio, bo ten egzemplarz przeskakuje jako jeden z pierwszych z sierpniowych nowości do publikacji. Masterton nigdy mi się nie znudzi, ale pod warunkiem, że nie ma go za często i za dużo.

Graham Masterton - pracował jako reporter i redaktor w czasopismach "Mayfair" i "Penthouse". W roku 1976 debiutował horrorem Manitou, który stał się światowym bestsellerem. Napisał ponad 100 książek, które przełożono na 19 języków i wydano w 27 milionach egzemplarzy. Jego powieści otrzymały wiele nagród, między innymi: Edgar Allan Poe Award. Oprócz horrorów pisze również thrillery, powieści historyczne, romanse i poradniki seksuologiczne. 

Graham Masterton - Bazyliszek #1

Nie spoglądaj w oczy bazyliszka! Profesor Nathan Underhill próbuje wyhodować mitycznego gryfa, by z niego pozyskać materiał do badań nad komórkami macierzystymi i zastosowaniem ich w leczeniu wielu chorób, wobec których medycyna była dotychczas bezradna. Doktor Christian Zauber, dyrektor Domu Spokojnej Starości Murdstone, także pracuje nad odtworzeniem mitycznej istoty – bazyliszka, korzystając z alchemii i czarnej magii. Podczas wizyty w domu opieki Nathan i jego żona Grace odkrywają potworną tajemnicę Zaubera. Niestety wyprawa kończy się tragicznie – Grace zapada w śpiączkę. Zauber znika. Na pomoc Nathanowi przychodzi młoda dziennikarka, która trafia na ślad doktora ukrywającego się w Krakowie. W pięknej scenerii krakowskiej Starówki rozpoczyna się śmiertelna gra, w której amerykański naukowiec walczy o życie z przerażającym potworem powołanym do życia przez szaleńca o nadludzkich zdolnościach.

Okładka książki jest wydana naprawdę bardzo dobrze. Mamy twarda oprawę i na samym środku tytułowego bazyliszka. Jest matowa w dotyku. Wyklejka jest w kolorze tła z frontu. Co więcej, ma barwiony brzeg. Świetnie to wizualnie urozmaica i sprawia, że wielu czytelników z pewnością zwróci na nią uwagę. Strony są kremowe, czcionka wystarczająca dla oka, marginesy i odstępy między wersami zostały zachowane. Pojedyncze błędy się zdarzały, ale nie przeszkadzały zbytnio w lekturze. Podzielona została na rozdziały, które nie są ani krótkie, ani długie.

Chwilę minęło od mojej ostatniej przygody z Mastertonem, ale lubię sobie raz na czas wrócić do jego pióra. Nikt, tak jak on, nie ma pokręconych fabuł, a jednocześnie obrzydliwych. Tutaj najgorszy koszmar może się spełnić. Czytało mi się szybko, ale tym razem nie było aż tak porywająco. Ciekawie, ale nie aż tak mocno, jak zazwyczaj się zdarza. Jest to pierwszy tom dylogii o Nathanie Underhillu. Recenzję drugiego tomu z pewnością niedługo przeczytacie. Czy polecam? Jasne. Ale nie będzie tu fajerwerków. Wszak przy tylu wydanych powieściach trudno o bestseller goniący bestseller... 

Postacie są tutaj wykreowane dobrze, każdy z nich jest inny, ma odmienny charakter, cel. Czy ich polubiłam? Niekoniecznie. Owszem, trzymałam kciuki za Nathana, ale to wszystko było między innymi jego winą. Dążył do osiągnięcia czegoś nierealnego i gdyby nie ten upór, badania... Mogłoby się wszystko inaczej potoczyć. Żal mi było jego żony. Zaś syn w ogóle wydawał mi się być z jakiejś odmiennej galaktyki. W tym horrorze trudno mieć ulubionego bohatera, bo każdy może ukrywać coś, kłamać, a ufać... nie warto.

Akcja jest dynamiczna, cały czas coś się dzieje, aczkolwiek kilka spraw wydawało mi się odrobinę śmiesznych. Włamanie do domu starości – no jak mogli nie pomyśleć, że właściciel się nie dowie? I jak mogła tak myśleć osoba, która tam bywała? To brzmi absurdalnie. ALE podoba mi się to, że jest nawiązanie do Krakowa, do wpisów Kadłubka, do samego bazyliszka, Smoka Wawelskiego. Przez chwilę poczułam, jakby to autor podążał tymi samymi ulicami, co niegdyś ja, i tworzył te opowieści. Lubię książki osadzone w miejscach, które znam, bo bardziej się w nie wczuwam. Raczej nudzić się nie będziecie.

Reasumując uważam, że książka jest wydana wizualnie bardzo dobrze. Co do treści, mogłoby być lepiej, ale też nie jest źle. Czytało się szybko i bez przeszkód, akcja była dynamiczna i była zmiana miejsca do bliskiego mi Krakowa. Jest to typowy horror, który ma wystraszyć czytelnika. I tutaj postać bazyliszka chwilami naprawdę straszy. Ja czytałam ją w nocy, a gdy coś zaszurało... Minę na pewno miałam niezbyt ciekawą. :) 

Czy polecam? Na pewno fanom twórczości autora, bo wiecie na co go stać i lubicie jego pióro. Są obrzydliwe widoki monstrum i postaci wyjętych z opowieści. Na pewno nie jest to lektura dla wrażliwych i strachliwych osób. Jeśli nie wiesz, czy to dla ciebie - daj szansę. Może akurat. A takie piękne wydanie... warto jest mieć u siebie. :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu

2 komentarze:

  1. Mastertona kiedyś próbowałam czytać, ale poddałam się. Zupełnie nie mój klimat książek

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja w ogóle nie kojarzę tego autora. Jego książek też nie.

    OdpowiedzUsuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥

Opisy książek w większości nowych postów pochodzą z lubimyczytać bądź niektóre wymyślam sama. ;)