Dzień dobry!
Przychodzę dzisiaj do Was z krótkim wpisem, w którym chciałabym w sporym skrócie z opowiedzieć Wam o książce, której robiłam redakcję i korektę po składzie. Czasami są takie historie, o których zbyt dużo mówić lub pisać nie trzeba.
Anna Miśkiewicz –
Anna Miśkiewicz – Miłość w cieniu nałogu
Co czuje matka, gdy patrzy, jak jej dziecko powoli znika?
Miłość w cieniu nałogu to poruszająca, oparta na prawdziwych wydarzeniach historia matki, która przez lata walczyła o swojego syna. Opowieść pełna strachu, bezsilności, łez i nieustannego oczekiwania na telefon, który mógł zmienić wszystko.
Anna Miśkiewicz szczerze opowiada o życiu w cieniu uzależnienia – o pierwszych niepokojących sygnałach, szukaniu pomocy, pobytach w szpitalach, terapiach, nawrotach i nadziei, która pojawia się nawet wtedy, gdy wydaje się, że wszystko zostało już stracone.
To nie jest książka wyłącznie o narkotykach. To książka o rodzinie. O matce, która mimo bólu i zmęczenia każdego dnia na nowo podejmuje walkę o swoje dziecko.
Jeżeli kiedykolwiek czułeś się bezradny wobec cierpienia bliskiej osoby, odnajdziesz w tej historii cząstkę własnych doświadczeń.
Nikt nie powinien walczyć samotnie.
Okładka tej książki od razu rzuca się w oczy. Ta gra kolorów, chłopak w środku, głowa kobiety – idealnie odzwierciedla matkę, która martwi się o swoje dziecko, które ma problemy. Nie mam pojęcia, jak finalnie będzie wyglądać, bo tworzę ten wpis wiele tygodni przed publikacją i oficjalną premierą. Cieszę się, że mogłam do tego dołożyć coś od siebie.
Jest to debiut autorki, a jednocześnie odarcie z prywaty. Nie każdy miałby na tyle odwagi, by wyznać, co go w środku męczy. Nie każdy powiedziałby, co się dzieje w jego prywatnym życiu, z jakimi problemami mierzy się każdego dnia. Pani Ania się na to odważyła i ja ją podziwiam. Podziwiam za upór i siłę. Jest mamą, a my, mamy, mamy super moce. Prostym i przystępnym językiem mamy napisane koleje losu Norberta i jego mamy. Widzimy, że walczy o dziecko niczym lwica o młode.
Nie można tej książki ocenić jak inne. To nie ten gatunek. Ja stosuję skalę stopniową w takich przypadkach, żeby autorowi lepiej było się wybić, o ile oczywiście pozycja przypadła mi do gustu. Między wierszami można wiele wyczytać. A przede wszystkim wynieść wiele smutku, cierpienia, niezrozumienia...
Wiele słów czy zdań się tutaj powtarza, ale jest to celowy zabieg, by zwrócić Waszą uwagę. By pokazać, jakie to wszystko było trudne i przykre dla autorki. Dlatego ni zdziwcie się, jak kolejna fraza będzie powielona.
To nie jest łatwa opowieść. Norbert jest uzależnionym, młodym chłopakiem, przed którym jest całe życie, świat stoi otworem. Ale czy on kiedykolwiek dojrzeje i stanie się rozsądnym człowiekiem? Nie mnie to oceniać. Jednak chcę Wam pokazać, że miłość matczyna jest tutaj wystarczająco widoczna.
Wielu z Was może poczuć emocje, które czuje autorka. I dobrze, tak być powinno. Czyta się szybko, aczkolwiek treść w głowie zostaje na trochę dłużej, co się obecnie ceni. Zapada w pamięci i poniekąd jest przestrogą. Ostrzeżeniem, ale i pomocną dłonią dla osób, które przechodzą przez takie samo – lub podobne – piekło.
Za egzemplarz dziękuję autorce
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥
Opisy książek w większości nowych postów pochodzą z lubimyczytać bądź niektóre wymyślam sama. ;)