niedziela, 27 listopada 2016

Zawsze coś się traci...

Dzień dobry!
Każdy człowiek w życiu traci, prawda? Jakieś przedmioty materialne, czy nawet ludzi. Ludzi, którzy są dla nas cały czas ważni, lecz po pewnym wydarzeniu, ta więź zanika. Czy zawsze i od razu? Na to pytanie każdy z Was powinien odpowiedzieć. Ja wielokrotnie traciłam różnego rodzaju przedmioty. Jednak najbardziej bolała mnie i boli do tej pory strata pewnych osób. Czy to przyjaciel, czy to przyjaciółka, czy nawet osoba, którą lubiliśmy - znika z naszego życia. Odejście nigdy nie było i nie będzie przyjemne. I nie chodzi mi tu tylko o śmierć, a po prostu odejście osoby z naszego życia. Przynajmniej za mną wloką się wspomnienia osób, których już ze mną nie ma, ale gdzieś tam są i pomimo tego, że odeszły... mam nadzieję, że są szczęśliwe. Dlatego ten post dedykuję wszystkim, których straciłam, a nadal mam je w sercu. 

Cora Carmack - dwudziestokilkuletnia autorka, urodziła się w Teksasie, a mieszka w Nowym Jorku. Uwielbia pisać, podróżować, oraz oglądać dziwne produkcje w telewizji. Lubi tworzyć dziwne sytuacje, z których nie zawsze potrafią wyjść bohaterowie bez szwanku.

Cora Carmack - Coś do stracenia #1

Bliss - nasza główna bohaterka jest studentką ostatniego roku w college'u. Ostatnim roku aktorstwa. Ma przyjaciół, których kocha nad życie, jednak ma pewien problem. I boi się go rozwiązać. Plan jest prosty. Przynajmniej tak z początku się wydaje. Jednak jak okaże się gdy zacznie wcielać plan w swoje życie?  Ciekawi losu Bliss? Zapraszam do czytania!

Zacznę może od tego, że okładki całej serii mnie zaintrygowały. Otóż ta z pierwszego tomu jest utrzymana w odcieniach szarości, oraz z kolorem, który stanowczo odróżnia się od ponurych barw. Kolor różowy, spowodował u mnie nadmierną ciekawość. Stwierdziłam, że nic nie stracę, a może i zyskam z tą książką. Tak więc będąc w bibliotece, wyszłam między innymi z tą trylogią. Bałam się, że może mi się nie spodoba, że okaże się słaba. Ale ta okładka po prostu do mnie krzyczała. Weź mnie, przeczytaj mnie i oceń. Tak więc zrobiłam. Żałuję, że okładka nie ma skrzydełek. A kobieta przedstawiona z mężczyzną na przodzie dodają uroku.
Wydawnictwo Jaguar - nie pierwszy raz z Wami mam do czynienia. Musze przyznać, że świetnie mi się czytało, całkowicie bezproblemowo. Brak literówek, innego rodzaju błędów. Dobra czcionka, na idealnie dobranym odcieniu papieru. Odstępy między wierszami i marginesami polepszały czytanie, więc nie ma żadnych przeciwwskazań, by nie czytać tej książki. 

Autorka... Jest to moje pierwsze spotkanie z pisarką i muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem. Może nie jest to jakaś literatura z najwyższej półki, że styl i kunszt są zniewalające. Bo nie są. Styl jest prosty, nie zawierający wyrażeń, z którymi mielibyśmy problem. Słownictwo również nie jest górnolotne, wręcz potoczne. Jednak zorientowałam się, że ta część ma w sobie pewną dawkę emocji, o których napiszę w kolejnym punkcie.
Bez problemu już od samego początku weszłam z buciorami w życie bohaterów, w ich świat. Stworzona przez pisarkę książka jest bardzo realna. Sytuacje takowe mogły się zdarzyć, chociaż nie musiały. Jesteśmy podatni na to, co serwuje nam autorka. Jestem przekonana, że dużym plusem tej części jest właśnie styl autorki, która sprawia, że powieść czyta się w mgnieniu oka. Dosłownie. ;) 

"Nagle poczułam, że nie wytrzymam tu ani minuty dłużej. Nie tak blisko Garricka. Że oszaleję, jeśli stąd nie wyjdę."

A może przytrzymam Was w niepewności? Tak zrobię. :) Postacie w tej powieści pozostawiają nam wiele do życzenia. Z początku tak bardzo irytowała mnie nasza główna bohaterka. Bliss... w sumie, to denerwowała mnie cały czas. Patrzyła na życie, na swój problem nieodpowiedzialnie, bardzo. Rozumiem, że może chciała być fajna, super? Taka... hop do przodu? Jednak w mojej ocenie nabrała aż minusowych punktów przez to, co chciała zrobić. Wydawała mi się strasznie roztrzepana, rozpieszczona.  Swoim zachowaniem przypominała gimnazjalistkę, a nie osobę pełnoletnią. To mnie irytowało najbardziej. 
Cade, który jest przyjacielem dziewczyny od razu wydaje się podejrzany. Jednak jego charakter, stosunek do Bliss, już świadczy o tym, że jest naprawdę porządnym facetem i nie jednej czytelniczce zawróci w głowie, jestem tego pewna. 
No i nie rozumiem fenomenu Garricka. Kompletnie. Wydał mi się jakiś taki... nierealny, nierzeczywisty. Jakby z innej planety, pomimo iż jest człowiekiem. Miałam wrażenie, że jest tylko bohaterem zbędnym. Jednak swoja osobą sporo namieszał i byłam na niego wściekła. 
Reasumując postacie nie są najgorsze, chwilami wydawało mi się, że sytuacje są nierealne, ale mało było takich momentów. 

No i tak, już koniec trzymania w niepewności. Zdecydowanie ta część ma za zadanie nas... ŚMIESZYĆ. Tak, dobrze czytacie. Jest wręcz naładowana dawką śmiechu. Co za tym idzie? Bohaterowie po części zmieniają się w klauny, mam oczywiście na myśli naszą Bliss. Udawała idiotkę i co jej z tego przyszło? Na to będziecie musieli odpowiedzieć sobie sami, bo nie chcę powiedzieć za dużo. Nie było chyba rozdziału, przynajmniej z samego początku, przy którym się nie śmiałam. Podczas pisania tej recenzji, jestem już po lekturze drugiego tomu i wiem, że ta część jest stanowczo bardziej radosna, niż druga część. 
Pisana rozdziałami książka widziana oczami głównej bohaterki pozwala nam poznać jej wszystkie uczucia. Powieść posiada Epilog, w którym nasz narrator zmienia się. Podziękowań również nie brakuje. 


Akcja tutaj jest, bo przez nieudolność Bliss, wszystko toczy się w super szybkim tempie i nie zauważamy czasu, który mija wśród bohaterów. Nie jest to lektura, nad którą będziemy zbijać bąki. Raczej śmiech i pogoń za postaciami. 
Ostrzegam również, że zawiera treści, cała ta trylogia, nie odpowiednie dla osób poniżej 18 roku życia. Nie jest tak jak w Greyu, podkreślam od razu, ale nie jest też dla dziewczynek, które nie wiedzą, co znaczy seks. Nie, nie owijam w bawełnę. Więc dlatego ostrzegam. 
Ten tom pozwolił i mojemu niezbyt przyjaznemu humorowi odlecieć, a na ustach gościł szeroki uśmiech. Zostałam zaintrygowana i na raz przeczytałam tę historię. Mam dług wdzięczności względem autorki i uważam, że jest warta uwagi. :)

Nie jest jakoś szczególnie ambitną pozycją, która miałaby nam nieść wiele wartości. Ale jest to idealna pozycja na polepszenie naszego humoru. Gwarantuje Wam, że gdy będzie Wam smutno, to po przeczytaniu tego tomu, będziecie mieć w 80% uśmiech na ustach i ze zdziwieniem ciapowatości głównej bohaterki, będziecie kiwać głową. 
Historia o dziewczynie, która kończy college, która ma pewien cel, do którego za wszelką cenę chce dojść, jednak się boi. Jednak co będzie tym celem/planem? Musicie sami sięgnąć po książkę i stwierdzić, czy jej się udało, czy nie. Ja już wiem i Wam tego nie zdradzę.

Polecam ją wszystkim na smutne dni, w których mamy doła, lub nie mamy chęci do życia. Pamiętajmy, że nie jesteśmy na świecie sami i że nie mamy najgorzej. Zawsze znajdzie się ktoś, kto ma bardziej przechlapane niż my, bo taka jest prawda. Dajcie się ponieść super szybko płynącej akcji pierwszego tomu trylogii Cory Carmarck, a gwarantuje Wam, że zły humor uleci szybko i nie będzie po nim śladu. 
Polecam serdecznie!

28 komentarzy:

  1. Chcę ją strasznie przeczytać :D
    Mam już e booka także teraz czekać, aż papierowe książki mi się skończą :D (Mission Impossible ) xDD

    OdpowiedzUsuń
  2. I właśnie takie książki na polepszenie nastroju są najlepsze. Zapisuję sobie ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie do niej w ogóle nie ciągnie :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli mam się poczuć lepiej po tej książce, to koniecznie chcę ją mieć! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię takie książkowe poprawianie nastroju. Nie oczekuję, że książka położy mnie na kolana, ale mam chęć ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No raczej na kolana nie położy, ale podniesie humor kilka stopni w górę. ;]

      Usuń
  6. Ooo, jejku, jak ja długo szukałam książki, która mnie rozśmieszy. Aż mam ochotę rzucić wszystko i ją przeczytać :D

    Pozdrawiam cieplutko ♥
    http://sleepwithbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi, super! Bardzo się cieszę, że ci pomogłam. ;)

      Usuń
  7. Mam bardzo podobne zdanie jak Ty. Do "Coś do stracenia" nastawiałam się jak najgorzej, a jednak podbiło moje serduszko, właśnie tą lekkością i prostotą.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam przed sobą tyle powieści do przeczytania na JUŻ, że wydaje mi się, iż na kolejne nie powinnam nawet patrzeć, ale... zaintrygowałaś mnie. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ah te nałogi książkoholików... :D

      Usuń
  9. Ciekawa propozycja :) Jeśli dopadnie mnie gorszy dzień, a ja dopadnę książkę, to jakoś to na pewno połączę :D

    OdpowiedzUsuń
  10. A dla mnie ta książka to było faktycznie coś do stracenia i u mnie tym czymś był czas. ;/ Zawiodłam się straszliwie. Początek zabawny, a potem było coraz gorzej i męczyłam się straszliwie z tą irytującą bohaterką. ;/

    OdpowiedzUsuń
  11. Muszę koniecznie się do niej dorwać!
    http://ragazza99.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobrze, że pozycja napisana jest prostym językiem i jednocześnie potrafi poprawić humor. Chętnie kiedyś sama ją przeczytam. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kolejna seria, rany ja się nie wyrabiam :D
    http://justboooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥