czwartek, 16 lutego 2017

Gdzie jest Metalowa Dolna?

Dzień dobry, 
chciałabym dzisiaj Wam opowiedzieć o książce, która bardzo mnie intrygowała, a jednocześnie bałam się jej. Obawiałam się, że nie dostanę czegoś, co mogłoby sprawić, że książka przypadnie mi do gustu. Z początku miałam okazję dostać ebooka, jednak jestem dość wybrednym recenzentem i w końcu przywędrowała do mnie lektura w papierowej wersji. Sama byłam ciekawa swojego ostatniego zdania, po całej lekturze. A Wy? Tez jesteście ciekawi? Zapraszam więc! :)

Bruno Kadyna - Urodziłem się 05 marca 1981 roku w Gdyni. Żonaty od 2011 roku, mam syna. Czytam od dziecka, piszę od paru lat. Pisanie sprawia mi frajdę tworzenia, którą wcześniej było robienie biżuterii. Lubię wysiłek, cele wymagające wytrwałości i cierpliwości, nie pozwalające na skróty, czy chodzenie na łatwiznę. Pisanie jest trudną sztuką i sprawia mnóstwo satysfakcji. Udało mi się stworzyć prosty i nietypowy styl, mam nadzieję lekkostrawny. W swoich tekstach chcę oddać świat, emocje i uczucia ludzi w prawdziwy sposób, prawdopodobny, nawet jeśli jest to czysta fantazja. Piszę językiem ludzi, do których niewielu pisarzy ma dostęp, jak i do doświadczeń i świata, z których czerpię. Oprócz literatury uwielbiam muzykę i sport, uprawiać, nie oglądać, czy o nim gadać. - notatka biograficzna od autora. 

Bruno Kadyna - Metalowa Dolna 

Tomasz, główny bohater książki uwielbia spędzać czas w swojej siłowni. Jego życie składa się z chodzenia do pracy, siłowni i opieką nad żoną, która jest śmiertelnie chora. Zarówno pasja do ćwiczenia, jak miłość do żony jest dla niego bardzo ważna. W momencie, gdy traci ukochaną Kasię życie mu się rozsypuje. Opuszcza treningi, nie potrafi pozbierać się po odejściu tej jedynej. Gdy po dłuższym czasie powraca do siłowni wie, że nie jest sam. Istota nie z tego świata przedstawia mu inny świat, świat, w którym żyje. Jest nim tytułowa Metalowa Dolna. 

Okładka zbyt wiele nam tutaj nie mówi. Utrzymana w ciemnych barwach, dodaje nieco tajemniczości i wielu pytań - bez odpowiedzi. Widzimy pomieszczenie zbudowane z cegieł, jakieś sprzęty do ćwiczeń, ale co to wszystko oznacza? Otóż jedno wiemy na pewno - zamiłowanie głównego bohatera. Ale czy coś więcej? Tak. Ale o tym musicie poczytać sami. :) 
Szkoda, że okładka nie ma skrzydełek, ale przy tej dość małej objętości nie ma strachu o szybkie zniszczenie książki. Mam taką nadzieję, zawsze warto dbać o swoje papierowe dzieci. :) 
Dla wielu może to być elementem denerwującym, otóż kartki są białe. Ale! Jeżeli nie lubicie czytać na białych stronach, zawsze można sięgnąć po wersję elektroniczną. 
Co do wydania nie mam zastrzeżeń, nie dojrzałam literówek, a jeśli gdzieś były, to umknęły mojej uwadze. 

Z kolei przechodząc do autora. Jest to kolejny nowy dla mnie pisarz, z którym debiutem się spotykam. Raz są one dobre, raz są wspaniałe, a bywa też tak, że są tak beznadziejne, że brakuje czasem słów na to, by pisać recenzję. Pan Bruno posługuje się prostym językiem, często kolokwialnym, męskim językiem, który nie sprawia trudności w odczycie. 
Czytało mi się lekturę dość szybko, między innymi ze względu na jej objętość - to zaledwie sto kilka stron. Jest to dość nietypowa książka. Jedyne, co w niej mi przeszkadzało, to słowo "kupa". W niektórych momentach brzmiało to zabawnie, aczkolwiek chwilami wydawało mi się, że autor bał się użyć słowa nieco ostrzejszego i bardziej nieprzyjemniejszego? Jednak po krótkiej rozmowie z autorem, już wiem dlaczego jest tak, a nie inaczej. :) 

Przechodząc do postaci, trudno jest powiedzieć, że znamy ich na wylot. Książka jest naprawdę bardzo krótka, a bohaterów znamy tylko powierzchownie, jedynie Tomasz - będący pierwszoosobowym narratorem tej lektury jest dość mocno nam znany. To logiczne, ponieważ przez cały czas wnikliwie go obserwujemy, widzimy co czuje w danej chwili, co myśli i mówi. Niemniej jednak powierzchowność pozostałych bohaterów wcale nas nie razi. Dlaczego? Otóż dlatego, że to nie na nich ma skupiać się ta lektura. Są jakby drugoplanowymi bohaterami, mniej ważnymi od tego, który stoi na pierwszym planie. 
Sam Tomasz, jako facet z krwi i kości, zmierzający się z trudem codziennego dnia przypadł mi do gustu. Nie miał łatwego życia, bo żona, jedyna, ukochana była w ramionach śmierci. Wiedział, że nie długo potrwa ten stan, kiedy ona z nim będzie, ale mimo to był z nią, pracował i znajdował czas na to, by poćwiczyć, rozluźnić się czy też nawet i pomyśleć. Jest to bohater, którego polubicie, ale nie będziecie pałać do niego współczuciem. Może przez chwilę. Później będziecie natomiast zszokowani tym, co dzieje się w książce... 

A dzieje się sporo dziwnych sytuacji. Sam główny bohater zastanawia się, czy nie popadają w paranoję, czy nie ma halucynacji. To dla niego również dziwna, inna sytuacja, a jednak daje się w nią wkręcić. Pozwala na to, by odrobina świata fantasy weszła w jego codzienne życie, myśli. 
Piwnica będąca wcześniej pewnego rodzaju azylem od problemów i rzeczywistości okazała się również światem wydarzeń nierealnych, czymś innym od tego, co można dostać na co dzień. Poznajemy Zgniatacza z innego świata, który tak naprawdę jest bardzo blisko bohatera. Może akcja nie pędzi na łeb, na szyję. Bo nie o to tutaj chodzi. 

Książka daje nam do zrozumienia, jak wiele świat może nam oferować. Jak wiele może nam zabrać. I w jak szybkim tempie. Życie upływa nam coraz szybciej, przepływa jak woda przez palce. Dlatego nie warto siedzieć i nic nie robić. Trzeba żyć. Cieszyć się każdym dniem, walczyć o niego i udowadniać sobie i innym, że nie jest tak źle, że mogło być gorzej. Ta książka podejmuje się nie tylko sytuacji nierealnych, fantastycznych ale i tych naszych ziemskich. Między innymi pyta o sens egzystencji, o śmierć, choroby i samo życie. Jest to dość wyróżniający się debiut, który na pewno zostanie przeze mnie długo nie zapomniany. 

Nie sądziłam, że tak wielkie wrażenie na mnie wyrządzi. W ogóle nie spodziewałam się niczego fantastycznego po tej pozycji. Wam tez może się tak wydawać. Możecie stwierdzić, że ilość stron za mało, debiutujący autor i w sumie bez sensu cała historia. Otóż nie. Nie myślcie takimi kategoriami. Musicie dać szansę tej pozycji. Zresztą i tak zbyt dużo czasu Wam nie zajmie, a obiecuję Wam, zajmie Wasze myśli na więcej niż długą chwilę. Opowiada o problemach, które są coraz częściej podejmowane w powieściach, ale jest to POLSKA książka, w dodatku bardzo udany DEBIUT. Już samo to, powinno dać Wam do zrozumienia, że jak tyle rozwodzę się o polskiej książce, to coś musi to znaczyć. :)

Reasumując, pomimo jednej nieścisłości, jaką okazała się "kupa", całość jest naprawdę dobrym debiutem. Jest to książka, która skłania do refleksji pomimo małej objętości, która wręcz bije wszystkich, którzy twierdzą, że ilość oznacza jakość. Nie. Nie tutaj. Tutaj ilość nie równa jakości, jaką możemy wynieść z lektury. Naprawdę ją Wam polecam, chociaż niektóre elementy mogą się wydać mocno nierealne. Mimo wszystko polecam ją wszystkim i zostaje mi czekać na kolejną książkę autora. :) 
A może jest tutaj ktoś, kto czytał Metalową Dolną? Co o niej sądzicie? Macie na nią ochotę? :)

KLIK - przeniesiecie się na stronę Pana Bruna

Dziękuję autorowi za możliwość poznania tej historii
http://brunokadyna.pl/pl/

22 komentarze:

  1. Niestety nie jestem zainteresowana tą książką.
    Pozdrawiam. :)
    BLUSZCZOWE RECENZJE

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta książka zrobiła na mnie spore wrażenie swoją oryginalną fabułą. Nie da się o niej zapomnieć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niby brzmi intrygująco ale... Jakoś nie wystarczająco intrygująco jak dla mnie ;)
    A co do tego, że ilość = jakość --> bujda! A Mały Książę? Kamienie na szaniec? Folwark zwierzęcy? Takie chudzinki, a przekaz, jaki ze sobą niosą... Wszystkie dwanaście ksiąg Pana Tadeusza może się schować ;P
    Buziak ;*
    Q.

    www.doinnego.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Uwielbiam wręcz tę powiastkę. I czekam z niecierpliwością na kolejne książki autora :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na razie mnie nie interesuje ;) Fabularnie nie moje, okładka jest meh, a do debiutów podchodzę coraz ostrożniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, bo nie wszystkie debiuty są takie, jakie byśmy chcieli.

      Usuń
  6. To jedna z dziwniejszych książek, jakie miałam ostatnio okazję czytać. Niezapomniane, kształcące doświadczenie. Warto przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja akurat tej książki nie czytałam, nie spotkałam się z nią,
    lecz może się to kiedyś zmieni. W końcu 100 stron to nie aż tak dużo... Chociaż na razie mam w planach inną książkę. ;)
    Pozdrawiam! <3

    nastolatka-marzycielka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie słyszałam o tym autorze, ale muszę powiedzieć,że książka wygląda wręcz intrygująco. Bardzo lubię taka tematykę więc to coś dla mnie ;).

    http://thebooksandclouds.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie słyszałam, ale i jakoś nie za specjalnie moja klimaty, więc sobie odpuszczę.
    Tylko miałam taki mały zgrzyt, bo książka nie może "wyrządzić" wrażenia, a raczej je wywrzeć. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba tym razem nie dla mnie, ale lubię byś przewrotna więc kto wie xD

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie niestety nie przekonuje.

    OdpowiedzUsuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥