czwartek, 14 kwietnia 2016

A gdyby zamknąć oczy i udawać, że to się nie wydarzyło?

Od razu na wstępie chcę nakreślić, że moja recenzja może być nieco.. chaotyczna. Dlaczego? Ponieważ jestem targana sprzecznymi uczuciami i nie wiem, jaki wyjdzie tego końcowy efekt. A że piszę recenzję świeżo po przeczytaniu, w to niedzielne, świąteczne popołudnie.. No cóż. Przepraszam z góry za jakiekolwiek błędy, choć będę starać się ich unikać. 

Rebecca Donovan - jest absolwentką Uniwersytetu Missouri-Columbia. Mieszka wraz z synem w spokojnym miasteczku w stanie Massachusetts. Uwielbia wszystko, co czyni życie możliwym, jest wielbicielką muzyki, chciałaby spróbować wszystkiego chociaż raz.

Rebecca Donovan - Oddychając z trudem #2



Emma nie może zapomnieć i zarówno przypomnieć sobie, co się WTEDY wydarzyło. Jak to wszystko przebiegało. Decyduje, że po mieszkaniu u swojej przyjaciółki, Sary jest gotowa na zamieszkanie z matką, która niegdyś rzuciła ją w ramiona diabła. Po przeżytym piekle, nawet śpiąc, nie ma spokoju. Koszmary nie dają jej spokoju, co popycha główną bohaterkę do.. właśnie. Po wielu przeżyciach postanawia stanąć na nogi i zacząć wszystko od nowa. Czy sobie poradzi? 

Znów wydawnictwo spisało się doskonale, zarówno oprawa graficzna jak i druk są w idealnym stanie. Okładka... Jest specyficzna, jak zauważyliście przy wcześniejszej recenzji. Bardzo mi się one podobają, bo oddają temat tego, co spotkamy w powieści. 

Co do stylu Pani Donovan, nie mam zastrzeżeń. Ciężko mi się czytało tą powieść, o wiele gorzej niż pierwszy tom. Chociaż.. to się zmieniło. Przez sporą część musiałam walczyć, by czytać dalej, bo nic się nie działo takiego, że emocje nie pozwoliły by mi jej odpuścić. Tym razem pchały mnie bym zajmowała się czymś innym niż powinnam. Jest dość podobnie, jak podczas czytania Dziewczyny z pociągu. Dlaczego? A dlatego, że spora część w ogóle mnie nie zachwyciła, a gdy już zbliżając się powoli ku końcowi, to wtedy podobało mi się najbardziej. Tutaj było identycznie. Ale nie jestem zła. Nie zawsze jest tak, że wszystkie trzy części z trylogii są utrzymane na tym samym poziomie. Zawsze czymś muszą się różnić. Dostrzegamy wiele zmian, ale czy na lepsze? A może na gorsze? To już musicie stwierdzić sami. 

 "Podniósł mnie z krzesła i pocałował. Przez moje ciało przemknęło tysiące fajerwerków. Zaraz, zaraz. One były prawdziwe."

Co mnie w recenzowanej powieści irytowało to.. zachowanie głównej bohaterki. Jej nagła śmiałość? No może nie jest jakąś wojowniczką, czy coś, ale widać ewidentnie, że się zmieniła. Już nie jest tą samą osobą i to nieco mnie trochę boli. Ale każdy się zmienia, tego nie da się uniknąć. Irytowało mnie jej niezdecydowanie i skakanie z kwiatka na kwiatek, a przeważnie z jednego na drugi, z drugiego na pierwszy i tak w kółko. Tak mnie to irytowało, że naprawdę. Jak bardzo polubiłam ją podczas czytania pierwszej części, tak tutaj naprawdę miałam jej po dziurki w nosie. W tym szczególe Pani Rebecca przesadziła. To jest główny czynnik, prócz wcześniejszego opisanego, że nie ciągnęło mnie do tej części. Ale bez obaw - nie tylko ona się zmienia... W zachowaniu każdego z bohaterów dostrzegamy zmiany, u jednych chwilowe, u drugich takie na dłużej. Pojawia się też kilka dodatkowych dość ważnych postaci, które burzą cały spokój, który był. I szczerze mówiąc, nienawidzę za to tej części, bo wszystko, co sobie zaplanowałam, jak się ułoży życie bohaterów rozpadło się jak domek z kart. Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. 

"- Skąd ty się wziąłeś? - Potrząsnęłam głową.
- Co takiego? - Parsknął śmiechem. 
- Jak to się stało, że z tobą jestem? Moje życie było takie popieprzone, a potem... - Kręciłam głową z niedowierzaniem."

Jest to zdecydowanie mniej emocjonalny tom od poprzedniego. Nie wiem, co autorka szykuje w ostatniej części, ale istną bombę uczuciową, albo zwyczajną pustkę. Szczerze mówiąc nawet nie wiem, co byłoby lepsze, bo zarówno jedno jak i drugie sprawi mi ból. Tak wzięłam sobie do serca historie Emmy, że... cierpię razem z nią. W nocy nie mogłam spać, zastanawiając się, co będzie w stanie zburzyć spokój, który małymi kroczkami zbliżał się do bohaterów. W końcu dostałam to, czego nie chciałam. Czytając tą powieść nie miałam dopasowanej playlisty, ale w głowie huczały mi piosenki K.M.S, Skora, Zbuku, Edzio, HuczuHucz i wielu, wielu innych, którzy robią składanki i mają najczęściej teledyski z fragmentów filmów na podstawie książek Sparksa, itp.

 "- Co to było? - spytał, kiedy upychałam książkę do plecaka.
- Wskazówki, jak zrobić ci dobrze - szepnęła z uśmieszkiem Sara, zanim odeszła. Prawie zwaliło mnie z nóg. Z otwartą buzią spojrzałam na Evana."

Książka podzielona jest na rozdziały, które podpowiadają nam, czego możemy się spodziewać w danym rozdziale, ale akurat w tym tomie nie zwracałam na to szczególnej uwagi. Również pojawia się Prolog i Epilog. Ten drugi zapowiada (chyba) pewną zmianę w ostatniej części. Mam nadzieję, że wyjdzie to na lepsze. Jak narazie nie mamy innego poglądu na uczucia jak tylko Emmy. Chociaż nieco mnie to raziło, bo bardzo chciałabym przybliżyć myśli Evana. W sumie to jest aktualnie moim książkowym ulubieńcem. 

"- Czasami ludzie ranią innych mocniej, niż ci są w stanie znieść - odezwała się łagodnie, patrząc na mnie. Ciężko mi było spojrzeć w jej oczy. - I bywa też, że nie potrafią poprosić i pomoc. Są tak omotani własnym bólem, że zadają ciosy wszystkim wokół."

O czym jest ten tom? Oczywiście z mniejszą dawką emocji, o nowym życiu. O zapomnieniu, albo chociaż nie myśleniu o tym, co non stop nawraca. O zaufaniu, lub jej braku, w zależności do bohaterów. O zazdrości, miłości tej ne tylko w relacjach damsko-męskich, ale i matka-córka lub o jej braku. O przeszłości, która nie wróci, ale też jak Wam piszę, nie pozwala o sobie zapomnieć. Pełno w niej smutku, kłamstw, niezrozumienia. Nie jest to jedna z przyjemniejszych lektur. Jest mocno życiowa. Od początku mnie kusiła i cieszę się, że zdecydowałam się na tą serię. 

 "- Wiem. - Uśmiechnęłam się na jej zapewnienia. - Zawsze będziemy przyjaciółkami. 
- Nie. Zawsze będziemy siostrami. - Otarła moją wilgotną od łez twarz."

Reasumując z jednej strony moja dusza krzyczy żeby napisać, że potencjał nie został wykorzystany, to zaś moje serce krwawi, że lektura była utrzymana na dobrym poziomie i mimo wszystko mi się podobała. A wzrok do tej pory mam spowity można rzec mgłą, bo jestem na książkowym kacu. Znów boję się sięgnąć po kolejną część. Mimo wszystko, polecam Wam ten tom. Bo.. mimo denerwującej Emmy, warto poznać jej dalsze losy i nie tylko jej, by w końcu dotrzeć do ostatniej książki, która przesądzi o losach bohaterów. 
P.S Nienawidzę Pana J! Mam nadzieję, że C, którzy czytali ją wiedzą o co chodzi, a Ci, którzy nie czytali, niech natychmiast się do niej zabiorą. 
P.S2 No dobra, kocham tą serię! A przynajmniej te dwie części! Musicie je przeczytać! 

Książka bierze udział w wyzwaniu: 
52 książki  w 2016 roku: 40/52 
Czytam, ile mam wzrostu: 3,7 cm

28 komentarzy:

  1. Już zaplanowałam sobie kupno pierwszego tomu tej serii i mam wielką nadzieję,że przypadnie mi do gustu choć w połowie,bo nie do końca jest to mój ulubiony gatunek literacki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to. ;) Rozumiem, ale ciesze się bardzo, że dajesz serii szansę. ;)

      Usuń
    2. Po Twoich recenzjach nie widzę innego wyjścia,serio :D

      Usuń
    3. No i bardzo dobrze, tak ma być :D

      Usuń
  2. Ja nie skusiłam się jeszcze na książki autorki i póki co mnie nie ciągnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, może kiedyś zmienisz zdanie ;)

      Usuń
  3. Nie ciągnie mnie wogóle do tej serii. Mimo, że polecasz...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ah chciałabym zdobyć jak najszybciej pierwszy tom, ale nie wiem kiedy mi się to uda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejmy nadzieję, że jak najszybciej ;)

      Usuń
  5. Książka zbiera raczej dobre recenzje, a ja mam ją w planach. Muszę ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejmy nadzieję, że i Tobie się spodoba ;)

      Usuń
  6. Czekałam na tę recenzję! Jak sama wiesz, Powód by oddychać podobał mi się i był naprawdę wyjątkowy, choć nie obyło się także bez drobnych potknięć. Po przeczytaniu recenzji Oddychając z trudem przyznam szczerze, że jestem bardzo ciekawa co autorka wymyśliła i z czym tym razem musi zmierzyć się Emma. Jestem pewna, że w tym miesiącu nie uda mi się sięgnąć po Oddychając z trudem, ale myślę, że w maju już tak i sama się przekonam czy tom ten jest dobry czy nie.
    I mam nadzieję, że trzeci będzie lepszy. Często tak jest, że w drugim akcja podupada, za to ostatni jest naprawdę bardzo dobry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, ale myślę, że dla Ciebie arcydziełem nie będzie, ale będziesz ją dobrze wspominać, tak czuję. ;)

      Usuń
  7. Książkę czytałąm i bardzo mi sie podobała, lubię styl R. Donovan

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz. ;)

      Usuń
  9. Kiedyś miałam ochotę, a teraz... cóż, chyba nawet najbardziej entuzjastyczna recenzja nie przekonałaby mnie do tej serii... Chęć na nią minęła mi chyba bezpowrotnie.. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, tak czasem bywa. W takim razie nie zmuszam. ;/

      Usuń
  10. Pierwsza część mnie zachwyciła, druga mi się podobała - ale to już nie to samo, podobnie z ostatnią; ale ogólnie całą trylogię dobrze wspominam i wszystkim polecam. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Na swojej drodze spotykam wiele sprzecznych recenzji na temat tej serii: raz jest wychwalana pod niebiosa, a po chwili ktoś ją sprowadza na ziemię i miesza z błotem. Jednak ja po przeczytaniu [Co, jeśli...] pragnę poznać inną historię spod pióra pani Donovan. :)
    Pozdrawiam!
    Bluszczowe Recenzje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo mnie to cieszy, mam nadzieję, że Twoja opinia na temat serii będzie podobna. ;)

      Usuń
  12. A ja i tak uważam, że to nie dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  13. No to teraz to mnie zamordowałaś :D
    I co ja mam zrobić z tym wszystkim ? :D
    Dobra podejmę wyzwanie i przeczytam całość zobaczymy czy mi się spodoba :D

    OdpowiedzUsuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥