Dzień dobry!
Przychodzę do Was z recenzją książki, która grzała moją półkę dosyć długo. W końcu, wśród wielu premier we wrześniu, udało mi się ją przeczytać. Trochę na raty, ale jednak. Odkąd miałam ją na półce, ciągnęło mnie do niej, ale bałam się zawartości. I słusznie...
Magdalena Majcher – autorka poczytnych powieści z rozbudowanym tłem społecznym. Zadebiutowała w 2016 roku. Dotychczas wydała ponad trzydzieści książek, z których wiele zyskało status bestsellera. W swoich powieściach łączy historie kryminalne z wątkami obyczajowymi. Poświęca dużo uwagi współczesnym problemom takim jak przemoc domowa i seksualna, choroby oraz zaburzenia psychiczne, wykluczenia, prześladowania, hejt i inne.
Magdalena Majcher – Obcy powiew wiatru
Wielopokoleniowa, pasjonująca saga o rodzinie, która po wojennej zawierusze odnalazła swoje miejsce na ziemi w Ustroniu Morskim.
Marcjanna Zielczyńska żyje beztrosko – spędza czas z przyjaciółkami, marzy o wielkiej miłości, planuje swoją przyszłość. Kiedy zaczyna się wojna, wszystko się zmienia.
Świat, który znała i kochała, przestaje istnieć. Dziewczyna musi opuścić swoje rodzinne strony i wyruszyć w podróż w nieznane, aby odnaleźć nowy dom.
Wzruszająca opowieść inspirowana losami tysięcy Kresowiaków, którzy z dnia na dzień utracili coś o wiele cenniejszego niż majątek – spokój i miejsce do życia.
Okładka książki jest matowa w dotyku z wytłuszczeniami. Jej delikatność w kolorach i minimalizm sprawiła, że coś we mnie drgnęło... Naprawdę bałam się jej zawartości, a jednocześnie chciałam od bardzo dawna się z nią zmierzyć. Ma skrzydełka, które stanowią dodatkową ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi. Na jednym z nich przeczytacie kilka słów o autorce, a na drugim zobaczycie okładki pozostałych dwóch tomów z tej serii. Czcionka jest wystarczająca dla oka, marginesy i odstępy między wersami zostały zachowane, a strony są kremowe.
Jest to moje drugie spotkanie z twórczością autorki. Tym razem jest jednak trudniej, bo książka zahacza o losy drugiej wojny światowej, co niestety, ale nie jest przyjemne w odbiorze. Tym bardziej że sytuacja za naszą granicą jest równie nieciekawa... Muszę też przyznać od razu, że „Najważniejszy” spodobał mi się o wiele bardziej. Pióro autorki jest przystępne, ale przez wzgląd na ciężkość tematu... Czytanie nie szło mi tak przyjemnie i lekko. Powieść ta zrobiła na mnie ogromne wrażenie i... Czuję, że to, co napiszę w tej recenzji i tak nie odzwierciedli tego, co myślę na jej temat.
Poznajemy Marcjannę jako młodą dziewczynę, która żyje sobie swobodnie, bez obaw o kolejny dzień. Jednak zaczyna się wojna, a cały, dotychczas świetnie prosperujący, świat wokół się wali. Dosłownie. Dziewczyna nie zdołała tak na prawdę poznać dorosłego życia, a już musi uciekać. Musi mierzyć się że stresującymi wydarzeniami, z czynami, które zniszczą ją na zawsze. Musi znaleźć swój nowy dom, iść po trupach do celu... Ja nie chciałam i nie przywiązywałam się do bohaterów w tej powieści. Przez wojnę, nie chciałam tego. Bo doskonale, nie wiedząc czemu, czułam emocje bohaterki. To, co wydarzyło się tej bohaterce tak mocno we mnie weszło, że nawet w nocy czułam niepokój... Bohaterowie są dobrze wykreowani i uważam, że naprawdę warto przeczytać tę książkę.
Ale jest to okropnie trudna powieść. Przez wojnę. Przez mnogość wydarzeń, złych i przykrych... Przez sceny, które na długi czas zostaną w naszych głowach. Po prostu... No nie wiem, ale pisząc tę recenzję nadal czułam smutek. Niepokój. Wciąż ją przeżywałam... Autorka podejmuje się oczywiście innych tematów, wartości i emocji, a mianowicie – przyjaźń, miłość, cierpienie, bezdenna pustka, walka o lepsze jutro. Nasi bohaterowie nie raz będą musieli podjąć decyzje, które zaważą na ich życiu. Uwierzcie mi, to nie jest ani lekka, ani łatwa opowieść. Jest boleśnie trudna...
Reasumując... Muszę powiedzieć, że nie mogę zapomnieć o tej książce. Niesie ze sobą tak ogromny ładunek emocjonalny, w dodatku powiązany z wojną, że to jest jakieś niepojęte. Tak, poprzednia czytana powieść od autorki mi się podobała bardziej, bo nie była taka trudna. A ta mnie zmiażdżyła i sprawiła, że z trudem brałam oddech. A to znaczy naprawdę wiele. Nie wiem, czy będę miała odwagę sięgnąć po kolejne dwie części. Mimo wszystko, polecam.
Znacie Sagę Nadmorską?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥
Opisy książek w większości nowych postów pochodzą z lubimyczytać bądź niektóre wymyślam sama. ;)