czwartek, 30 marca 2017

Cicha noc...

Witajcie! 
Chciałabym Wam dość krótko przedstawić kolejną książkę, która w mniejszym stopniu chciałabym Wam polecić. Dlaczego ponieważ to zależy od gustu, a mnie niestety w gust nie wpadła, dlatego przedstawię ją w takim, a nie innym świetle. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Jak wiecie, albo i nie - nie cierpię czasu świąt. Z roku na rok jest mi coraz gorzej. Gdy byłam małą dziewczynką, wszystko było inaczej, te święta były takie bardziej szczęśliwsze, jednak teraz z roku na rok są gorsze i nie. Nie cieszą mnie one. Nawet prezenty. Jedyną zaletą jest to, że jest kilka dni wolnego na czytanie książek! 

Anna Ficner - Ogonowska - nauczycielka, mężatka i mama dwójki dzieci. Jej trylogia Alibi na szczęście zachwyciła wielu czytelników, a recenzowana pozycja jest czwartą lekturą należącą do tej już nie trylogii, a serii. 

Anna Ficner - Ogonowska - Szczęście w cichą noc #4
Trwają przygotowania do świąt, tym razem w domu Hani. Dla niej to podwójne szczęście, ponieważ jest w ciąży. Oczekiwanie na święta, które odbędą się w jej domu i noszenie pod sercem małego szczęścia jest dla niej wszystkim. Jednak jest coś, co nie pozwala jej w pełni być szczęśliwą. Zawsze trzeba zamknąć stare rozdziały naszego życia, by rozpocząć nowe, lepsze. I z takim problemem zmierzy się nasza główna bohaterka. Ale czy da sobie radę? Musicie sprawdzić to sami, bo ja Wam tego nie zdradzę. 

Okładka wręcz ocieka zimą. Co dla mnie jest wielkim plusem. Uwielbiam gorące herbaty w kubku, rękawiczki, no czapkę nie koniecznie. :D Śnieg w tle już sam nam podpowiada, że akcja dzieje się w zimie. Możemy tez po samym tytule wnioskować, że to święta. Opis również obojętny nie zostaje i mówi nam dokładnie, a wnet potwierdza nasze przypuszczenia. Pozycję dostałam od zaprzyjaźnionej blogerki, Adriany z bloga Tajemnicze książki - gdzie serdecznie Was zapraszam. Okładka nawet dość mi się podoba. Jest w twardej oprawie, ale bez skrzydełek. Jest naprawdę w porządku. 
Wydawnictwo ZNAK ma w sobie to, że ma specyficzny odcień kartki, oraz czcionka jak zwykle jest duża i wyraźna, co sprawia, że czyta się o wiele lepiej. Odstępy między wierszami i marginesy są również zachowane, a brak literówek potwierdza fakt, że książka na odczep się nie została wydana, tylko bardzo porządnie. 

Z kolei z samą autorką mam po raz pierwszy do czynienia i jestem gdzieś tak pośrodku. Kolejny pierwszy raz, jednak teraz nie wiem, czy będę miała ochotę skusić się na jakieś inne pozycje tej autorki. Moim zdaniem autorka pisze dość dobrze, ale ja nie wciągnęłam się na tyle, by zatracić się w tej powieści i chwalić od stóp do głów - bo to byłoby sprzeczne z moimi odczuciami. ZAWSZE piszę to, co myślę, więc i tym razem nie zrobię inaczej. Niczego się nie spodziewałam, toteż ani się nie rozczarowałam, ani nie zachwyciłam. Czułam się jakbym była gdzieś po drugiej stronie szkła, ściany, czy fruwała gdzieś w przestworzach. Nie czułam tego, co trapiło bohaterów, a szkoda, bo ja sobie to bardzo cenię. Niemniej jednak nie było tak źle. 

Wiele postaci, jednak żadne z nich nie zaskarbiło sobie mojej sympatii. Może to też przez to, że pozycja jest stanowczo za krótka, a ostatnio czytam coraz to dłuższe lektury. Hania i jej siostra, wydawały mi się bardzo rozwydrzonymi siostrzyczkami, które... działały mi na nerwy, szczególnie Dominika. Postacie nie miały wyraźnie nakreślonych charakterów i toteż mogło sprawić, że postacie nie zachwyciły mnie. 

"- Przecież ty tak dobrze to wszystko rozumiesz - zdziwiła się Hanka.
- I to 'dobrze', i to 'wszystko' - podkreśliła Danusia - najbardziej mi przeszkadza."

Jeden wielki cukier, a wręcz lukier. Wszystko było tak przesłodzone, że wydawało się nierealne. Było zbyt dobre, gdzieś mogło zaczaić się zło, ale niestety tego zła się nie doczekałam. Przygotowania niby trwały krótko, czas miał biegnąć, a ja tego nie czułam. Nie wiem, może gdybym wzięła się za tę lekturę troszkę później niż na początku grudnia, może inaczej bym ją zinterpretowała, nie mam pojęcia. Jednak na chwilę obecną fakt, że świąt nie znoszę, że nie wczułam się w tą historię bardzo sielankową, to niezbytnio ja polecam. Za dużo przesłodzenia, niestety. 

Jednak książka idealnie wpasowuje się w okres świąt Bożego Narodzenia który przecież jest czasem wybaczania, zapominania o sporach i kłótniach. O magicznym czasie świąt, śpiewaniu kolęd, tradycji, jedzenia - co również lubię, ale tylko i wyłącznie mandarynki i barszcz czerwony z uszkami. Na końcu książki znajdują się przepisy potraw, które zostały przygotowane w czasie trwania świąt w życiu Hani. Jest to ciekawy zabieg, ale książka z przepisami jakoś w parze mi nie idzie, a już kiedyś takową czytałam... Można je rzecz jasna wypróbować - co jest przydatne. 

Reasumując mimo dość ładnej okładki, książka nie spodobała mi się pod żadnym względem. Jako odmóżdżacz jest dobrą pozycją, na godzinę czy dwie, bo więcej czasu zabrać nie powinna. Teraz zapewne zbyt szybko nie podejdę do półki z powieściami autorki. Jakoś... ta mnie nie zachęciła. Może kiedyś dam pisarce drugą szansę, nie wiem. Ale jak narazie mi wystarczy. 
Czy po nią sięgnięcie to już Wasza decyzja, ja jej nie polecam, ani nie odradzam. Nie moja tematyka, więc może spodoba się tym, którzy uwielbiają okres świąt. 
A może jest wśród nas ktoś, kto czytał tę powieść? A może czytał poprzednie trzy tomy tej serii? Co o niej sądzicie? Dajcie znać w komentarzu, a póki co - trzymajcie się!

28 komentarzy:

  1. Próbowałam ja czytać nawet nie wiem czy nie w te święta ? Kurde nie wiem xd ale nie dałam rady po prostu mnie szlag trafił przy tej książce ;/ autorkę lubię ale ta powieść totalnie jej nie wyszła ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, są lepsze i gorsze powieści, ta należy do drugiego grona. ;/

      Usuń
  2. Może z innym nastawieniem książka wniosłaby fajny klimat w okresie świąt. :) Ja lubię święta Bożego Narodzenia, bardziej niż wielkanocne. Mają coś magicznego w sobie a magia zależy od nas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja kompletnie nie lubię świąt, żadnych.

      Usuń
  3. Szkoda, że w sumie się rozczarowałaś. Ale czasami tak bywa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznaję, że pomimo iż wielokrotnie słyszałam o książkach autorki, to jakoś nie zaintrygowały mnie na tyle, aby po nie sięgnąć. Możliwe, że kiedyś zdecyduję się na lekturę którejś z nich, ale póki co nie widzę takowej potrzeby.

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie te różne opinie do twórczości autorki, powstrzymywały mnie przez zapoznaniem z nią, a teraz to juz chyba sobie odpuszczę..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpuść tę lekturę, ale może inna bardziej ci przypadnie do gustu. ;)

      Usuń
  6. Szkoda, że Ci sie nie podobała :( Mnie zupełnie nie interesuje, a już na pewno nie teraz, kiedy idzie wiosna i Wielkanoc nie będę czytac o Bożym Narodzeniu xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. Nie nadrabiaj. Nie ma co. ;) Przynajmniej w tym przypadku. ;)

      Usuń
  8. Może na święta przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że chociaż Tobie przypadnie do gustu. ;]

      Usuń
  9. Tym razem to książka nie dla mnie, niby lubię klimat świat, ale ten cukier mnie skutecznie odstrasza.


    Pozdrawiam Justyna Książko, miłości moja

    OdpowiedzUsuń
  10. Może kiedyś przeczytam, jednak to nie ten czas.
    Pozdrawiam
    Biblioteka Tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  11. Lukier? Owszem, ale tylko na babeczkach. Nie lubię przesłodzonych historii, nawet na święta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet za lukrem na babeczkach nie przepadam, bardziej na pączkach. ;)

      Usuń
  12. Jeśli ty odradzasz i mówisz o słodkości... Hm, zdecydowanie nie mam ochoty :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj coś czuję, że i mi ta książka by się nie spodobała. ;/

    OdpowiedzUsuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥