wtorek, 16 października 2018

PRZEDPREMIEROWO: Ilona Gołębiewska - Teatr pod Białym Latawcem

Dzień dobry Moi Drodzy, 
nie zawsze w naszym życiu układa się tak, jakby się chciało. Niestety i u mnie nieco sprawy się pokomplikowały powodując, że na książki n ie patrz zbyt przychylnie. Moją głowę zaprzątają troski o kogoś mi bardzo bliskiego i nie jestem w stanie na niczym porządnie się skupić. 
Jednak zobowiązałam się czasowo do pewnych rzeczy, dlatego staram się wypełniać. Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o książce pewnej autorki, z którą spotykam się literacko po raz pierwszy. Nie wiedząc czego dokładnie się spodziewać zaryzykowałam i co dziwne, do samego końca delektowałam się lekturą. Jedno jest pewne. Trafiła idealnie w mój czas, kiedy niestety nic nie było pięknie i kolorowo... Ale o tym już za moment. Zapraszam do recenzji i... refleksji nad naszym życiem. 

Ilona Gołębiewska - urodzona w 1987, w wieku pięciu lat postanowiła, że w przyszłości będzie uczyć oraz pisać książki... i słowa dotrzymała. Jest poetką, debiutowała w 2012 roku tomem Traktat życia, należy do Światowego Stowarzyszenia Poetów. Mieszka w Warszawie, ale gdy pisze, ucieka do starego drewnianego domu na mazowieckiej wsi. Jej wielkim marzeniem jest założenie fundacji. 
PREMIERA 17 PAŹDZIERNIKA 2018!

Ilona Gołębiewska - Teatr pod Białym Latawcem 
Zuzanna Widawska, do niedawna dziennikarka największego dziennika w kraju, z dnia na dzień traci pracę. Przez kilka miesięcy tuła się po tanich hotelach i szuka zajęcia, aż trafia do redakcji pisma „Kobieta Taka jak Ty” i zamieszkuje w kamienicy na warszawskiej Woli. Szefowa z piekła rodem stawia przed nią wyzwanie, dzięki któremu odwiedza fundację, organizującą Festiwal Magicznych Nut dla osób z różnymi typami niepełnosprawności.
W wolskim teatrze poznaje Elenę Nilsen, aktorkę teatralną i filmową z czasów PRL-u, która dni sławy ma dawno za sobą. Teraz pracuje z dziećmi ze swojej kamienicy, angażując je w projekt organizowania „teatrów podwórkowych”, jest także wolontariuszką w Fundacji Złotych Serc. Zuza i Elena nie wiedzą, że Jakub Bilewicz, znany i bardzo zamożny warszawski biznesmen, z powodów osobistych uznaje stary wolski teatr za miejsce przeklęte i że przysiągł zetrzeć je z powierzchni ziemi.
Czy Zuzannie uda się odwieść Bilewicza od katastrofalnej decyzji? Czy podoła wyzwaniu, które ten jej rzuci? Czy muszą wyjść na jaw tajemnice z przeszłości? I jaką rolę ma w tym wszystkim odegrać pewien biały latawiec?

Zaczynając od okładki muszę przyznać, że jak dla mnie jest naprawdę przemyślana. Widzimy w oddali budynek, który śmiało możemy nazwać naszym tytułowym Teatrem. Widzimy również troje dzieci, którzy biegną przed siebie trzymając w dłoni biały latawiec. Bardzo mi się ta szata graficzna podobna, kolory są delikatne, nie jaskrawe, przyjemnie się na nią patrzy. Grzbiet prawie w całości jest czerwony, z miniaturką okładki u góry. Egzemplarz posiada skrzydełka, na którym przeczytacie słów kilka o autorce czy też poznacie jej inne powieści. Co do samego wydania - jestem zadowolona. Czcionka jest duża, dzięki czemu czyta się niebywale szybko. Marginesy i odstępy między wersami zostały zachowane. Literówek nie znalazłam. 

Nie wiedziałam, co przyniesie mi spotkanie z Iloną Gołębiewską. Kojarzę jej powieści, ba, nawet jedna leży na półce, którą dostałam w prezencie urodzinowym, ale jakoś nie miałam przekonania, żeby po nią sięgnąć. Aż w końcu nadarzyła się okazja, by przeczytać coś nowego, świeżego i co więcej - bardzo interesującego. Mimo iż obiecałam sobie nie brać więcej lektur do recenzji, nie mogłam odmówić. I nie żałuję. 
Zaczynając czytać tę lekturę, nie sądziłam, że pióro jakim posługuje się autorka, tak bardzo mnie wciągnie. Owszem, robiłam sobie przerwy w lekturze, ale tylko dlatego, żeby pobyć z tą historią dłużej niż kilka godzin. 
Można się zaczytać i przepaść - nie wiedząc kiedy. Pani Ilona ma w swoim piórze coś, co pozwala czytelnikowi utonąć w tym, co wymyśliła. Pozwala na spokojną wędrówkę u boku książkowych bohaterów. Jestem bardzo zadowolona, że zdecydowałam się na tę książkę, dzięki czemu przeżyłam kilka przyjemnych chwil, z nową jak dla mnie pisarką, do której z pewnością wrócę. 
Reasumując moja pierwsza przygoda z Gołębiewską wypadła bardzo dobrze i jestem skłonna dać jej szansę nie raz. :) 

Co chciałam pierw napisać, by później nie zapomnieć, to sposób podziału tej książki. Owszem, są rozdziały i podrozdziały, ale nie takie zwyczajne. Każdy zaczyna się tytułem, który na osobnej stronie jest wypisany, np. Rozdział I - i kilka tytułów podrozdziałów. Dla mnie to było coś nowego, coś zaskakującego i przyjemnego. Miła odmiana od sztandarowych rozdziałów zawsze wyjdzie na plus. :) Mogliśmy się również dzięki temu spodziewać co wydarzy się w tym rozdziale. ;) 

"- Świat jest taki okrutny. Zabiera wszystkie plany i marzenia. 
- Nie świat, tylko ludzie. To oni podejmują takie, a nie inne decyzje."

Z kolei przechodząc już do bohaterów, których mamy tu sporo, na początek chciałabym wyznać Wam, że bardzo ich polubiłam. Nie spodziewałam się, że obdarzę ich sympatią i to praktycznie wszystkich. Ostatnio zrobiłam się dosyć wybredna, jednak Pani Gołębiewska skradła moje serce i powoli rozkrajała je oddając bohaterom. 
Zuza, główna bohaterka - z początku wzbudzała we mnie mieszane uczucia. Gdy ją poznawałam - irytowała mnie. Jej zachowanie było jakby nieco nieodpowiedzialne i pomyślałam sobie, że jak ma być tak do końca to ja dziękuję... Całe szczęście zaczęła się zmieniać na lepsze i tym samym zaczęła zdobywać moją sympatię. Dziewczyna lekko nie miała, ale częściowo z własnej winy. Jak sobie pościeliła, tak się wyspała - jak to mówią. 
Nie chcę Wam za dużo zdradzać, bo same postacie są same w sobie interesujące, różnią się od siebie i dają nam wiele do myślenia. Tak samo przykład jednej z ważnych bohaterek - Eleny Nilsen czy samego Jakuba Bilewicza. To postacie, przez które autorka chciała nam dać do myślenia. Za tą taką przenośną metaforę - jak dla mnie pisarka zyskała naprawdę dużo. Dlatego jestem w stanie jej zaufać i sięgnąć po kolejne pozycje z jej dorobku. 
Myślę, że i Wam kreacje postaci przypadną do gustu. Są żywi, można by rzec, że wycięci z prawdziwego życia. Może każdego dnia mijamy takich ludzi i nawet o tym nie wiemy? Całkiem możliwe. Każdego może spotkać tragedia taka czy inna. Uważam, że bohaterowie są dużym plusem dla całości. 

Akcja może nie gnała przed siebie w tempie iście szalonym, ale miała swój rytm, czasami wolniejszy, czasem ciut szybszy... Ale nie martwcie się! Na pewno nie lekturze nie uśniecie. Jest tu wiele zwrotów akcji, przez co wszystko stanie się jeszcze bardziej ciekawsze, interesujące, że naprawdę trudno będzie się wam oderwać od czytania. Bo właśnie miałam tak ja. Nie raz walczyłam z tym, żeby jednak odłożyć ją na bok i przemyśleć kilka rzeczy. 
Bo to nie taka zwykła powieść. 

"Człowiek bez wiary we własne siły i możliwości jest jak latawiec pozbawiony wiatru, który by go niósł w przestworza i pozwolił lecieć jak najdalej. Miłość potrafi podnieść nas z największego upadku. To ona jest wiatrem. Nadaje kierunek naszemu życiu, wskazuje najlepsze wybory i daje gwarancje, że pod koniec naszej podróży będzie w stanie spojrzeć w lustro i powiedzieć, że daliśmy z siebie wszystko, by nie skrzywdzić innych ludzi."

Jak dla mnie, ma ona drugie, głębsze dno. Częściowo bohaterowie przez to, co przeżyli i jak zachowują się teraz próbują do nas dotrzeć. Drugi punkt, który skłania nas do refleksji to sama praca głównej bohaterki - Zuzy. Najpierw szczyt kariery a następnie wielki upadek, który być może okaże się szansą na jeszcze lepsze życie i ogólnie przewartościowanie go. 
Został zawarty tutaj wątek osób niepełnosprawnych w większym lub mniejszym stopniu, co jak dla mnie jest tematem ciężkim. Przeżywając wszystko z Zuzą w miejscu z młodymi osobami, którzy mimo choroby czy niepełnosprawności żyją każdą chwilą, każdym dniem i cieszą się nim dawało ogromną nadzieję. I właśnie na te tory skierowałabym przekaz tej powieści. Która daje NADZIEJĘ na lepsze jutro. Zawsze trzeba wierzyć i mimo wszystko się nie poddawać. Czas, w jakim przyszło mi czytać tę książkę był dla mnie ogromnie trudny i nadal jest, to ta lektura nieco podniosła mnie na duchu. Sprawiła, że zaczęłam wierzyć, że wszystko się ułoży i będzie dobrze, mimo trudnych momentów, momentów zwątpienia... 
Dlatego jak najbardziej uważam, że możecie sięgnąć po tę lekturę, ponieważ przemawia przez nie ogrom trudnych spraw, które tyczyć mogą się każdego. Pisarka podejmuje się tematu niepełnosprawności, na którą niestety większość społeczeństwa odwraca głowę, co jest ogromnie przykre... 

Przez tematykę zawartą w powieści, cała treść jest przesiąknięta emocjami. Nie czułam ich od samego początku, ale im dalej brnęłam, tak pojawiało się ich coraz więcej. Emocje obejmowały mnie niczym meduza swoimi mackami i przyznam się, że w pewnych chwilach było mi niezwykle trudno po prostu się nie rozpłakać... 
Trudno jest mi mówić o uczuciach, jak jest ich dużo, a tutaj w pewnym momencie jak jesteśmy w stanie je poczuć, to czujemy do samego końca. 
Co ważna, książka ta posiada wiele zdań, które warto sobie zanotować, zapamiętać... Trzy z nich, te, które najbardziej mi się spodobały są oznaczone jako cytaty w tej recenzji. Jest ich o wiele więcej, ale nie chodzi tutaj o przepisywanie całej powieści. Tutaj chodzi o głębię, którą warto poznać. 

"- Potrzeba czasu. Ran nie leczy, ale pozwala poukładać sobie w głowie to, co człowiek przeżywa i czego doświadcza w gorszych momentach życia - powiedziała Zuza."

Dlatego też reasumując, z całego serca polecam Teatr pod Białym Latawcem. To jedna z tych historii, o których szybko się nie zapomina. Nie tylko nasycona emocjami, wartościami, którymi warto w życiu się kierować, to dodatkowo dzięki bohaterom to wszystko jest tak bardzo prawdziwe. Pióro autorki jest lekkie i przyjemne, wciągające i jestem pewna, że niejednego z Was zachwyci. 
Nie wiem, czy mieliście do czynienia z powieściami tej autorki czy tak jak ja - nie, to polecam z całego serca. Lepszego początku niż z tą pozycją chyba nie mogłam mieć. 
Jestem zadowolona i nadal żyję tą historią - tak mocno przypadła mi do gustu. Po prostu musicie po nią sięgnąć. I już. 

Posłuchacie mnie i się skusicie na tę lekturę? Co myślicie o powieściach tej autorki? 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu 

https://muza.com.pl/

8 komentarzy:

  1. Na pewno skorzystam z Twojego polecenia. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że dam się skusić. Tak poza tym wybrałaś świetne cytaty do recenzji.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy, mam nadzieję, że lektura przypadnie ci do gustu. ;)
      Dziękuję uprzejmie. ;)

      Usuń
  3. Bardzo lubię książki Ilonki. Zaraz zabieram się za tę! :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chętnie sięgnę po tę książkę i od razu zamówię dla czytelników do mojej biblioteki :)

    OdpowiedzUsuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥

Opisy książek w większości nowych postów pochodzą z lubimyczytać bądź niektóre wymyślam sama. ;)