niedziela, 7 stycznia 2018

Raz na zawsze - Sarah Dessen

Witajcie!
Z wielkim entuzjazmem chciałabym zaprezentować Wam książkę, którą przeczytałam jako pierwszą w Nowym, 2018 roku. Jest to kolejne spotkanie z autorką, chociaż od ostatnio czytanej powieści Pani Dessen minęło trochę czasu. Jednak czułam podświadomie, że ta lektura okaże się niezwykła. Czy przeczucie mnie myliło? A może miało rację? Przeczytajcie sami.
Sarah Dessen - to jedna z najpopularniejszych pisarek powieści dla młodzieży. Jest bestsellerową autorką według listy New York Timesa. W Polsce znana jest z tytułów „Bezsenność we dwoje”, „Zamek i klucz”, „Kołysanka” czy „Coś świętego".
 
Sarah Dessen - Raz na zawsze 
Louna, córka wziętej konsultantki ślubnej Natalie Barrett, widziała już ceremonie w każdych dekoracjach: na plaży, w zabytkowych rezydencjach, w wykwintnych hotelach i ogrodach. Być może dlatego ma tak sceptyczny stosunek do happy endów, wszystkich tych „żyli długo i szczęśliwie” – zwłaszcza że jej własna historia miłosna zakończyła się tragicznie. Gdy Louna na jednym z wesel poznaje uroczego i beztroskiego podrywacza Ambrose'a, trzyma go na dystans. On jednak nie zamierza się poddać, nareszcie bowiem spotkał dziewczynę, na której naprawdę mu zależy.

Zaczynając od okładki... Jest śliczna. To w niej się zakochałam i tak bardzo chciałam ją mieć w swoich zbiorach tym bardziej, że napisała ją Sarah Dessen. Widzimy kobietę w białej sukni, prawdopodobnie niebieskich trampkach z bukietem ślubnym w dłoniach. Granatowe napisy świetnie komponują się z białymi. Ogólnie ta okładka jest miła dla oka, dlatego też może wpadła w moje oko? Grzbiet taki jak zawsze przy powieściach tej autorki. Tym razem granatowe tło i białe napisy. Bez zbędnych ikonek, czysty minimalizm. Pasuje mi to. Niestety nie posiada skrzydełek, dlatego trzeba dbać o tę książkę bardziej niż te ze skrzydełkami, bo one mają dodatkową ochronę. 
Co do druku jest bezbłędnie, bo nie spotkałam ani jednej literówki, ani innych błędów w druku. Jestem jak najbardziej zadowolona. Wydaje mi się, że jest to najlepsza okładka ze wszystkich powieści, jakie ukazały się w Polsce. :) 

Jakże ja bardzo tęskniłam za piórem Pani Dessen. Uświadomiłam sobie to, pochłaniając każdą kolejną stronę z jeszcze większym zainteresowaniem. Ciesze się, że przeleżała u mnie trochę czasu, bo dzięki temu spędziłam najlepiej Nowy Rok - z fantastyczną historią. (tak, wiem, że już się zdradziłam)
Czytając łykałam każde słowo jakby było ono dla mnie jak tlen. Zainteresowałam się do tego stopnia, że idący Kevin w telewizji nie potrafił odciągnąć mnie do doczytania książki do końca. Spędziłam leniwe popołudnie z wielkim, wykorzystanym potencjałem, a co za tym idzie - świetnym warsztatem pisarskim. Widać, że autorka ma wyćwiczoną rękę, wie, jak pisać by oczarować czytelnika... Musicie mi wybaczyć, jeśli ta recenzja nie będzie miała ładu i składu, ale dosłownie jestem tak oczarowana, że chyba nic mi nie pomoże. Taki trochę kac, ale nie alkoholowy, żebyście nie myśleli, że trzyma mnie od Sylwestra. :D 
Prostym językiem autorka potrafi sprawić, że wszystkie emocje przejdą na nas. Odczujemy każde chwile radości i smutku z bohaterami. Pisarka przeplata rozdziały z czasu teraźniejszego na przeszły, w którym stopniowo dowiadujemy się wszystkiego, spodziewając najgorszego. Te wszystkie uczucia nie towarzyszą tylko Lounie, ale i nam. 
Dlatego reasumując uważam, że samo pióro autorki jest dobrym powodem, by sięgnąć po tę powieść. I już mogę stwierdzić, że jest najlepsza z dotychczas przeze mnie przeczytanych. :) 

"I nagle poczułam, że wszystko wokół jest zbyt kolorowe, pełne życia i śmiechu, i jedyne, co mogę zrobić, to odwrócić się i odejść."

Louna - główna postać z recenzowanej lektury. Jak wiecie - pomaga mamie i jej wspólnikowi w biznesie. Męczy ją przeszłość, przez która nie może się podnieść. Nie może zacząć nowego życia, lepszego, nie potrafi zapomnieć o tym, co było i o tym, co utraciła nie ciesząc się tym zbyt długo. Ambrose jest takim promykiem słońca w tej historii. Takim... darem od Boga. Odebrałam go bardzo pozytywnie, pomimo jego początkowego podejścia do życia. Niemniej jednak bardzo się do niego przywiązałam, zresztą tak jak do Louny. Ciężko jest mi zapomnieć o tej dwójce. Są to niby młodzi ludzie, którzy popełniają błędy i są ofiarami losu, a mimo to zaznaczyli się w mojej głowie na trochę dłużej niż bohaterowie innych powieści. Może to ich historia, a może ogólnie cała powieść, fabuła wywarła na mnie ogromne wrażenie i oni zostali ze mną na dłużej? Całkiem możliwe. Nie chcę Wam zdradzać zbyt wiele, ale są to bohaterowie, za którymi będę tęsknić. Już tęsknię. Mimo iż nie są pozbawienie wad to i tak zdobyli moje serducho. Sprawili, że Nowy Rok 2018 nabrał barw, a co ważniejsze - emocji. Czyli tak naprawdę tego, czego oczekuję od dobrych powieści. 

"- Ja jestem figurą ojca. I jeśli ktoś ma tu siedzieć, czyścić broń i sprawić, że chłopak będzie się wił, słysząc o honorze i rycerskości, to z pewnością ja.
- Broń? - spytałam. 
- Ostatnim razem, kiedy próbowałeś nosić gaz pieprzowy, sam się opryskałeś - przypomniała mu mama."

Podoba mi się to, że nie tylko oddaje nam, Czytelnikom emocje, ale i przekazuje wartości, na które warto zwrócić uwagę, nad którymi warto pomyśleć. Tutaj akurat przedstawia nam historię Louny jako miłości, tak nagłej i głębokiej, na którą czas i miejsce nie ma wpływu. Pokazuje bolesną stratę jakich wiele jest w XXI wieku - co wiemy nie od dziś. 
Jednak nie myślcie sobie, że jest to tylko i wyłącznie powieść przesiąknięta bezgranicznym smutkiem. Jest tu naprawdę dużo humoru, ironicznych dialogów, które spowodują uśmiech na waszych twarzach. 
Dostałam w Raz na zawsze coś, co nie często mi się zdarza... Albowiem wzruszyłam się. Ledwo się opanowałam, by nie rozryczeć się jak bóbr na dobre. Z ogromną ciekawością pożerałam wręcz następne strony by móc znaleźć ukojenie. 
Jestem ogromnie zadowolona, bo dawno nie dostałam powieści tak dobrej, która dosłownie by mną sponiewierała. Robiła co chciała - raz się śmiałam, raz smuciłam i prawie płakałam. Ma wszystko, co powinna zawierać idealna powieść. Przynajmniej w moim odbiorze. 

"W moje ostatnie urodziny, kiedy się pochyliłam nad tortem i zamknęłam oczy, nie pomyślałam o niczym. Człowiek przestaje wierzyć w życzenia, gdy to jedno jedyne nigdy się nie spełni."

Reasumując chciałabym Wam bardzo mocno polecić tę powieść. Jeśli macie wolny wieczór lub dwa - sięgnijcie po nią. Może nie każdemu przypaść do gustu bo wiem, że Dessen ma swoich antyfanów, ale Ci, którzy wiedzą, że pisarka potrafi dać z siebie wszystko, to warto jej zaufać. Czytałam jej dwie powieści, ale teraz wiem, że jest najlepszą powieścią z jej dorobku i wątpię, że jakaś inna będzie w stanie ją pobić. Dała mi całą paletę odczuć, przypomniała o wartościach, o których nie wolno zapominać w życiu. O tym, że czytanie książki to nie tylko przelecenie wzrokiem linijka po linijce, ale również czytanie między wierszami. Dostrzeganie tego, co jest ukryte, a przecież widoczne. 
Nie wiem, co mogłabym o niej jeszcze napisać... Jest wyśmienita i to, co dostałam zaspokoiło moje czytelnicze potrzeby, a nawet dało w bonusie kaca, którego nie potrafię przebić książką, którą zaczęłam czytać po niej. 
Mam nadzieję, że dacie jej szanse i pokochacie historie Louny tak bardzo jak ja. :) 

Czytaliście już tę powieść? Co o niej sądzicie? Podoba Wam się? Jaką inną polecacie lekturę autorki, której nie czytałam? :) 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu 
http://www.harpercollins.pl/

17 komentarzy:

  1. Czytałam dwie powieści tej autorki i wspominam je bardzo miło. Być może kiedyś jeszcze sięgnę po jej lektury, ale na pewno wywarłyby one na mnie dużo większe wrażenie, gdybym była nieco młodsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To z pewnością. Na pewno trafi bardziej do nieco młodszego grona czytelników.

      Usuń
  2. Chciałabym przeczytać tę książkę. Dodatkowo, moja koleżanka też mi ją polecała, obydwie mocno chwalicie. :) Więc myślę, że bliżej w przyszłości się z nią zapoznam.

    potegaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie czytałam żadnej książki autorki, ale kto wie, może zaczną przygodę z nią właśnie od powyższego tytułu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam powieści tej autorki! Jednak może w tym roku nadrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mam jeszcze doświadczenia z twórczością autorki, ale kiedy nadrobić lepiej jak nie w nowym roku? Pierwszą książką, po którą ja sięgnęłam w 2018 był "Król węży", który także wzbudził we mnie wiele emocji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, nie znam, ale z chęcią zapoznam się z recenzją na Twoim blogu. ;)

      Usuń
  6. Nie czytałam jeszcze żadnej książki tej autorki i generalnie nie jestem fanką młodzieżówek (wiek nie ten;)), ale Twoja recenzja mnie zaintrygowała i chętnie po książkę sięgnę:)
    https://slonecznastronazycia.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie później daj mi znać, czy ci przypadła do gustu. ;)

      Usuń
  7. Brzmi bardzo przyjemnie, poszukam jej w bibliotece

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka mnie zdecydowanie nie ciekawi, choć ma interesującą okładkę :)

    odciągnąć mnie do doczytania - nie powinno być od? :D (chyba dziś zostałam twoim korektorem :D

    OdpowiedzUsuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥