środa, 2 września 2026

Justyna Spandel - Brokatowy dom

 Dzień dobry! 

Przychodzę do Was z recenzją książki, którą jako pierwszą z całego dorobku autorki miałam okazję przeczytać. Byłam nią ogromnie zainteresowana, bo sam tytuł i okładka mnie przyciągnęły wystarczająco, by chcieć poznać treść.

Justyna Spandel - Tłumaczka i pisarka w jednym. Wychowywała się i mieszka na Śląsku. Z zawodu jest tłumaczem języka angielskiego. Prywatnie miłośniczka psów i kotów, żyjąca jednocześnie w trzech różnych światach – tym realnym, wymyślonym w głowie i z książki, którą właśnie tłumaczy. Kocha dobre thrillery i seriale. Uwielbia, kiedy książki, oprócz dawania chwili relaksu, pozwalają spojrzeć na świat pod zupełnie innym kątem. Od kilku lat pisze i publikuje swoje powieści w sieci.

Justyna Spandel - Brokatowy dom

Po tragicznej śmierci rodziny Milana próbuje zacząć od nowa. Odcina się od wspomnień, które mogłyby ją zniszczyć, i od tajemnicy, której nigdy nie powinna zdradzić. Kiedy jednak otrzymuje propozycję sprzedaży rodzinnego domu, wszystko powraca.

Strach. Poczucie winy. I prawda, która przez lata pozostawała w ukryciu. Bo Brokatowy dom to nie tylko miejsce. Jego ściany pamiętają więcej, niż Milana chciałaby wiedzieć, a ukryte w nim tajemnice mogą okazać się śmiertelnie niebezpieczne. Z każdym kolejnym krokiem Milana zbliża się do odkrycia tego, co naprawdę wydarzyło się przed laty. Jednocześnie coraz bardziej ryzykuje, że po raz drugi straci wszystko.

Ten dom nigdy nie zapomniał. Odważysz się otworzyć jego drzwi?

Okładka książki od razu rzuciła mi się w oczy. Nie będę tego ukrywać. Do tej pory nie miałam okazji poznać pióra autorki, ale ten egzemplarz wręcz do mnie krzyczał, bym ją przeczytała. I to jak najszybciej. Nie poleżała sobie u mnie za długo, bo niemal od razu się za nią zabrałam. Jest ona matowa w dotyku, aczkolwiek gdyby tutaj wydawca pokusił się o elementy chropowate, tworzące iluzję brokatu... To byłby dopiero sztos! Strony są kremowe, czcionka wystarczająca dla oka. Marginesy i odstępy między wersami zostały zachowane. Trochę błędów składu było, głównie lustra, które mnie osobiście raziły. Ale ona zawsze mi przeszkadzają. :) 

Było to moje pierwsze spotkanie z piórem Justyny i muszę przyznać, że poszło mi ono ekspresem. Czytało się szybko, lekko i przyjemnie, mimo iż nie zawsze czytałam o super fajnych sytuacjach. Niemniej jednak z zainteresowaniem pochłaniałam kolejne strony. Przeczytałam ją dosłownie na dwa posiedzenia. Ma mniejszy format niż standardowe książki, ale zdecydowanie większy niż kieszonka. Trzysta stron, które znikają dosyć szybko. Krótkie rozdziały, które nie są rozwleczone, a dosadnie napisane potrafią wciągnąć. Przecież jeszcze tylko, TYLKO, jeden rozdział... Jestem pozytywnie zaskoczona i w przyszłości chętnie sięgnę po inne książki pisarki, by sprawdzić, jakie te książki napisała, bo po wstępnym rozeznaniu wydaje mi się, że kilka z nich mogłoby mi przypaść do gustu. 

Główna bohaterką jest tutaj Milana. I tak, nie Milena tylko Milana. Na początku trudno mi było się do tego imienia przyzwyczaić, bo wcześniej się z nim nie spotkałam. To osoba, która od samego początku wzbudzała we mnie różne emocje. Nie potrafiłam się do niej przywiązać, ale część uczuć czułam na sobie. Przykro mi było bardzo przez to, co ją spotkało... I to, co miało nadejść... Trzymałam za nią jednak kciuki do samego końca. Jest to bohaterka z krwi i kości, która też ma problemy takie jak my i nie ma w niej miejsca na coś niemożliwego. Za tą prawdziwość – dziękuję. 

Akcja ma odpowiednie tempo. Ciągle coś się działo, przez co spokojnie nie można było siedzieć. Kiedy wydawało się, że już będzie spokojnie, że przecież wszystko jest jakoś ułożone... Wtedy autorka robi nam pstryczka w nos i pisze taką scenę, że wszystko, dosłownie wszystko, się zmienia. Także możecie spodziewać się plot twistów. Było kilka spraw, których bez problemu przewidziałam i mnie nie zaskoczyły, ale starałam się nie wyprzedzać faktów i cieszyć jak najbardziej z lektury. Może nie jest to książka, która zwala z nóg, ale zdecydowanie warto poświęcić jej swój czas.

Sama końcówka? To dopiero próba dla nerwów. Myślałam, że mnie rozniesie... Ze stresu. Tak jak zresztą Milanę. 

Jest to po części thriller, po części powieść obyczajowa... Ale nie skupiamy się tylko na tym. Mamy relacje rodzice-dziecko, kobieta-mężczyzna, dalsza rodzina, rodzeństwo... Mamy tutaj wiele sekretów u tajemnic z przeszłości, które niestety mocno odbijają się na Milanie. Dlatego też uważam, że warto poświęcić jej czas. Przekonać się na własnej skórze, że kłamstwo prędzej czy później wyjdzie na jaw i nie będziemy w stanie zbyt długo go ukrywać.

Reasumując uważam, że jak na pierwsze spotkanie z piórem autorki, było naprawdę bardzo dobrze i czuje się zachęcona do tego, by poznać twórczość Justyny Spandel. Przy tej książce się zrelaksowałam i co najważniejsze nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Polecam i Wam, jeśli lubicie lekkie thrillery pomieszane z rodzinnymi tajemnicami i... Dramatami. 

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥

Opisy książek w większości nowych postów pochodzą z lubimyczytać bądź niektóre wymyślam sama. ;)