poniedziałek, 27 czerwca 2016

Ogród jako oaza wspomnień - czyli Dziewczyna z ogrodu

Witajcie Moi Kochani! 
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzja książki, która jest dość nietypowa, nieco trudna. Bardzo realna, ale nie każdy może sobie z nią poradzić. Zaintrygowała mnie sobą bardzo dawno, jednak nie miałam środków na to, by ją kupić. Pewnego dnia wzięłam udział w konkursie i stało się. U Agnieszki, z Bloga kulturalnego, wygrałam ten egzemplarz. Cieszyłam się niesamowicie mocno, bo wiedziałam, że książka jest specyficzna. Czy się myliłam? 

Parnaz Foroutan - urodziła się w Iranie, tam spędziła tez wczesne dzieciństwo. Za recenzowana książkę otrzymała stypendium PEN Clubu, a zainspirowała się historią swojej rodziny. Ma dwie córki i mieszka z nimi w Los Angeles oraz mężem.

Parnaz Foroutan - Dziewczyna z ogrodu 


XX - wieczny Iran. Miasteczko Kermanszah. Aszer Malakuti - głowa żydowskiej rodziny, poślubia młodą Rachel. Żeby przekazać swój majątek musi mieć potomka, który przejąłby wszystkie obowiązki i majątek. Jednak młoda kobieta nie może zajść w ciąże. Jednak Rachel dowiaduje się, że jej szwagierka, Chorszid spodziewa się dziecka. Popada w zazdrość, ponieważ ona nie może mieć dziecka, a mąż dodatkowo zaczął interesować się inną kobietą. Co zrobi zrozpaczona Rachel, a co głowa rodziny?

Nie powiem, ponieważ okładka przyciągnęła mój wzrok. Owoce granatu trzymane w rękach kobiety w zielonej szacie. A co najważniejsze, po jej policzku płynie łza. Ta delikatność tak bardzo we mnie uderzyła, że nawet nie musiałam czytać opisu książki, bo wiedziałam, że to będzie coś fantastycznego, jednego w swoim rodzaju. Nawet tytuł cofnął mnie w czasie, przenosząc do beztroskiego dzieciństwa, gdzie jeszcze mieszkałam w dawnej wsi i miałam ogród za domem. Przepiękny, ogromny, gdzie najbardziej lubiłam przebywać. Jednak musiałam się przeprowadzić i moje serce tak tęskni do miejsca, którego już de facto... nie ma.
Co do Wydawnictwa - kawał dobrej roboty. Bardzo, ale to bardzo spodobała mi się graficzna strona tej książki. Raz, że okładka, a dwa to to, że przy każdym rozdziale jest taki wzorek. To mnie urzekło, bo na co dzień nie dostaję takich wzrokowych wrażeń przy lekturach. Dodatkowo brak literówek, w połączeniu z dopasowaną czcionką, marginesami oraz odstępami między wierszami sprawiało, że przyjemnie czytało się lekturę.

Po raz pierwszy spotykam się z autorką. Jest to jej debiut i tak naprawdę uważam, że nie należy on do najgorszych książek. Jej styl nie jest prosty, więc nie sięgajcie po nią wtedy, gdy chcecie odpocząć, zrelaksować się. Bo ta książka się do tego nie nadaje. Mnie samej ciężko się ją czytało, ale za chwilę dowiecie się dokładniej, dlaczego. Autorka sprawnie posługując się swoim piórem próbowała nas wprowadzić w rodzinną historię, jednak ze mną był mały problem. Teraz jednak wiem, że jeżeli kiedyś w przyszłości pisarka wyda kolejną swoją książkę, ja nie będę po nią sięgać, w takiej sytuacji w jakiej jestem teraz. Wybierając tę powieść musicie się liczyć z niezrozumieniem, zmieszaniem, zagubieniem. Po raz pierwszy od dawna nie spotkałam się z banalnym stylem, który lekko się czyta. Warto nakreślić, że w tej książce nie ma niczego, co mogłoby sprawić, że na naszych ustach pojawi się uśmiech. Pióro ciężkie, bo podejmuje się też nie łatwych tematów, dlatego może tak ciężko ją odczytałam.

"'Samotność to uczucie, którego nie można dotknąć', myśli. 'To obecność nieobecności."

Przechodząc może do fabuły i akcji, i kilku innych drobnych szczegółów. Podzielona jest na troszkę za długie rozdziały, ciężko było mi robić przerwy bo momentami wydawało mi się, że ten rozdział nie ma końca. To jest jeden z minusów, o którym dziś przeczytacie. Pomysł na fabułę był całkiem w porządku, ja się z takowym nie spotkałam jeszcze w literaturze, więc nie mogę zarzucić tutaj schematyczności. Musze przyznać, że zabrakło mi w tej książce dynamiczności. Wydawało mi się, że wszystko ciągnie się tak wolno, wolniutko i aż bąki zbijać. Kolejnym, a warto zaznaczyć, że to już trzeci - są przeskoki w czasie. Strasznie mi utrudniały wkręcenie się do książki. Nawet nie były one jakoś szczególnie pozaznaczane, więc raz czytasz o tym, a akapit dalej o czymś innym. Z tego tez powodu spadło moje zainteresowanie powieścią. Przez trudny początek moja chęć czytania, poznawania świata wykreowanego przez pisarkę malała. W pewnym to momencie nastąpił delikatny wzrost. Jednak i tu trochę dziwnie ze mną było, a dlaczego?

Ponieważ zamiast nienawidzić Aszera, ja go z całego serca polubiłam. Nie potrafiłam go znienawidzić za to, że pragnie dziecka za wszelką cenę. Nie wiem dlaczego, ale odczuwałam to, czego on nie mówił wprost. W opisanych dokładnie emocjach towarzyszących bohaterom udało mi się wychwycić spojrzenie ojca rodziny, które nie należało do najszczęśliwszych, przynajmniej do czasu.
Rachel, Rachel... Do niej w sumie też nic nie miałam, chociaż od początku czułam, że coś będzie z nią nie tak. Wydawała mi się taka... zołzowata. Nie potrafiłam wczuć się w nią i poczuć jej emocje. Fakt, że nie mogła zrodzić potomka przepłynął po mnie jak deszcz po rynnie. Jednak to i tak nie do niej poczułam największa sympatię.
Chorszid, chociaż nie główna bohaterka, a mimo to dość ważna osoba w powieści. To właśnie ona zdobyła moją sympatię, zaraz po Aszerze. Stworzeni są idealnie pod każdym względem. A jej serce, charakter, myślenie, czy tez poświęcenie... Przebiło wszystko inne.
Sporo bohaterów w książce, plus te przeskoki nieco utrudniały mi zrozumienie całości. Jednak bohaterowie uratowali sytuację. Aszer i Chorszid. Im należą się brawa.

"- Pierwsza ćma wiruje jak szalona w ekstazie, coraz bliżej i bliżej ognia, ale czując gorąco, zatrzymuje się, cofa i już tylko tęskni za światłem, zachowując bezpieczna odległość - mówi Kokab. - Druga ćma w ferworze opala sobie końce skrzydeł i odfruwa wystraszona. A trzecie ćma, oczarowana światłem, rzuca się wprost w płomień i spala na popiół."

Książka, która pomimo poplątanego, ciężkiego do zrozumienia języka, opowiada o wielkiej nienawiści, zazdrości, złości, oraz o władzy. Jest wyrazista, tak jak i bohaterowie, jednak mimo to potrafi rozłożyć na łopatki. Był przełomowy moment, w którym straciłam panowanie nad sercem i prawie się popłakałam. Jednak udało mi się wstrzymać łzy i iść dalej. Z podniesioną głową, ale ogromnym żalem w sercu. Który towarzyszył mi już do końca tej historii. Gdyby nie te przeskoki w czasie, wszystko było by okej.

Reasumując polecam tą książkę wszystkim, którzy czują się na siłach, by zmierzyć się z ciężkim stylem. Smutną historią, która dotyka wielopokoleniowej rodziny. Historię pełną niewybaczalnego żalu, który nie pozwala odejść ani na moment. Wręcz sprawia, że to przez niego upadamy i nie możemy się podnieść. Pomimo wielu minusów tej powieści myślę, że warto po nią sięgnąć. Tylko nie wtedy gdy i my mamy doła, bo to nic dobrego z tego nie wyniknie niestety...
W sumie ciesze się, że mam tę książkę w swoich zbiorach, bo pomimo tak trudnego języka, jakim posługuje się pisarka, potrafi dotrzeć do naszego serca, tam głęboko. Pokazać, jak nie należy postępować, co zazdrość potrafi zrobić z człowiekiem. Najlepszą powieścią nie jest, ale w mojej ocenie oscylowałaby w skali punktacji (gdybym takową prowadziła) 3+.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam, ile mam wzrostu: 1,9 cm

22 komentarze:

  1. Hm, myślę, że może być ciekawe, ale trzymam się raczej z dala od tego gatunku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Nie jest to łatwa książka.

      Usuń
  2. Takie smutne historie też czasami zgłębiam. Mam w planach tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię sięgać po smutne i trudne historie. Jeśli tylko wpadnie mi w ręce, to chętnie się z nią zapoznam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę czekać na Twoją recenzję. ;)

      Usuń
  4. Przyznaję, że i ja darzyłam Aszera podobnym uczuciem, rozumiałam jego decyzje. To nie jest prosta historia, jest rzeczywiście nietypowa, ale warta przeczytania. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. CZytałam. Świetna książka, bardzo emocjonalna, ale fascynująca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, chociaż ja spodziewałam się czegoś ciut lepszego.

      Usuń
  6. Jak pierwszy raz zobaczyłam okładkę sprawdziłam znaczenie granatu. Owoc płodności 😉 miałam w planach przeczytać tę książkę, ale ją odpuściłam, a widzę, że źle zrobiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz. :) Źle i to bardzo! Musisz nadrobić!

      Usuń
  7. Nie spodziewałam się, że ta powieść tak mnie poruszy. Bardzo miło ją wspominam.

    P.S. Zapraszam do mnie na najnowszą recenzję Awarii małżeńskiej (mam problemy z aktualizacją postów, które nie pokazują najnowszych recenzji, więc informuję, że jednak coś się pojawiło ;-)).

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślę, że to... byłoby dobre. Czasami potrzebuję sięgnąć po książkę, która porusza jakieś poważniejsze problemy. :)
    Pozdrawiam,
    Chaotyczna A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Podobne książki czytam rzadko, fakt okładka ma w sobie jakiś magnetyzm. Ciekawi, to pewne. ;) Skoro to debiut i dobry to pomyślę nad nim. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że w niedługim czasie zaprosisz mnie na jej recenzje. :)

      Usuń
  10. Ja uwielbiam tego typu tematykę, więc jak tylko trafię gdzieś na tę książkę, to z pewnością ją przeczytam :) Pozdrowienia!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Brzmi ciekawie, ale chyba na razie to nie jest książka dla mnie. Skoro dosyć ciężka i niezbyt na miły wieczór, to nie będzie pasowała do mojej obecnej sytuacji, kiedy to po zakończonej sesji, chcę się zresetować i bez stresu oczekiwać na obronę. ;) Ale może kiedyś przeczytam, kto wie.
    Pozdrawiam,
    Amanda Says

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś na pewno nadejdzie odpowiednia dla niej chwila! :)

      Usuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥