piątek, 17 czerwca 2016

Lektura taka zła?

Nadszedł czas na recenzję książki szkolnej. Sklepy cynamonowe Schulza ominęłam, z tego względu, że przerabialiśmy tylko trzy opowiadania i nie należały one do najłatwiejszych... Jednakże pisząc niezapowiedzianą kartkówkę poradziłam sobie na piąteczkę, więc jestem z siebie dumna. Co do tej książki... Wszyscy tak mnie odstraszali, że jaka ona to nie jest, taka beznadziejna, żeby jej nie czytać. Chwilowo padłam ofiarą namówień, jednak w sobotni poranek, tak sobie pomyślałam... Przecież do wtorku się wyrobię, a jak mogę ominąć 4 rozdział, to dlaczegóż by nie? Przynajmniej spróbuję. 

Witold Gombrowicz - polski powieściopisarz, nowelista, dramaturg; urodził się w Małoszycach 1904 roku, a zmarł we Francji w 1969 roku. Publikował również pod pseudonimami: Alejandro Jorge, Zdzisław Niewiejski. 

Witold Gombrowicz - Ferdydurke 



Trzydziestoletni Józio, zamierza napisać książkę. Jednakże odwiedza go profesor Pimko. Poprzez zadanie kilku pytań stwierdza, że trzeba będzie odesłać go do szóstej klasy szkoły podstawowej. Dodatkowo zapewni mu mieszkanie u Państwa Młodziaków, by jako ludzie nowocześni wpłynęli na Józka bardziej pozytywnie. Główny bohater cofa się w czasie, przypominając sobie za pomocą nowych kolegów z klasy jak wyglądały bójki, szkolne miłości i inne perypetie. Ale co jeszcze spotka głównego bohatera? Ja wam nie powiem, musicie ją przeczytać. Zresztą tak czy tak, w szkole średniej jest to lektura. :) 

"Zaprawdę,  w świecie ducha odbywa się gwałt permanentny, nie jesteśmy samoistni, jesteśmy tylko funkcją innych ludzi, musimy być takimi, jakimi nas widzą[...]."

Co do samego wydania nie mam zastrzeżeń, Wydawnictwo Literackie dodało jeszcze słów kilka o samej książce na samym końcu. Na pewno skorzystam z tego raz jeszcze tuż przed klasówką, a raczej skorzystałam, bo recenzja niestety ukaże się sporo później. 
Co do stylu Gombrowicza, muszę przyznać, że jestem zaskoczona. Nie przewidziałam, że styl będzie na tyle przystępny, że nie miałam problemów z interpretacją. Co najlepsze, gdyby losy bohaterów były nieco ciekawsze i dojrzalsze, na pewno byłabym bardzo zadowolona z lektury. Jednak, że są to perypetie losów bohaterów z szóstej klasy, większość jest dla nas powrotem do dzieciństwa i nieco śmiesznymi sprawami... Przyznam się, że w pewnej chwili zrobiłam oczy, nie wiem, a'la co. Ale miałam je tak wielkie, że nie mogłam sama siebie zrozumieć, a raczej tego gościa, co on wyprawia. Czy takie rzeczy się robiło? Jestem w mega szoku, naprawdę. Przed lekturą koleżanka streściła mi ją, życzyła powodzenia, i... Dziękuję Justyna, przydało się! Pochłonęłam ją za jednym razem, w kilka godzin, dosłownie. I wcale nie było krzyku. Oczywiście ominęłam rozdziały o Filibercie i Filidorze, bo zezwoliła na to moja Pani Profesor od języka polskiego. 

Nieco dziwiła mnie kreacja całego ciała pedagogicznego, nie wiem, czy to miało obrazić nauczycieli z tamtych czasów, czy co... Nie wiem. Ale styl lekcji mi się nie podobał. Gdyby teraz tak było... to nie miało by sensu kompletnie. Jednak Józia... Józio był całkiem w porządku, chociaż dziwię mu się, że wytrzymał w takim towarzystwie i w ogóle, że sobie pozwolił cofnąć się do szkoły! Przecież mają 30 lat i być w szóstej klasie? No trochę chyba coś nie jest na swoim miejscu... 


Jak mnie denerwowało ciągłe "upupianie", ciągle tylko "pupa", "pupa", "pupa" -.-. To było najgorsze w całej książce. Szkoda, że nie liczyłam ile razy ten wyraz się w całej książce powtórzył. Byłby ubaw. Ciągle mówiono o naiwności, niedojrzałości... to też nieco mnie irytowało. Ale dzielnie zniosłam to wszystko i skończyłam książkę z wielką ulgą. 
Ciężko jest mi recenzować tą książkę, bo oczywiście okiem polonisty jest w niej wiele zapewne spraw, które warto omówić, wspomnieć i o nich napisać. Jednakże ja polonistką nie jestem, więc to sobie odpuszczę. 
Narracja pierwszoosobowa, jak wspomniane gdzieś w tej recenzji chwile, w którym szło się uśmiać, a w niektórych buzi nie potrafiło się zamknąć ze zdziwienia.

„Pupcię, pupcię, Pupcię mają maleństwa nasze!”.

Reasumując, jako lektura szkolna na pewno jest u mnie z wyższą oceną w odbiorze niż Granica Zofii Nałkowskiej. Bo Ferdydurke czytało mi się szybko, momentami przyjemnie, bo z uśmiechem na ustach, a czasami z wyrazem stanowczego zdenerwowania i niecierpliwości kiedy będzie koniec. Suma sumarum, nie jest ona również mega duża pod względem ilości stron, ponieważ niecałe 300 stron to tak jak zwykła powieść, a czasami i nie bardzo. Kto już jest w szkole średniej, może się jej z pewnością spodziewać, bo jak się nie mylę jest to lektura z gwiazdką? Chociaż mogę się mylić. Motyw szkoły, wspomnień, dzieciństwa, tutaj przede wszystkim jest widoczny. Można ewentualnie dodać motyw podróżowania, strikte do przykładu Miętusa. 
Czy polecam? Szkolną lekturę zawsze można przeczytać, a tej warto dać szansę, bo pomimo iż nie jest jakiś tam arcydziełem w mojej ocenie, to nie jest zła, a czasem nawet lepsza od niektórych powieści, które czytałam. 

Książka bierze udział w wyzwaniu: 
Czytam, ile mam wzrostu: 1,4 cm

30 komentarzy:

  1. W szkole średniej lektura ta w ogóle mi nie podeszła. Może teraz jakbym ją przeczytała, mój odbiór byłby całkowicie inny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kreacja nauczycieli przede wszystkim miała na celu pokazanie absurdalności szkolnictwa. ;)
    "Ferdydurke" mi się podobało, ale ja lubię od czasu do czasu takie trochę dziwne, absurdalne książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem. :D Całkiem niedawno skończyłam ją omawiać na języku polskim i w sumie przyznam się, że jest to jedna z lepszych lektur w tym roku. ;) Absurdalne, fantastyczne książki, a ta akurat ma tyle rożnych szczegółów, że nawet z przyjemnością o nich słuchałam na lekcjach. ;)

      Usuń
  3. Czytałam w szkole tylko fragment tej powieści (ten z pamiętnym zdaniem "Słowacki wielkim poetą był"), który bardzo mi przypadł do gustu. Raczej z własnej woli po "Ferdydurke" nie sięgnę, a przeczytam tą pozycję dopiero jak już będę ją omawiać w liceum ;)

    Pozdrawiam
    Kasia z bloga KsiążkoholizmPostępujący

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to ja nigdy przed technikum nie miałam z nią do czynienia. Tak, ten wykład Bladaczki był naprawdę... inspirujący... D: Ale przeczytaj ją w liceum, nic nie stracisz. ;)

      Usuń
  4. nie strasz, mnie czeka właśnie to po wakacjach razem ze Sklepami cynamonowymi... A czemu te fragmenty pomijaliście? o.O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest tak źle, chociaż te Sklepy cynamonowe... Zależy, które z tych opowiadań będziesz omawiać. ;d A w Ferdydurke te cztery rozdziały nie miały szczególnego znaczenia, przeczytałam, że to w nich narratorem jest sam autor i tyle było ważnego. Owszem, jak przeczytasz, to zawsze znajdziesz w nich jakiś wątek, który będziesz miała jako argument na sprawdzianie czy egzaminie, ale nasza polonistka powiedziała, żeby bardziej skupić się na tym, co główne, ponieważ te cztery rozdział to jak z księżyca zdjęte. ;]

      Usuń
    2. Mi kazała całe przeczytać :D Tzn. SKlepy :D

      Ogółem to z tym wyczytywaniem - nie musisz robić na to osobnego posta dokładnie, możesz to wrzucić nawet w zakładkę :) A podsumowanie dorzucić do podsumowań, a recenzje dodać tylko na LC :) więc możesz jednak spróbować :) jak nie masz aż 16 swoich to możesz dodać kilka z biblioteki lub innych źródeł :)

      Usuń
    3. Nie chodzi o specjalnego posta, bo na to może znalazłabym lukę. Gorzej o recenzje. Bo najpierw musiały by być na LC, a to trochę do mnie nie podobne. ;/ Ale... cóż. Może i masz rację? Prześpię się z tym i zobaczymy. ;) Nie robię podsumowań, ale Tobie z chęcią wrzucę, nawet na PC mogłabym zrobić specjalną zakładkę... w sumie ma to sens. Myślę, że się zbierze nawet więcej niż 16 ;D

      A co do sklepów, to aua, ja miałam tylko Sklepy Cynamonowe, Ptaki i Ulica Krokodyli ;d

      Usuń
  5. Dla mnie Ferdydurke jako lektura jest dobra, ale gdy książka jest przedstawiana w postaci sztuki w teatrze- pędzę co sił w nogach, bo uwielbiam oglądać to przedstawienie! :)
    Jednak i tak w kwestii lektur zakochana jestem w Małym Księciu i Tangu :D

    www.zksiazkadolozka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to może być ciekawy spektakl. ;)
      Tango nie czytałam, a Mały książę wydaje mi się przereklamowany. Ja tam wielbię Zbrodnię i karę, Mistrza i Małgorzatę, chociaż to nie moja lektura niestety, no i Lalkę. To były przyzwoite powieści, nawet bardzo. ;)

      Usuń
  6. "Ferdydurke" przeczytałam z przyjemnością, lecz teraz musiałabym ponownie do niej zajrzeć, aby przypomnieć sobie przesłanie lektury. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to dobra książka na spędzenie nudnego popołudnia ;d

      Usuń
  7. "Ferdydurke" miałam w tym roku na ustnej maturze i pomimo, że to nie była zdecydowanie lektura dla mnie udało mi się podołać i wyjść ze szkoły z dobrym wynikiem. Ta pozycja ma w sobie świetne przesłanie, o formach 'nie ma ucieczki przed formą' -> sama prawda!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jedna z najbardziej nielubianych przeze mnie książek, ale z kunsztem autora nie kłócę się :) Po prostu nie trafiła do mnie chociaż przeczytałam całą 2 razy (będąc na różnym etapie życia) :D
    @Waniliowe Czytadła

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie czytałam tej książki i nie wiem czy będę miała ją za lekturę. Ale po twojej recenzji może przeczytam ją nawet, jeśli nie będzie lekturą ;)
    Super, że zrobiłaś recenzję lektury, może niektórzy wreszcie przekonają się, że nie wszystkie są takie złe. Ja tam się cieszę, że istnieje coś takiego jak lektura szkolna, ponieważ wielu książek nie przeczytałabym z własnej woli, a tak jestem zmuszona przez szkołę i większość lektur mi się podoba :) Od podstawówki przeczytałam wszystkie lektury, które miałam omawiane na lekcjach języka polskiego z tylko jednym wyjątkiem, a mianowicie nie skończyłam czytać "Księgi dżungli". To była dla mnie katorga, byłam w czwartej klasie podstawówki i nie rozumiałam połowy słów w tej książce. A tak chciałabym mieć zamiast tego omawianą "Akademię Pana Kleksa", niestety tak nie było, ale i tak przeczytałam tę wspaniałą książkę we własnym zakresie.
    Pozdrawiam *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jak mnie to cieszy Tris. ;) A ja nie czytałam Księgi Dżungli, wolę to oglądać. ;) Ja nigdy nie zapomnę jak tata mi czytał Plastusiowy Pamiętnik. A Akademia Pana Kleksa to jedna z najlepszych lektur podstawówki. ;)

      Usuń
  10. Lektury są złe przede wszystkim dlatego, że nie masz wyboru i musisz przeczytać to co Ci każą. W ten sposób do wszystkiego można zniechęcić...

    Moje własne miejsce na Ziemi - miye.eu

    OdpowiedzUsuń
  11. Styl Gombrowicza albo się kocha, albo nienawidzi. Nie ma niczego pomiędzy. Ja jestem z tych, których stosunek do "Ferdydurke" można śmiało nazwać uwielbieniem. Chyba mam skłonność do wszelkich osobliwości. Jak bardzo się cieszę, że napisałaś o tej książce na swoim blogu. :)
    Pozdrawiam,
    K.F.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie cieszy Twoje zdanie, nawet nie wiesz jak bardzo :*

      Usuń
  12. Ta lektura jeszcze przede mną i mam nadzieję że przez całą lekturę nie będę myślała, kiedy wreszcie ten koniec :D
    Pozdrawiam cieplutko WiktoriaCzytaRazemZWami

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam jeszcze przed sobą tę lekturę, ale dziękuję Ci za tę recenzję, bo dała mi motywacje to zmierzenia się z nią ;)
    No i nominowałam Cię do LBA! Szczegóły tutaj:
    http://sleepwithbook.blogspot.com/2016/06/liebster-blog-award-2.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy Lauro i serdecznie dziękuję za nominację. ;)

      Usuń
  14. Pamiętam jak ci ją streściłam xD A ty mimo wszystko uparłaś się że przeczytasz i ci się spodobało ja jestem z ciebie dumna :D
    Nie cierpię tej książki i to się nie zmieni :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam ten tupet ją przeczytać. ;d

      Usuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥