piątek, 26 czerwca 2015

"Mądrość jest produktem sercam nie umysłu. Dlatego tak często prowadzi do nieuniknionego żalu."

Gdzieś już kiedyś ujrzałam recenzję tej powieści. Nie sądziłam, że po nią sięgnę. Jednak miała w sobie coś, co podsunęło mi myśl, że może warto ją przeczytać?

"- Właśnie - prychnęła Ula. - Chce zjeść ciastko, i mieć ciastko. Ale ja nie jestem cukiernia, gdzie można przyjść, nabyć słodkości i zapomnieć. Dopóki znów nie poczuje ochoty na coś dobrego. Chce mieć cukiernię, to musi się zatrudnić jako cukiernik."

Ewa Siarkiewicz - tłumaczka, autorka dwóch powieści obyczajowych "Kuźnia na Rozdrożu" i "Kuźnia Głupców" oraz zbiorku opowiadań fantastycznonaukowych "Nic oprócz pieśni". Była redaktor naczelna tygodnika o tematyce ezoterycznej "Gwiazdy mówią".

Ewa Siarkiewicz - Czwarty kąt trójkąta




Wszystko zaczyna się od 50tych urodzin Katarzyny Rajewskiej. Jej córki, Julia i Mona organizują mini przyjęcie. Druga z córek wpada na pomysł, by zaprosić Eleonorę, wróżkę na urodzinowe party matki. Jednak od jej przepowiedni, bardziej o charakterze przestrogi wszystko zaczyna się zmieniać. Czy Katarzyna odnajdzie to, czego szuka od śmierci męża? Czy Monika zmieni się, pod presją wydarzeń? I czy Julia w końcu pogodzi się ze stratą dziecka, i innych problemów, które przewrócą jej świat do góry nogami? 

"- Mam sobie podciąć żyły, żeby cię dokarmić? 
- Och, jaka dowcipna.
- A ty marudna. Potrzebujesz więcej seksu, kochana."

Muszę na wstępie zaznaczyć, że lubię książki wydawnictwa Prószyński i S-ka, ponieważ nigdy nie napotkałam się nawet na literówkę i zawsze czcionka, jej wielkość oraz styl jest idealnie dostosowany dla czytelnika. 
A okładka, raz już gdzieś mi przemknęła jak wspomniałam wcześniej. Zaintrygowała mnie i to dość mocno. Twarz złożona z czterech, różnych części. Ta okładka została mi w pamięci szczególniej, tylko dlatego, że jest taka nietypowa. Przeważnie się mówi, że nie patrzy się na okładkę, bo może być przeciwieństwem tego, co jest w środku. Czasami tak jest, czasami nie. Jak było tym razem..?

"Jeśli chodzi o mężczyzn w jej życiu przed Damianem, Julia zazwyczaj czuła się przy nich jak gazeta. Kupili, przeczytali i gdy już niemal każde słowo znali na pamięć - włącznie z ploteczkami, michałkami i działem nekrologów - wyrzucali ją do kosza i sięgali po następną."

Autorka napisała tą powieść prostym językiem, większość z punktu widzenia Julii, głównej bohaterki. Akurat w powieści nie przeszkadzało mi to. Książka podzielona na rozdziały, monologi nie przewyższają dialogów i to mnie cieszy, bo aż tak bardzo się nie nudziłam. 

"- Wyobraź sobie miłość jako trójkąt o czterech kątach. Takie coś zaprzecza logice, wymyka się zdrowemu rozsądkowi, ale kiedy patrzysz na niego  nie tylko oczami, ale i sercem, czujesz, że możesz pojąć jego istotę jedynie gdy odrzucisz wszystkie swoje przekonania i poddasz się fali."

Co do głównych bohaterów.. Szczególnie mi do gustu nie przypadli. Byli po prostu zwyczajnymi bohaterami. Może ten Damian, Julia i Adam. To byli bohaterowie praktycznie pierwszoplanowi, szczególnie Julia. Damian - to mąż kobiety. Jednak ich małżeństwo nie wygląda na normalne. I nim nie jest. Wiadome, że nie każdy związek jest idealny. Po części poczułam jak czuje się i kobieta i jej małżonek. Tutaj mocno się skupiamy na pożyciu małżeńskim, o codzienności w życiu gdy jesteśmy razem już praktycznie nieodwracalnie. Dostrzegamy wiele czynników, które wpłynęły na bohaterów i dlatego pałają takimi uczuciami, jak opisane w powieści. Czasami trzeba coś stracić, by docenić i spróbować walczyć. Bo jak się chce, to się da.
A czemu Adam? Nie wiem. Miał w sobie coś, co przykuło moją uwagę. Może nie okazał się jak większość mężczyzn - napalonych samców? Uszanował decyzję i dał sobie spokój, chociaż zapewne marzył o czymś innym. Okazał się fajnym bohaterem, pomocnym, a przede wszystkim cierpliwym. 
Być może ta powieść miała być coś na wzór nutki kryminału, tajemniczości.. ale relacji ludzkich, takich nawet sobie bliskich ludzi. Czy tak dokładnie się z tym zgadzam? Nie koniecznie. Ma tam jakiś wątek trwogi, który.. cóż nie był taki straszny. Bardziej zasmucił mnie fakt poczucia Julii jako kobiety. Zagubionej w uczuciach. Szukającej siebie. To mi się spodobało. 

"[...] - Pozwólcie, że przywołam powiedzenie mojej matki, że mężczyźni są jak płytki podłogowe - jeśli dokładnie je położę, będę mogła chodzić po nich bez kłopotów do końca życia. Jeśli położę krzywo, to będę się potykać o wystające brzegi, wreszcie wywalę się na twarz i zaleję krwią."

Reasumując, powieść nie jest najgorsza, nie męczyłam się tak bardzo z tą powieścią, ale brakowało w niej życia, trochę więcej wartkiej akcji by nie zaszkodziło. Jednak nie jest najgorszą książką. Miała kilka fragmentów humorystycznych, takich też kilka dobrych przemyśleń, tak jak na przykład z tymi płytkami podłogowymi, czy cukiernią. Komu polecam? Komuś, kto już nie ma co czytać, ma zaufanie do nieznanych autorów, oraz dla tych nieco zagubionych. Nie ma barier co do płci czy wieku.

4 komentarze:

  1. Szkoda, że posiada kilka znaczących mankamentów. Jednak jej fabuła mnie zaintrygowała, jeśli więc będę miała okazję, to ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli wpadnie mi w ręce to przyjrzę jej się bliżej...

    OdpowiedzUsuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥