wtorek, 11 sierpnia 2015

Każdy z nas się zmienia, jak brzydkie kaczątko w łabędzia..

Cześć! Jak wspominałam w przedostatnim poście, a jeśli jesteście na bieżąco, to powinniście wiedzieć, że teraz będzie recenzja upragnionej przeze mnie książki, która miała premierę całkiem niedawno, bo w maju. Co zwróciło moją uwagę akurat na tą lekturę? A to, że czytałam kilka przyjemnych recenzji na jej temat, albo to, że uwielbiam czytać powieści tej autorki i czym wypożyczam kolejną, jest lepsza od poprzedniej (przeważnie).

Cecelia Ahern - urodziła się w 1981r., irlandzka pisarka i producentka telewizyjna, autorka licznych bestsellerów wydawanych w kilkunastu językach na całym świecie. Ma dwoje dzieci i mieszka w Dublinie. W maju, wraz z premierą najnowszej powieści, odwiedziła i Polskę. Kilka powieści udało mi się już przeczytać, znajdziecie je TUTAJ .

Cecelia Ahern - Kiedy Cię poznałam 



Jasmine, kochająca swoją pracę. Zawsze coś zaczyna,ale nigdy nie kończy. To samo jest z jej pracą. Zaczyna rozkręcać firmę, projekt, a potem sprzedaje. Również kocha nad życie swoją siostrę, Heather, która ma zespół Downa. Czuje się jak jej matka, bardzo jest do niej przywiązana i nie może pogodzić się z tym, że jej starsza siostra jest na tyle dorosła, że potrafi poradzić sobie sama. Od momentu urlopu ogrodniczego, nie wie, co ze sobą podziać. Zaczyna obserwować swojego sąsiada Matta Marshalla - którego szczerze nienawidzi, szczególnie za jedną audycję. Sam jednak zostaje zawieszony przez ostatnią audycję, która nie wypadła najlepiej i.. Zaczyna pić, awanturować się. W końcu odchodzi od niego żona z dziećmi. Zostawia mu list... 
Jak potoczą się losy bohaterów? Czy pojawi się osoba/osoby z tak zwaną odsieczą? Czy poradzą sobie ze swoimi problemami, słabościami, a w końcu uczuciami? 

"To przez zamiłowanie dziadka do ogrodnictwa dostałam imię Jasmine. Bo właśnie jaśmin przyniósł mamie, kiedy odwiedził ją w szpitalu w dniu moich narodzin: pęk kwiatów zerwanych z drewnianej kraty, którą sam zrobił, pomalował na czerwono i zamocował na cienistej, tylnej ścianie domu."

Zacznę od tego, że długo, bardzo długo nie mogłam się doczekać, aż przeczytam ta powieść. Powody, wspomniałam powyżej. I gdy byłam po prostu na zakupach w Biedronce z chłopakiem i jego kuzynką, zobaczyłam ją, ostatnią, tak jakby czekała na mnie, krzycząc "Weź mnie, weź mnie! Mnie weź!" No i.. wzięłam. 24,99 zapłaciłam za to.. cudeńko. Nie muszę pisać, bo chyba widać, że lubię tą autorkę, że cenie jej powieści, bo to też możecie wyczytać z moich recenzji, praktycznie większości. Wracając busem z pracy, lub do niej jadąc, czytałam "Kiedy Cię poznałam" i tak dziś nastąpił koniec.
Przechodząc do wydawnictwa, ja zwykle spisało się na medal i brak literówek, chociaż może jedna, tak jedna się zdarzyła gdzieś tam. A okładka.. jest przepiękna. Delikatny róż, ich dwoje takich radosnych.. po prostu śliczna i chyba mogłaby konkurować z okładką książki również Pani Ahern "Kraina zwana Tutaj". 

 "Reprezentujesz wszystko, czego nie lubię w ludziach. Wkurzają mnie twoje poglądy, opinie, dyskusje, które w żaden sposób nie łagodzą problemów - choć rzekomo starasz się im zaradzić - wręcz przeciwnie, tylko rozkręcają szał prymitywnego tłumu."
 
Co do bohaterów.. Cóż, najbardziej polubiłam nikogo innego jak znienawidzonego przez główną bohaterkę jej sąsiada, Matta. Trzeba przyznać, że to, co wyrabiał.. po prostu bez komentarza, tak samo jak to, że zaczął pić - wiadomo, w niczym nie pomaga, tym bardziej w rozwiązywaniu problemów.  Jednak wydał mi się najprzyjaźniejszym bohaterem z tej powieści i nic tego nie zmieni. Gdybym miała możliwość zaprzyjaźnienia się z kimś takim.. z chęcią bym spróbowała. 
Co do Jasmine, głównej bohaterki... momentami mnie okropnie, ale to okropnie wkurzała. Swoim zachowaniem, nieco egoistycznym i samolubnym. No i ileż można siedzieć i nic nie robić?! No ja wiem, że jak za to płacą, to jest okej, ale ja bym zwariowała nic nie robiąc. Dobrze, że później bohaterka bierze się w garść. Choć takiej przyjaciółki raczej bym nie chciała. 

"[...]
- Jeśli ci to tak bardzo przeszkadza, może na kilka dni rozbij sobie obóz w ogrodzie za domem.
Patrzysz na mnie, jak na najgorszą sukę świata i odchodzisz." 

Powieść napisana jest porami roku, oraz one jeszcze dzielą się na rozdziały. Czasami miałam wrażenie, że zbyt długo czasu mija, a nic się nie dzieje, takiego szczególnego. Może brakowało trochę akcji, ale nie przeszkadzało to całości utworu, ponieważ pomimo to dobrze mi się ją czytało i dosyć szybko. Więc nie mam ku temu zastrzeżeń. Jednak Pani Ahern stylu nie zmienia, a wręcz przeciwnie, staję się coraz bardziej rozbudowany. Jest taki.. kwiecisty, różnobarwny i tak dokładnie oddaje rzeczywistość, że czujemy się obserwatorami postaci. Ja czułam się jak ich sąsiadka, która nie dawno się wprowadziła, mało siedząc w domu, przeważnie wieczorami spoglądając w okno i obserwowała zarówno Jasmine jak i Matta. Jeżeli czytaliście jakieś powieści tej autorki, na pewno wiecie o co mi chodzi. :) 
Może w tej powieści nie wzruszyłam się, ale zauważyłam, że podejmuje coraz to poważniejsze? Trudniejsze wątki? Bez których powieść nie miałaby sensu. Zmierza się z kolejnymi wartościami, które tak często występują w naszym świecie. Coś, na co nie mamy wpływu.. Wpisując w google "urlop ogrodniczy" wyskoczy Wam kilkanaście pozycji, większość recenzji oto tej książki. Sama nie wiem, czy istnieje naprawdę, ale czy to jest takie istotne.. Nie wiem. Ale wiem jedno, że skłania do refleksji i to bardzo. 

"Nielubienie cię dało mi coś, na czym mogę się skupić. 
Nielubienie cię stało się moją pracą na pełny etat."

Tutaj właśnie chciałabym się zatrzymać. Głównym wątkiem, z pozoru jest zespół Downa, z którym boryka się Heather. Siostra martwi  się o nią, spotykają się na tak zwanych... CELE - w którym omawiają to, co dzieje się w jej życiu. Jednak gdy już dorosła kobieta chce wyjechać z chłopakiem na wakacje, jej siostra wpada w szał, którego oczywiście nie okazuje. Wiadomo, że osoby z tym dotknięte jest w potocznym zagrożeniu, bo przecież trzeba je cały czas chronić, i tak dalej. A to często jest nieprawdą. Ludzie dotknięci zespołem Downa są NORMALNYMI ludźmi, którzy potrafią sobie poradzić i żyć NORMALNIE jak każdy z nas. Dobrze, że autorka uświadomiła główną bohaterkę jednocześnie i nas o tym fakcie. 

"Nic nie nagina się do naszej woli. Zaniedbałam ogródek i pozwoliłam, żeby przejęły go robaki.
Dokładnie to samo zrobiłam ze sobą."

Jednak w powieści chodzi o coś innego. O siebie. Samego siebie. O to, że każdy z nas się zmienia. Że każdy ma prawo się mylić i może starać się nadrobić stracony czas, może starać się uratować coś, co wisi na włosku i może starać się uratować KOGOŚ. Główna bohaterka zawsze zamiast o sobie ciągle myślała tak jak Heather. Nie miała swojego życia tak jakby bo siostra to czy tamto. Czasami bywa tak, że sami od siebie nie jesteśmy w stanie się zmienić. Ani na lepsze, ani na gorsze. Często zmieniają nas ludzie. Zasiewają w nas ziarnka, które kiełkują, wypuszczają młode pędy.. Uwierzcie mi, wiem sama po sobie, że człowiek człowieka może zmienić. Samemu sobie jest o wiele trudniej. Ale też i to co nas spotyka - niby życie - ale to jednak ludzie, bo to przez nich coś się dzieje, samo życie nic tak naprawdę nie robi. 


"'Tego roku, kiedy cię poznałam, poznałam siebie. Ty powinieneś zrobić to samo, bo uważam, że znajdziesz dobrego człowieka.'"

Reasumując stwierdzam, że warto było kupić tę książkę i warto było podarować jej czas na przeczytanie. Przedstawia powyższe to, oczywiście w skrócie, z czym właśnie przed chwilą Wam napisałam. Czyta się lekko, styl jest luźny, nie ma niezrozumiałego słownictwa, nie ma niczego, czego moglibyśmy po prostu nie zrozumieć. Sporo dialogów, ale i opisów, które po raz kolejny nie przeszkadzają i nie czynią powieści nudną. Powieść nie o miłości - bynajmniej tutaj nie gra głównej roli taka miłość, tylko miłość siostrzana, przyjaźń, która jest o krok od nienawiści. A może na odwrót..?  Uważam, że warto po nią sięgnąć NAWET i wtedy, gdy natraficie na recenzję, że komuś się po prostu nie spodobała. 
POLECAM, POLECAM, POLECAM! :)

6 komentarzy:

  1. Czytałam tę książkę z zapartym tchem. Polecam wszystkim tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
  2. Do tej pory żadna książki C. Ahern mnie nie zawiodła, a przeczytałam ich już 7 i zgadzam się, że warto sięgnąć po "Kiedy cię poznałam".

    OdpowiedzUsuń
  3. Od dawna mam w planie przeczytać tę książkę. Właściwie to po "Love, Rosie" nabrałam ochoty na więcej historii stworzonych przez tę autorkę. ;)
    Pozdrawiam
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com - nowy adres bloga still-changeable. :)

    OdpowiedzUsuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥