niedziela, 25 stycznia 2015

Sen, który zmieni życie Zuzanny..

Dlaczego po nią sięgnęłam? Szczerze mówiąc nie wiem. Chciałam chyba spróbować czegoś nowego. Mogę powiedzieć, że jestem zadowolona.

Który z trzech mężczyzn okaże się tym jedynym, ale i przyjacielem? A który z nich będzie wrogiem? A może wszyscy..?

"- Nigdy nie pozwolę ci odejść, ty suko! - wrzasnął. - Myślisz, że będziesz bezkarnie mnie poniżać?!"

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak - Jest absolwentką marketingu oraz dziennikarstwa i być może odniosłaby spektakularny sukces w obu tych dziedzinach, gdyby nie nagłe przyjście na świat pewnego młodego i niezwykle absorbującego człowieka. Jak się niektórym wydaje, opieka nad dzieckiem to świetne wakacje, więc ów "urlop" postanowiła wykorzystać na spełnienie marzenia z dzieciństwa - pisanie, pisanie, pisanie...




Ta historia należy do Zuzanny. Jest dziennikarką, lubi samotność, ale też nie lubi być sama. Dlatego też od dwóch lat tkwi z Marcinem w związku bez miłości polegającym tylko na zaspokajaniu pożądania - ale to już też można rzec z przyzwyczajenia. Jednak niespodziewanie dostaje meil, spadek, pewnego rodzaju ostrzeżenia.. Dotyczy to spadku z tak zwanego dziada na pradziada. A że ona jedyna została  z tej rodziny, dostaje posiadłość na Mazurach, która skrywa wiele tajemnic i jest powiązana z jej snem - horrorem, który przyśnił jej się niedawno. On jest początkiem, który ostatecznie doprowadzi do katastrofy. Kim w jej życiu będą Olo i Filip? Jak ona będzie ich spostrzegać? Co wywróży z kart jej przyjaciółka z redakcji? O tym dowiecie się czytając Przebudzenie - Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak.

"Otworzywszy oczy, jakby przez mgłę zobaczyła nad sobą pochyloną głowę Marcina, a w uszach nadal, jak odległe echo, pobrzmiewał czyjś krzyk. Matko! Co to było?"

Książkę czyta się dość dobrze, aczkolwiek nie wywołała u mnie emocji. Po prostu ją przeczytałam. Nie zapłakałam, nie wzruszyłam i nawet nie drgnęłam przy tej katastrofie bohaterki. Jedynie spodobał mi się Filip jako postać męska, a damska o dziwo nie główna bohaterka, a jej przyjaciółka Blanka. Spontaniczna, trzymająca się jednego mężczyzny, matka dwójki dzieci, poniekąd nazywana firmową czarownicą, czy też wiedźmą, bo wróżyła z kart. Pojawiły się opisy krajobrazu, ale moim zdaniem za mało emocji. Za mało przeżyć wewnętrznych bohaterów, a za bardzo skupianie się na celu książki. Chociaż inni mogą mieć inne zdanie. Wydaje mi się również, że jest poniekąd melancholijna. Nie wiem, dlaczego. Może po prostu za mało akcji. Tak, pewnie dlatego. Wspomnę również że cała akcja rozgrywa się nieco więcej niż tydzień, 10 dni. Może to też dlatego nie wpadła mi do gustu. Okładka też niezbyt nie zaciekawia, no, ale na to zwracałam najmniej swojej uwagi. Wzięłam ją też dlatego, że nie słyszałam tego nazwiska i nigdy nie wpadła mi żadna powieść do rąk. Niestety jest tu fragment typowo.. przesłodzony? Przyjeżdża książę na koniu i ratuje księżniczkę. Oczywiście nie dosłownie, nie mają tytułów książęcych, nikt nie przyjeżdża na koniu. Jakby autorka podsyciła ten wątek jeszcze bardziej grozą, wywołało by lepszy efekt. Ten ujdzie. 

"- Zuza, może jednak odłożysz ten wyjazd. Zobacz, jaka kiepska pogoda się zrobiła. Naprawdę się o Ciebie boję."

Ostatecznie tak czy tak polecam, bo każdy ma inny gust. Jednak do najlepszych moich książek to zdecydowanie nie należy. Ostatnią decyzję pozostawiam Wam. :)

3 komentarze:

  1. Nie przekonuje mnie ta fabuła...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też nie jestem tą książką zachwycona. No, ale komuś może spasuje. Kto wie.

    OdpowiedzUsuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥