Dzień dobry!
Często macie tak, że po dłuższym czasie od premiery sięgacie po dany tytuł? Ja bardzo chciałam przeczytać tę książkę, ale zawsze jakimś cudem pojawiały się inne książki i spychały ją na bok. W końcu udało mi się ją dorwać na wielkiej wymianie książek, ostatniej edycji zorganizowanej na Instagramie. W końcu w czerwcu znalazłam czas i ją przeczytałam.
Ula Buchacz – miłość do pisania zaczęła się u niej już w momencie, w którym nauczyła się poprawnie trzymać długopis. Zaczynała od krótkich opowiadań dla dzieci, scenariuszy do szkolnych produkcji, poezji, a potem przeniosła się ze swoją twórczością ba Wattpad, gdzie została doceniona przez rzeszę czytelników. Summer love jest jej debiutancką powieścią.
Ula Buchacz – Summer love
Osiemnastoletnia Summer Pratt zostaje zmuszona spędzić wakacje w małej miejscowości w stanie Missouri.
Chociaż rodzina, którą widzi pierwszy raz w życiu, wita ją z otwartymi ramionami, dwa kolejne miesiące zapowiadają się koszmarnie. Obawy potwierdza pojawienie się nieznośnego tajemniczego chłopaka ciągle kręcącego się w towarzystwie jej kuzynów i wyjątkowo działającego jej na nerwy.
Poczynając od pierwszego spotkania, Colton O’Donell odwzajemnia tę niechęć i większość wspólnego czasu spędzają na kłótniach. Doprowadzają się do szału, ale jednocześnie z jakiegoś powodu nie potrafią trzymać się z daleka od siebie. Niewątpliwie trudno jest zaprzeczyć sile ciągnącej ich do siebie mimo wszystkich logicznych powodów.
W ciągu zaledwie pierwszego tygodnia w Hazelwood Summer zmierzy się z wieloma wyzwaniami, a to dopiero początek.
W dodatku większość z nich stawia jej Colton.
Okładka książki przedstawia kobietę i mężczyznę w objęciach, ale nie widać ich zbyt wyraźnie, bo są zaciemnieni. W tle widzimy diabelskie koło, jedną z atrakcji wesołego miasteczka. Książka ma skrzydełka, dzięki czemu ma ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi. Na jednym z nich przeczytacie kilka zdań o autorce, a na drugim zobaczycie patronów medialnych. Strony są kremowe, czcionka wystarczająca dla oka, odstępy między wersami i marginesy zostały zachowane. Pojawiło sie kilka błędów składu, ale myślę, że zwykły czytelnik nie zwróci na to uwagi i nie będzie mu przeszkadzało. Moje korektorskie oczy (niestety lub stety) takie rzeczy wyłapują od razu.
Jest to moje pierwsze spotkanie z autorką i nie wiem nawet, jeszcze nie sprawdzałam, czy Ula Buchacz wydała jakąś inną powieść. Na samym początku czytało mi się topornie, nie mogłam wejść do świata bohaterów i cały czas się zastanawiałam, gdzie jest ten fenomen, o którym tak inni się rozpisywali. Miałam w planie ją odłożyć, bo czułam, że nie będzie nami chemii. Do czasu. Gdy dotarłam do jednego momentu, który już wcześniej przewidziałam, bo zauważałam pewne zachowania. Zalatuje tu „Jesienną miłością” Nicholasa Sparksa. Ale okej, rozumiem, ciężko napisać coś, co jeszcze się nie pojawiło na rynku czytelniczym, a każdego miesiąca tych lektur przybywa. I właśnie przez ten jeden moment, zaczęłam się zastanawiać, czy ta książka faktycznie jest dobra? Czy dla jednego momentu warto się męczyć i nudzić? W tym przypadku tak. Żałuję ogromnie, że powieść nie porwała mnie od pierwszej strony, a złapała na tym chwytliwym fragmencie, który jest tak ogromnie trudny i może wywołać łzy. Ogólnie pióro nie jest złe, ale ja musiałam się wgryźć w powieść, żeby dopiero ją zaakceptować.
Strasznie irytowało mnie przetłumaczenie nazwy na Orzechowe Drewno miejscowości. Tak mnie to gryzło w oczy, że nie zdajecie sobie sprawy... Niektóre nazwy powinny zostać w oryginale. Zachowanie bohaterów też było mocno specyficzne, ale to jestem w stanie zrozumieć, bo każdy z nas jest inny. To akurat młodzi ludzie, którzy popełniają błędy. Którzy korzystają z życia i dobrze się bawią, nie mają kija w czterech literach. Jest to typowa romantyczna historia, wakacyjna miłość, która mogłaby przydarzyć się każdemu. Niektóre sceny wycieczek, randek były takie... Miłe, że naprawdę wtedy dobrze się czytało i nic nie było w stanie przeszkodzić z czerpania przyjemności. Sam koniec niestety nie wzbudził pozytywnych emocji, a spory smutek. Coś, co było do przewidzenia, ale jakoś nie chciało się tego dopuszczać do głowy.
Bohaterowie byli dobrze wykreowani jak na swój wiek. Jedni byli wycofani, by inni mogli być duszą towarzystwa i zdecydowanie zbyt pewni siebie. Niektórzy przypadną wam do gustu, pozostali niekoniecznie. W sumie do nikogo jakoś specjalnie się nie przywiązałam, aczkolwiek Colton od samego początku wydawał mi się interesującą postacią. Skrywał coś głęboko pod swoim pancerzem, a jak to ja, byłam ogromnie ciekawa dlaczego i co skrywa.
Reasumując uważam, że jest to dobra powieść młodzieżowa z wątkiem miłosnym. Pokazuje życie młodych ludzi, którzy czerpią z życia garściami. Widzimy relacje rodzinne, problemy mniejsze i większe, pierwsze zauroczenia i miłość. Musimy pogodzić się ze stratą, samotnością, cierpieniem. Ja jestem dosyć zahartowanym czytelnikiem i naprawdę ciężko mnie złamać. To jednak Colton... No cóż. On mnie miał w garści, jako jedyny. Myślałam, że jeśli kilka dni od przeczytania pomyślę o niej, będzie mi lepiej się określić, jak bardzo mi się ta powieść podoba. Ale to na nic, bo nadal nie wiem. Była dobra, ale bez fajerwerków. Chwyciła mnie końcówka, ale to za mało, by móc się zachwycać pozycją. Mimo wszystko zapraszam do przeczytania i wyrobienia sobie swojej opinii na jej temat.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥
Opisy książek w większości nowych postów pochodzą z lubimyczytać bądź niektóre wymyślam sama. ;)