Cześć!
Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że NIE JEST TO KSIĄŻKA ŚWIĄTECZNA! Zaczyna się podczas świąt Bożego Narodzenia, ale nie jest o nich. Stąd premiera we wrześniu, a nie w listopadzie czy grudniu. Dlaczego sięgnęłam? Bo jedna z patronek tak zachęcała, że zgłosiłam się do recenzji. Tak, Syreno, to przez Ciebie. :)
Anne Marie - Pedagog, filolog klasyczny, informatyk, kobieta o wielu twarzach i sprzecznych ze sobą zainteresowaniach, ale przede wszystkim matka dwóch synów i żona. Od początku 2021 roku bookstagrammerka znana jako @atena_czyta. Pisze, odkąd się nauczyła. Swoją przygodę z literaturą zaczęła na konkursie recytatorskim, gdy miała siedem lat. Następnie sama zaczęła pisać wiersze, opowiadania, fan fiction, aż doszła do etapu powieści.
Anne Marie - Listy od Mikołajki
Agata Anielak ma wszystko, o czym marzą inni – prestiżową karierę, luksusowe życie i reputację kobiety, która nigdy nie pozwala sobie na słabość. Kamil Farat stracił wszystko w jedną wigilijną noc. Gdy ich drogi niespodziewanie się przecinają, oboje czują coś, czego nie potrafią racjonalnie wyjaśnić – jakby znali się od zawsze. Dzieli ich niemal wszystko: pozycja społeczna, przeszłość i więzienne mury. Kiedy Kamil wraca za kraty, jedynym mostem między ich światami stają się listy. Ukryte między aktami sprawy słowa niosą nadzieję tam, gdzie jej już nie było, i budzą uczucie, którego żadne z nich nie planowało. W miarę jak Agata ryzykuje swoją karierę i dotychczasowe życie, a Kamil walczy o odzyskanie wolności i własnej tożsamości, oboje odkrywają, że niektórych więzi nie da się zerwać. Nawet wyrokiem. Listy od Mikołajki to poruszająca opowieść o stracie, odkupieniu i miłości, która pojawia się wtedy, gdy wszystko wydaje się już stracone. Bo czasem jedna osoba potrafi odnaleźć drugą, nawet jeśli dzielą je całe światy.
Okładka książki sprawiła, że moja sroka okładkowa po raz kolejny w ostatnim czasie obudziła się i krzyczała - przeczytaj tę książkę. No i co ja, biedna, miałam zrobić innego? Przeczytałam... ;) Matowa w dotyku z wytłuszczeniami. Na samym środku widzimy parę i jakoś oni oraz ta kolorystyka... zadziałała na mnie. Jest to jedna z piękniejszych okładek w moich zbiorach. A jest ich trochę, bo... moja biblioteczka liczy sobie między 950 a 1100 egzemplarzy... Książka ma skrzydełka, które stanowią dodatkową ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi. Na jednym z nich przeczytacie kilka zdań o autorce, a na drugim fragment powieści. Przy każdym rozdziale pojawia się wstawka u góry z bardzo wycieniowaną sylwetką pary z okładki. Bardzo dobrze to wygląda, naprawdę. Podzielona na rozdziały, które nie są ani krótkie, ani długie. Stronice są kremowe, czcionka wystarczająca dla oka, literówek i błędów składu bardzo mało, więc w niczym nie przeszkadzają.
Jest to moje pierwsze spotkanie z piórem autorki i uważam, że przebiegło naprawdę dobrze. Już od pierwszych stron wciągnęłam się w fabułę i wiedziałam, że nie będzie to lekka obyczajówka z romansem w tle. To będzie coś o wiele... mocniejszego. I się nie pomyliłam. Pisarka już na samym wstępie zwala nas z nóg i sprawia, że ślina ledwo przechodzi nam przez gardło. Mnie było tak autentycznie przykro... Później poznajmy drugiego głównego bohatera i tak się zastanawiałam, kto tak naprawdę ma gorzej...? Niemniej czytało się szybko i lekko, a dzięki temu przez książkę niemalże się płynęło. Myślę, że lekkie i przystępne pióro Anne Marie wiele ułatwia. Wszak nie jest to debiutująca autorka, bo ma na swoim koncie ponad dziesięć powieści, a to naprawdę świetny wynik. Jestem w szoku, że dopiero teraz ją gdzieś w Instagramowym świecie zauważyłam. Reasumując, uważam, że książka jest jak najbardziej warta uwagi. I NIE JEST TO POWIEŚĆ ŚWIĄTECZNA! Mimo że okładka może na to wskazywać, tytuł zresztą też, to nie jest to książka świąteczna. Okej, czas akcji zaczyna się w ostatnim miesiącu roku, ale nie o to tutaj chodzi...
To, co mi się tutaj podoba, to fakt, że nie wszystko podane jest na tacy. Czasami trzeba ruszyć swoją głową i zobaczyć to, co napisane jest między wersami. Nie wszystko jest tak oczywiste, jakby się zdawało. Dlatego zdecydowanie polecam Wam ją czytać powoli i na bieżąco odczytywać sens słów. Listy od Mikołajki to nie tylko prezent od kogoś, kto może być związany ze świętami. To osoba, która daje NADZIEJĘ i WIARĘ. Ale o co chodzi, pomyślicie? Nie chcę spoilerować za bardzo, więc musicie sami pochylić czoło nad tą powieścią. Ta książka jest również o stracie, żałobie, cierpieniu, ale i dążeniu do poczucia sprawiedliwości. O wspinaniu się po szczeblach kariery, ale z pustką w duszy, bez jakiegokolwiek uczucia i dumy, tej prawdziwej oczywiście.
Główną bohaterką jest Agata Anielak - co mogłoby Was zwieść, że jednak może te święta, skoro takie nazwisko...? Uwierzcie mi, że ta kobieta do świętych nie należy, a im bliżej ją będziecie poznawać, tym prędzej zauważycie, że mówię prawdę. Szczerze to ją podziwiałam za upór, siłę, odwagę i wiarę, bo mnie jej na pewno by zabrakło, jeszcze w takich sytuacjach, przed jakimi jest ona postawiona.
Z kolei Kamil to facet, którego polubiłam od pierwszych zdań. Jakaś niewidzialna siła ciągnęła mnie do niego i chciałam mu pomóc za wszelką cenę. Ale tak wiecie, po przyjacielsku. Żal mi go było, bo to, co spotyka jego... To, co siedzi mu w głowie... Aż mnie dobijało.
Uważam, że bohaterowie tej książki zostali idealnie wykreowani i niczego im nie brakuje, a co najważniejsze, nie są na jedno kopyto. Każdy tutaj ma inny charakter i z pewnością nie będziecie się przy nich nudzić.
Ogólnie powieść ma dobre tempo, raz przyspiesza, raz zwalnia, ale ogólnie jest z tych powolniejszych. Czytając ją, czułam smutek, melancholię i ogromne niezrozumienie dla świata, w którym nasi bohaterowie się znaleźli. Może nie porwała mnie emocjonalnie ta opowieść, ale niesie wiele wartości, stąd uważam, że tę książkę należy przeczytać. Gdy doczytałam do ostatniej kropki poczułam się jak w potrzasku. Duże wrażenia zrobiły na mnie słowa samej autorki i aż wstrzymałam na moment oddech... Jednak wiecie co? Ja doskonale zdaję sobie sprawę, że ŻYCIE NIE JEST IDEALNE. Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele czytelników chce książki o pozytywnym oddźwięku. O samych pozytywnych, dobrych chwilach czy happy endach. Ale... nasze życie takie nie jest. Tak wiele zła nie raz i nie dwa się dzieje, a my omijamy to, przymykamy oczy... Dlatego cieszę się, że pisarka poruszyła TAKIE TEMATY. Myślę, że na spokojnie mogłybyśmy nadawać na tej samej fali, bo i moje książki zawierają rudne tematy, takie... brzydkie życie, które nie każdemu do gustu przypadnie. Ale powtarzam raz jeszcze: TAKIE JEST ŻYCIE.
Reasumując, chciałabym bardzo mocno polecić Wam tę książkę. Jest prawdziwa, nie ma tu wymyślonych zdarzeń. To wszystko mogło dziać się gdzieś obok nas, a my nie bylibyśmy tego nawet świadomi. Cenię pisarkę za podjęcie trudnych tematów, z którymi poradziła sobie dobrze. Lekkie pióro pozwala momentalnie wpaść do świata postaci i być nie tylko obserwatorem. Zdecydowanie polecam i myślę, że jeśli jeszcze kiedyś będę miała okazję zapoznać się z piórem autorki, nie będę się zastanawiać.
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥
Opisy książek w większości nowych postów pochodzą z lubimyczytać bądź niektóre wymyślam sama. ;)