sobota, 18 kwietnia 2026

WYWIAD z Moniką Tarwid!

Dzień dobry!

Przygotowałam dzisiaj dla Was kolejny wywiad! Tym razem na "tapecie" jest Monika Tarwid. Autorka niedawno wydanej książki "Puknij się w aureolę!", której premiera miała miejsce w marcu 2026. Pisarka to niezwykle sympatyczna kobieta, a gdy się patrzy na jej social media - na naszych twarzach pojawia się szczery i szeroki uśmiech. Chciałabym zachęcić Was do zapoznania się z nią, a później byłoby świetnie, gdybyście sięgnęli po jej powieść. :)


Monika Tarwid - pasjonatka górskich wędrówek i spływów kajakowych. Kocha życzliwość, uśmiech, naturę i kwiaty. Oraz książki oczywiście, one są z nią od szkoły podstawowej, kiedy odkryła szkolną bibliotekę i jedną miłą bibliotekarkę – co ma znaczenie, bo w jej domu rodzinnym nie czytało się książek. Wtedy przepadła i do dziś nie wyobraża sobie zakończenia dnia bez książki.

TMS - Tylko magia słowa | MT - Monika Tarwid

TMS: Gdybyś miała złotą rybkę, która spełni Twoje trzy życzenia, to o co byś ją poprosiła?
MT: Nie potrzebuję trzech życzeń – wystarczy jedno. Poprosiłabym o to, żeby każdy człowiek na ziemi miał w sobie spokój w sercu.
Wierzę, że kiedy mamy w sobie taki wewnętrzny spokój, wszystko zaczyna wyglądać inaczej. Pojawia się więcej miłości, więcej radości i większe zaufanie do życia – nawet wtedy, gdy dzieją się rzeczy trudne.
Bo kiedy zaczynamy wierzyć, że wszystko jest „po coś”, nawet to, co boli, przestaje być tylko cierpieniem, a staje się częścią drogi. I myślę, że gdyby więcej osób patrzyło w ten sposób na rzeczywistość, wszystkim żyłoby się po prostu lepiej.

TMS: Czy piszesz aktualnie jakąś powieść? Na jakim etapie jesteś? A może dopiero planujesz? Jeśli tak, to co to będzie? Masz już może tytuł? Gatunek? Opowiesz coś o niej?
MT: Odkąd zaczęłam pisać, czyli ponad trzy lata temu, właściwie nie przestałam.
Mam już ukończoną powieść obyczajową – historię o trudnej relacji z osobą uzależnioną od alkoholu, częściowo inspirowaną własnymi doświadczeniami.
Poza tym pracuję nad kilkoma projektami, które są na różnych etapach powstawania. Wśród nich jest m.in. powieść postapokaliptyczna, inna z elementami realizmu magicznego, komedia romantyczna, a także kontynuacja losów Majki z „Puknij się w aureolę”.
Lubię różnorodność – każdy z tych światów daje mi coś innego jako autorce. I wierzę, że da też coś wyjątkowego moim Czytelnikom, bo w każdej z książek chcę przemycić wartościowe treści.

TMS: Czy planujesz w głowie (na papierze lub w notatniku) pomysły na kolejne książki?
MT: To bardzo różny proces. Z jednej strony mam sporo notatek – zapisuję lub nagrywam na dyktafonie pomysły, sceny, czasem całe dialogi. Korzystam też z arkuszy w Excelu i próbuję porządkować strukturę historii.
Z drugiej strony piszę intuicyjnie – często zaczynam od konkretnych scen, a dopiero później układam je w całość.
To trochę połączenie planowania i podążania za tym, co przynosi wyobraźnia.

TMS: Co jest Twoją inspiracją do pisania?
MT: Inspiracją może być właściwie wszystko - człowiek, sytuacja, jedno zdanie.
Czasem przychodzi to w zupełnie nieoczekiwanym momencie. Na przykład w lipcu 2025 roku, kiedy robiłam dżem, nagle pojawiło się w mojej głowie zdanie: „Nie zdawała sobie sprawy, że dżem truskawkowy uratuje im życie”.
Brzmi nietypowo, ale właśnie od tych słów zaczyna się jedna z moich historii – postapokaliptyczna opowieść o losach pewnej rodziny.
Lubię takie momenty. Nigdy nie wiadomo, kiedy pojawi się początek nowej opowieści. A kiedy się już pojawi, ten wewnętrzny imperatyw, krzyczy albo cicho szepcze jedno – pisz! To będzie piękne! Dobre. I potrzebne. Wtedy czuję, że moje pisanie ma sens.

TMS: Kiedy narodziła się Twoja miłość do książek?
MT: W moim domu rodzinnym nie czytało się książek. Moi dziadkowie prowadzili duże gospodarstwo i bardzo ciężko pracowali. Babcia KUBECZKIEM podlewała kilkaset krzaczków pomidorów, nosząc wodę z jeziora. Dziś aż trudno to sobie wyobrazić. Nie było więc przestrzeni ani siły na czytanie. Moja mama wcześnie wyjechała do pracy za granicę, więc nie było też wieczornego czytania „do poduszki”.
Z magią słowa pisanego zetknęłam się dopiero w szkole podstawowej – dzięki cudownej bibliotekarce. I wtedy przepadłam. Czytałam dużo i wszędzie. Nocami, chowając się przed babcią (potem miałam problem z wstawaniem do szkoły), nad jeziorem, w lesie, na pachnącej łące…
Od tamtej pory książki stały się częścią mojego życia i jak kiedyś policzył mój syn – przeczytałam ich już kilka tysięcy.

TMS: O czym jest twoja pierwsza wydana książka? (nie chodzi mi o aureolę :))
MT: „Krzywa korona blondynki” to książka o górach, ale i o przemianie i radości jaką daje pasja, która napędza nas do działania. Opisane są tam przygody dwóch blondynek, moje i przyjaciółki Edytki. Czasem nieporadne, na pewno często zabawne. O wstawaniu z kolan, i o tym, że jeśli czegoś naprawdę bardzo pragniesz, to krok po kroku to zrealizujesz. I ta zasada nie dotyczy tylko wędrówek górskich.

TMS: Czy trudno było napisać swoją pierwszą książkę? Jakie emocje Ci towarzyszyły? Jakie przeszkody stały na Twojej drodze?
MT: Nie. Opisywałam nasze przygody, więc słowa płynęły. Choć, obawiałam się odbioru. Pytania: Czy to zostanie dobrze odebrane?, Czy fragmenty, które mają bawić, będą bawiły?, Czy ktoś uzna książkę za wartościową?, kołatały się w mojej głowie. Jednak pisałam, z radością, strachem, pokonując kolejne „schody”. A było ich sporo. Wymyśliłam sobie książkę, która była połączeniem pamiętnika z poradnikiem. Więc w książce są mapy, które mają ułatwić początkującym pierwsze wędrówki, zdjęcia pokazujące piękno gór, wskazówki jak się przygotować itp. Pracy było ogrom. Teraz wiem, że pisanie powieści, jest mniej pracochłonne ;)

TMS: Czy pisząc książkę, utożsamiasz się ze swoimi bohaterami?
MT: Często tak. Na szczęście nie ze wszystkimi. Dokazujące anioły w „Puknij się w aureolę” dały mi ogrom radości, natomiast mężczyźni, tak, ich musiałam stworzyć od podstaw. Do dwóch pokoleń wstecz.

TMS: Jakie emocje towarzyszyły Ci, kiedy trzymałaś swoją debiutancką powieść w dłoniach? Czy przy kolejnych wydanych papierowych dzieciach jest tak samo?
TM: Piałam z zachwytu! Jest nawet taki filmik na TikToku dokładnie to pokazujący. Nie wiem jak jest przy kolejnych, bo to dopiero przede mną. Wiem natomiast jak było przy drugiej, czyli powieści „Puknij się w aureolę”. Radość, tak. Uśmiech, owszem. Ale i ogromny spokój w sercu, że dokładnie tak miało być. Bo to, że drugą moją książką, która przywita się ze światem, będzie właśnie ta powieść, to było moim marzeniem i w zasadzie planem. Dlaczego? Bo jest inna. I mimo, że miałam napisaną powieść obyczajową, taką bez aniołów w tle, właśnie przygodami Majki chciałam rozpocząć swoją przygodę jako powieściopisarka.

TMS: Który ze znanych autorów jest Twoim ulubionym?
MT: Kocham czytać i to jest najważniejsze. Nie mam jednego ulubionego. Uwielbiam Cobena, Koontza, Musso, Paullinę Simons, z polskich autorów Alka Rogozińskiego, Witkiewicz, Wiolę Piasecką. Zaczytywałam się w książkach Joanny Chmielewskiej, ale i Musierowicz czy Rodziewiczównie. Moja biblioteka posiada kilkaset książek i cały czas rośnie.

TMS: Po jaki gatunek najczęściej sięgasz i czytasz?
MT: Lubię lekkie kryminały, obyczaj, komedie, choć chyba najbardziej książki, które mają w sobie realizm magiczny. Mnie samą ciągnie do takiego pisania. Koontz, Musso opanowali tę sztukę do perfekcji, akcja dzieje się w realnym świecie, ale nagle zdarza się coś na pograniczu magii albo fantastyki. I ja to kocham. To nieodgadnione, tajemnicze coś, co być może istnieje, ale o tym nie wiemy. To tak jak z aniołami, po prostu jedni w nich wierzą, inni nie. I każda z tych opcji jest w porządku. Wierzymy w to, z czym nam się lepiej żyje.

TMS: Gdyby miano zekranizować Twoją książkę „Puknij się w aureolę” – kogo z show biznesu widzisz jako swoich bohaterów?
MT: Och! Cassiell! Kiedy go opisywałam, widziałam jednego aktora, który mógłby go zagrać doskonale. Tomasza Karolaka. Uroczy, zawadiacki uśmiech. Lekka nieporadność. I szczerba między zębami! Gdyby ubrać go w białą tunikę, spodnie i klapki, które tak bawią Czytelników – już samo to, wystarczyłoby żeby wywołać uśmiech. Jarosław i Konstanty, mają swoje pierwowzory wśród aktorów, ale nie zdradzę czyim wyglądem się inspirowałam. Niech to zostanie moją tajemnicą. Maja, cóż, jest wytworem mojej wyobraźni, więc tutaj nie mam nikogo na myśli. Kiedy powieść zostanie zekranizowana, obsada tej roli, będzie dla mnie niespodzianką.

TMS: Czy kiedykolwiek myślałaś, że będziesz pisarką?
MT: Nigdy! W zasadzie tak rozpoczynam znaczną część spotkań autorskich. Nigdy nie marzyłam o pisaniu – to wywołuje zaskoczenie. Ale to prawda. Pisanie do mnie przyszło, dokładnie kiedy w 2023 roku wchodziłam na Pilsko. Usłyszałam w głębi siebie „Napisz książkę”. Tak powstała „Krzywa korona blondynki”, a potem przyszło następne „Napisz powieść”. Więc słucham swojego głosu i piszę. Pomysły przychodzą jak szalone, a ja się zastanawiam, czy zdążę wszystko napisać. Ufam, że tak.

TMS: Jak zareagowałabyś na to, gdybyś przyjechała do obcego miasta, a ktoś rozpoznałby cię i poprosił o autograf? (Tak po prostu, bez żadnej okazji?)
MT: Z uśmiechem, bo to byłoby miłe. I oznaczałoby jedno, że dotarłam daleko i moje książki żyją już własnym życiem. Ktoś je właśnie czyta i zachwyca się tym – co z pomocą, która pochodzi spoza tego świata – stworzyłam.

TMS: Jak radzisz sobie z negatywnymi opiniami, recenzjami lub konstruktywną krytyką?
MT: Nie pamiętam, kto to powiedział, chyba Mróz – niezależnie od tego ile książek napiszesz, krytyka zawsze boli. I coś w tym jest. Choć na tym etapie, spotykam się głównie z entuzjastycznymi opiniami i to dodaje skrzydeł. Ale kiedy na Legimi, przeczytałam w opinii „Może być”, lekko mnie zakłuło. Jednak idę dalej. Nie sposób żeby wszyscy polubili mój styl, pokochali bohaterów. Nie sposób. Bo są w innym miejscu życia, mają inną perspektywę i treści, które są zawarte w mojej książce do nich nie trafiają. To też jest ok. Ale… Ale! Maleńkie ziarenko zostało zasiane, a niektóre frazy czy słowa, wrócą do nich w najmniej spodziewanym momencie i ich wzmocnią. Ja to wiem. Kropla drąży skałę.

TMS: Co jest twoim zdaniem najtrudniejsze w wydaniu książki? Proces pisania, szukania wydawcy, dalszej pracy nad powieścią, a może promocja?
MT: Wszyscy, którzy marzą o wydaniu własnej książki, powinni zdawać sobie sprawę, że samo jej napisanie to jest maleńki sukces. Tak, doprowadzenie projektu do końca, to już powód do dumy. Jednak to początek drogi. Szukanie wydawcy, wystawienie się na opinię publiczną, to zaledwie ułamek tego z czym należy się liczyć. Promocja, wyjście do ludzi, rozmowy, spotkania, jeśli ktoś nie jest na to gotowy, może być mu trudno. Ale przecież nic nie jest z góry przegrane, więc jeśli ktoś czuje potrzebę pisania, musi pisać, a życie dalej ułoży się dokładnie tak jak ma się ułożyć. Jeśli ma ją wydać, to ją wyda. Jeśli ma zdobyć serca Czytelników, to tak będzie. Nie inaczej. Wierzę, że wiele rzeczy jest zapisanych, ale jednocześnie wiem, że trzeba im pomóc – pracą, obecnością i wyjściem do ludzi. I jeszcze jedno. Myślę, że nasza dusza schodząc na ziemię, ma dokładny plan na życie i na to czego ma tutaj doświadczyć i czego się nauczyć. Warto wsłuchać się w swój wewnętrzny głos, ten najcichszy, to nasza dusza, która doskonale wie, co jest dla nas najlepsze.

TMS: Co doradzisz osobie, która pracuje nad swoją pierwszą powieścią i drży nad słowem „koniec”?
MT: To nie koniec! Koniec jest tylko jeden, ale i on tak naprawdę nie jest końcem, tylko zakończeniem pewnego etapu. Mam na myśli śmierć, oczywiście. Doprecyzuję, żeby każdy zrozumiał. Więc słowo „koniec” na ostatniej stronie powieści, to dopiero początek pięknej przygody. Czasem może trudnej, ale zawsze wartościowej. Odwagi!

Serdecznie dziękuję autorce za możliwość przeprowadzenia z nią wywiadu. Był niezwykle inspirujący. I nie wiem, jak Wy, ale ja, czytając odpowiedzi Moniki Tarwid, czułam w sobie spokój i cały czas przed oczami miałam uśmiechniętą twarz pisarki. Bije z niej szczęście. Mam nadzieję, że "zarazicie" się nim. :)

Znacie pisarkę? A może jej książki jeszcze przed Wami? Ja z chęcią pogrzebię w Internecie za pierwszą wydaną książką, ponieważ wycieczki górskie to coś, co uwielbiam. Odkąd urodziłam małą pszczółkę, nie chodzę, ale bardzo tęsknię. Może właśnie pierwsza wydana książka autorki będzie plastrem na moją duszę? :)




RECENZJA: Puknij się w aureolę! [KLIK]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥

Opisy książek w większości nowych postów pochodzą z lubimyczytać bądź niektóre wymyślam sama. ;)