wtorek, 14 listopada 2017

PRZEDPREMIEROWO: Mia Asher - Arsen

Witajcie!
Chciałabym dzisiejszą recenzją nie zamotać Wam w głowach, a zachęcić do lektury, mimo jednej sprawy, która mocno drażniła mnie w powieści. Z tego, co się zorientowałam, nie tylko ja się krzywiłam, ale kilka innych osób też. Mimo wszystko chciałabym Was przekonać, że warto sięgnąć po Arsen. Słowem wstępu... 
Bywa czasem tak, że jedno spojrzenie oczu potrafi zadziałać na nas magnetyzująco. Potrafi nas oczarować, zaczarować, a po jakimś tam czasie... rozczarować. Tak samo było z naszą główną bohaterką. A czy Wy doświadczyliście magnetyzującego spojrzenia? Jednocześnie będąc z kimś innym? Wierzycie w miłość od pierwszego wejrzenia? Nie musicie opowiadać tych historii. Zdaje sobie sprawę z tego, że mogą być one mocno intymne, ale wystarczy, że potwierdzicie lub nie. Przejdźmy już może do samej książki. 

Mia Asher - pisarka, beznadziejna romantyczka, cyniczna marzycielka i osoba wierząca. Odrobinę szalona - ale kto z nas jest w stu procentach normalny? Wierzy w szczęśliwe zakończenia, choć wie, że w rzeczywistości nie wszyscy mają na tyle szczęścia, by ich doczekać. PREMIERA: 15.11.2017

Mia Asher - Arsen 
Jestem oszustką.
Jestem kłamczuchą. 
Moje życie to jeden wielki bałagan. 
Kocham mężczyznę. 
Nie, kocham dwóch mężczyzn... 
Tak sądzę. 
Jeden z nich odwzajemnia to uczucie. Drugi sprawia, że płonę. 
Jeden jest moją opoką. Drugi - kryptonitem. 
Jestem załamana, zagubiona i zniesmaczona sama sobą. 
A wystarczyło jedno spojrzenie... 

Okładka tej książki jest... Jasna, co powinno budzić w nas ciepłe odczucia, co do powieści. Widzimy kobietę, najprawdopodobniej Cathy, naszą główną bohaterkę. Oczy ma zamknięte - możliwe, że śpi. Gdy zobaczyłam tą okładkę w mailu, nie mogłam się oprzeć. Przeczytałam opis i... Wydawało mi się, że będzie to kawał dobrej lektury. Jak jednak się okazało? Zaraz się dowiecie. 
Powracając do okładki, ma ładny grzbiet, bardzo minimalistyczny i na pewno dopasuje się do moich skarbów na półce. Posiada skrzydełka dzięki czemu jest ona pod specjalną ochronę przed uszkodzeniami. Na jednym z nich znajdziemy opinię Corinne Michaels na temat Arsena, a na drugim kilka słów o autorce recenzowanej książki. 
Co do wydania należy zaznaczyć, że nie spotkałam się z jakimkolwiek błędem w druku czy też literówką. Jest kilka czcionek, dzięki czemu jest nam lepiej rozróżnić kto przejmuje głos narratora oraz jest to delikatny relaks dla oczu. :) Uważam, że skład Szóstego zmysłu spisał się świetnie wydając tę powieść. :) 

Przechodząc stopniowo do pióra, jakim posługuje się pisarka... Niewątpliwie jest ona dużym plusem dla całości. Czyta się dość szybko,gdyby nie "ale", o którym w następnym moim akapicie. Asher posługuje się lekkim stylem, przyjemnym, który zdecydowanie się pochłania, a nie męczy. Od razu uprzedzam, że pojawia się tutaj wiele wulgaryzmów, scen dla osób powyżej osiemnastego roku życia. Jeżeli nie lubicie erotyków, czy nawet powieści będącymi częściowo erotykami, to nie ma szans, byście się w tej powieści odnaleźli. Ale do rzeczy. Nie sądziłam, że z taką łatwością przyzwyczaję się do pióro autorki. Może nie jest przesiąknięte jakimiś wartościami, które każdy z nas powinien czerpać garściami, ale pokazuje nam za pomocą tego schematu jak można w łatwy sposób zniszczyć sobie życie. Ostrzega nas, że nie zawsze jest kolorowo i często mając klapki na oczach nie widzimy tego, co istotne... 
Dlatego uważam, że styl, jakim posługuje się Mia Asher jest na tyle dobry, że warto poświęcić kilka dłuższych chwil tej lekturze, pomimo jednego, rażącego aspektu, jakim jest...

"Uśmiecham się, bo fortuna się od nas nie odwróciła. Tak, gdybanie śmiertelnie mnie przeraża, ale gdy rozglądam się po restauracji pełnej ludzi, dłonie wędrują w stronę brzucha. Moje ciało nie jest już puste. Rośnie w nim coś magicznego. Życie."

Cathy. Tak, główna bohaterka powodowała, że odkładałam na bok tę lekturę częściej niż to chyba było możliwe. Uwierzcie mi, że tak bardzo wkurzającej bohaterki, to ja nie spotkałam. Po prostu... Nie mogłam jej ścierpieć. Czytając tę powieść to właśnie Catherine drażniła mnie i przeszkadzała w czerpaniu wszystkiego, co najlepsze w tej pozycji. Wiem, że to co o niej myślę popiera kilka innych osób. Tak bardzo egoistycznej, samolubnej dziewuchy nie spotkałam. Ponoć była dojrzała... (Ehe, ciekawe z której strony.)
Gdybym miała ja się tak zachowywać, to chyba bym się ze wstydu spaliła, naprawdę. Tak nie przystoi... Owszem, rozumiem jej zachowanie (częściowo), ale dajcie spokój. Nie potrafiłabym grać na dwa życia. Jestem w szoku, że ona tak potrafiła. Że tak długo odrzucała swoje sumienie. Jedyne, co w jej postawie mi się podobało to to, że przyznała się do swych błędów. Szkoda, ze nie od razu, ale lepsze to niż nic. I tak podsumowując jej los- zasłużyła na niego i dobrze jej tak. 
Jedna z osób, które obserwuje mojego fan page'a napisała, że jest #teamBen. Nie znałam go jeszcze na tyle, by móc należeć do jego grupy, ale z każdą kolejną stronę rozumiałam jej postawę i już tutaj przyznaję, że dołączam do tego grona. Ben to osoba, która nie jest idealna, ponieważ mogła inaczej patrzeć na świat, mimo wszystko moje serce jak i skromna osoba przytuptała do jego teamu. Uważam, że jest to bohater, którego polubi każda z Was. A zależy od natury, kogo wybierzecie Bena czy może Arsena... 
...na którym nie chciałabym skupić swej uwagi. Z prostej przyczyny. Padł by ofiarą wielu przymiotników niekoniecznie pozytywnych z mojej strony. O ile Cathy nie bałam się opisać - ponieważ grała pierwsze skrzypce, to... Arsen to typowy facet, który ma jedno w głowie i wszystko inne gdzieś. Aż się we mnie gotuje, jak o nim pomyślę. 
Reasumując muszę stwierdzić, że Mia po raz pierwszy dokonała czegoś niemożliwego jak przypuszczałam. Zawsze w takich sytuacjach było mi szkoda jednego bohatera, który wyszedł najgorzej na samym końcu. Zawsze gdzieś skrawek serducha został przylepiony do danej postaci. A tutaj? Nic. Tylko Ben się liczył najbardziej ze wszystkich. Cóż poradzić. 
Mia Asher z pewnością natrudziła się z charakterystyką tych bohaterów, mimo wszystko uważam, że wyszło jej to mistrzowsko - tak, nawet jeśli nie cierpiałam głównej postaci. :) 

"Patrzę w dół i widzę, że ręce mocno mi się trzęsą, podczas gdy odraza wywołana moim zachowaniem wywraca mi żołądek do góry nogami. Chcę krzyczeć, wymiotować, umrzeć. Brzydzę się samą sobą, ale to cena, którą chętnie płacę, żeby być z Arsenem.
Uciszam głos w głowie, który mówi mi, że to początek końca."

Emocje. Z początku pojawiała się u mnie zdecydowana złość na główną bohaterkę. Wraz ze stronami, czułam poniekąd ból Cathy (ale tylko w jednej sprawie). Współczułam jej i było mi przykro z powodu tego, co ją spotkało. Ale nic poza tym. Czytając dalej, pojawiało się współczucie dla Bena, złość na Cathy, irytacja i niezrozumienia dla Arsena. Jak tak można? Wiele przymiotników rzucało mi się na myśl gdy czytałam tę historię i chyba cudem jej nie uszkodziłam. Z nerwów, rzecz jasna. Im było bliżej do końca, coraz więcej emocji się pojawiało, a najczęstszym był ból. Gula w gardle, której nie dało się przełknąć. Nie myślcie jednak, że ta powieść jest tylko i wyłącznie okraszona smutnymi, negatywnymi emocjami. Pojawiają się momenty, w których na naszych twarzach pojawia się uśmiech. Iskierka zazdrości, ponieważ Cathy ma Bena i go nie docenia, a powinna niemal traktować go z czcią, a robi całkiem co innego. Emocje były i je odczuwałam, z wielką irytacją o imieniu Cathy na czele! :D 

Jest to słodko-gorzka historia o... tak naprawdę naszym życiu. Coś, co zdarzyć się może każdemu z nas i wielu się zdarzyło. Nie jest to coś nierealnego. Często niesłusznie ulegamy impulsom, chwili, danej osobie, a później cierpimy. Nie ranimy samych siebie, ale również innych. Uważam, że Mia Asher pokazała nam skrawek życia codziennego, którego tak często unikamy. Nie chcemy o nich rozmawiać, jeżeli dotyczy on nas, ale jeśli kogoś, kogo nie lubimy - to z miłą chęcią na ten temat dyskutujemy. Możecie powiedzieć, że książka jest do przewidzenia. Ale czy nie warto upewnić się, co się tak naprawdę wydarzy? Co spotka bohaterów za rogiem? Co się stanie gdy odkryją prawdę? 
Można również wywnioskować z tej powieści coś bardzo ważnego: że brak rozmowy prowadzi do zniszczenia. Totalnego zniszczenia, które później jest ciężko odbudować. 

"Potrzebuję jego pocałunków, by wymazały ból, jaki tylko one potrafią. Jest moją morfiną. Mijają minuty, chcę się ruszyć, ale ciało nie słucha. Stopy wrosły mi w ziemię. Chcę, by deszcz mnie oczyścił. Czuję się brudna, zimno mi.
Czuję pustkę.
[...]
Co ja narobiłam?"

Reasumując, chciałabym polecić tę powieść wszystkim, których nie brzydzą wulgarne słowa czy sceny erotyczne. Jest to jedna z historii, która ukazuje wszystkie brudy życia, w których nie ma rozmowy... Wielu z Was może zostać urażonym, ale taka jest prawda. Jak ktoś nie potrafi rozmawiać ze swoją drugą połówką - może spotkać go ten sam los co Cathy. I niekoniecznie musi być to spowodowane tym samym problemem, co u naszej głównej bohaterki.
Mimo jednego, wielkiego mankamentu, jakim jest przynajmniej dla mnie główna bohaterka, to warto sięgnąć po powieść. Autorka zadała sobie wiele trudu, by przez coś zwykłego, co wydarzyć się może każdemu - uświadomić nas o postępowaniu, które jest złe. Pokazuje nam konsekwencje złego wyboru w złej chwili. A gdy już raz coś się zniszczy, nigdy nie będzie już takie samo...
Zdecydowanie polecam. 

A jest ktoś, kto czytał najnowszą powieść Mii Asher? Podobała się Wam? A kto z Was nie może się doczekać, by poznać treść tej powieści i przyłączyć się do #teamBen? Śmiało, przyznawać mi się, ale już. :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuje Klaudii oraz Wydawnictwu 
http://szostyzmysl.com.pl/

33 komentarze:

  1. Czytałam ❤ Również irytowała mnie Cathy. #teamBen rządzi ❤
    Zapraszam do zapoznania się z moją recenzją :-)
    www.woceanieslow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. #teamBen ajaj! ❤ Już mi go brakuje. ;p
      Dziękuję, wpadnę na pewno i zostanę na dłużej. ;]

      Usuń
  2. Szkoda, że główna bohaterka jest tak irytująca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety... ale całość jest świetna. ;]

      Usuń
  3. Wiele osób narzeka na postać głównej bohaterki - jestem pewna, że i mnie irytowałaby bardzo mocno. Jednak myślę, iż dam szansę tej historii.

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że przypadnie do gustu. ;)

      Usuń
  5. Twórczość tej autorki dopiero przede mną. Zapiszę sobie tytuł, bo jestem ciekawa tej książki. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie też była mi obca, aż do sięgnięcia po Arsen. Nie żałuję. ;)

      Usuń
  6. Mimo irytującej głównej bohaterki chcę przeczytać tę książkę. Zachęciłaś mnie :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie~ Nataliaaa
    http://happy1forever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że swoim masłem maślanym cię zainteresowałam. ;)

      Usuń
  7. Za każdym razem jak czytam recenzję tych książek, to jest wspomniane, że bohaterka jest nie do zniesienia. I nie jest to dla mnie zaskoczeniem, bo książkę miałam na oku już na długo przed wydaniem i już wtedy czytelnicy pisali, że bohaterka jest irytująca. Przeraża mnie też lekko trójkąt miłosny, za którymi nie przepadam, ale i tak mam ochotę przeczytać tę książkę. Oby tylko mi się spodobała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę trzymać kciuki, by przypadła ci do gustu. Czyli nie tylko mnie Cathy drażniła, to dobrze, że większość ma takie zdanie, coś z nią nie tak, bardzo nie tak. ;)

      Usuń
  8. Wiem, że dużo osób jednak poleca tę książkę... ale nie lubię niestety takich, które mnie bardzo irytują. Czytam, by się zrelaksować, a nie dodatkowo denerwować. Chyba ta książka nie dla mnie niestety. :)
    potegaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, czasami jednak warto się pomęczyć z głównym bohaterem, a na całość mieć dość dobrą ocenę. ;)

      Usuń
  9. Miałam ogromne oczekiwania co do tej książki ale już któryś raz ktoś pisze o irytującej głównej bohaterce a ja mam na takie motywy wręcz uczulenie :/ Zazwyczaj mam problem z głównymi bohaterkami bo często coś jest z nimi nie tak, a w tym wypadku coś czuję że nie mogłabym znieść tej dziewczyny. Szkoda :/

    booklicity.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja też ledwo sobie radziłam, ale mimo wszystko dałam radę i nie żałuję. Choćby dla Bena się poświęciłam i doczytałam do końca starając się ignorować główną bohaterkę i jej pusty łeb - bo raczej nic w nim nie miała robiąc to co robiła. ;P

      Usuń
    2. Skąd autorzy w ogóle biorą pomysły na takie bohaterki? Myślisz że siadają i myślą "No OK, pomysł jest, zarys fabuły jest... teraz tylko jakaś bohaterka która będzie wszystkich wku****ć i gotowe!"

      Usuń
    3. Nie mam pojęcia. :D Może to celowy zabieg,faktycznie! :D

      Usuń
  10. Mimo irytujące bohaterki jestem urzeczona tą książką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chociaż tyle, że Ty też mnie popierasz. ;)

      Usuń
  11. Wulgarne słownictwo czy sceny erotyczne nie są mi obce, więc to nie stoi mi na przeszkodzie. Jestem ciekawa, jakie wrażenie zrobi ta powieść na mnie, bo jakiś czas właśnie ją zamówiłam. Trochę jednak teraz obawiam się tej głównej bohaterki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie daj znać, jak recenzja pojawi się na blogu. Z miłą chęcią przeczytam. ;)

      Usuń
  12. Mam zamiar przeczytać tę pozycję i coś czuję, że również nie polubię się z główną bohaterką ;) No ale zobaczymy, może akurat :D

    Pozdrawiam!
    ver-reads.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki żebyście się polubiły, chociaż wiem, że to raczej niemożliwe. :D

      Usuń
  13. Powieść ogromnie przypadła mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Irytujące główne bohaterki w tego typu powieściach chyba pojawiają się coraz częściej :-p Mimo tych paru wad, nadal bardzo chcę poznać tę pozycję :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to, myślę, że będziesz zadowolona. ;)

      Usuń
  15. Jakoś do mnie nie przemawia :-) chyba nie mój klimat

    OdpowiedzUsuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥