sobota, 9 września 2017

PRZEDPREMIEROWO: Brendan Kiely - Ostatnia prawdziwa love story

Dzień dobry! 
Dzisiaj chciałabym napisać Wam słów kilka o powieści, która będzie miała swoja premierę 13 września. Musicie mi z góry wybaczyć, jeżeli będzie to recenzja pełna poplątań, niejasności - ale dziś los mi nie sprzyja - a co za tym idzie i weny brak. Mam jednak nadzieję, że nie stracę poczucia rzeczywistości i nie będę pisać o czymś niezwiązanym z tą lekturą. 
Historii miłosnych jest nieskończenie wiele. Ale jaka mogła przydarzyć się w tej powieści? Czy będzie ona szczególnie odstawała od innych? Jak myślicie? Przeżyliście swoją prawdziwą miłość? A może jest ona Waszą ostatnią? A może macie taką w swojej rodzinie? 

Brendan Kiely - Pochodzi z okolic Bostonu, obecnie mieszka z żoną w nowojorskiej Greenwich Village. Otrzymał dyplom z twórczego pisania na Nowojorskim City College. Jego debiut "Zimowa ewangelia" doczekał się wydań w dziesięciu językach. Jest również współautorem wielokrotnie wyróżnianej powieście All American Boys. 

Brendan Kiely - Ostatnia prawdziwa love story 
Pewnej upalnej, lipcowej nocy Hendrix i Corrina postanawiają zaryzykować wszystko. Kradną samochód, wyciągają Dziadka z apartamentów dla seniorów, na tylną kanapę ładują psa i wyruszają w podróż z Los Angeles do Nowego Jorku. Ścigani przez rodziców, lekarzy, a także policję, Hendrix i Corrina mogą się przekonać na własną rękę, czy Dziadek ma rację – to jest, czy jedynymi historiami zdolnymi przetrwać są historie miłosne.

Okładka tej powieści aż razi klimatem wakacyjnym. Przynajmniej ja tak ją odebrałam. Jak tylko na nią spojrzałam pomyślałam, że to będzie coś lekkiego, przyjemnego. Widzimy Błękitną Bombę jadącą drogą, widzimy piękne niebo i pustynię. Czego chcieć więcej? No tak, zapomniałam o muzyce. Jest ona tutaj równiez wtrącona poprzez narysowanie gitary w prawym dolnym rogu.
Piękny grzbiet, utrzymany w takim samym stylu jak przód książki. 
Posiada skrzydełka, co bardzo mnie cieszy ponieważ ma dodatkową ochronę. Kolejnym plusem jest to, że na nich możemy dowiedzieć się i zobaczyć jak wygląda i czym zajmuje się sam autor, a i dodatkowo mamy takie wprowadzenie do lektury. Dzięki temu będziemy nieco bardziej zorientowani o co chodzi, bo opis tak dokładnie wszystkiego nie oddaje. 
Co do wydania, błędów w druku nie zauważyłam, literówek także. Tekst podzielony na części i rozdziały, duża czcionka ułatwia szybsze czytanie. Nie mam żadnych zastrzeżeń.

Z Brendanem Kiely spotykam się  po raz pierwszy. Nie czytałam Zimowej ewangelii, więc nie miałam bladego pojęcia o piórze autora. Niemniej jednak bardzo się cieszę, że ta okładka przyciągnęła mój wzrok. Ta lekkość w pewien sposób zagwarantowała mi, że będę w pełni zadowolona. I muszę przyznać, że styl, jakim posługuje się Pan Brandon jest bardzo przyjemny. Jestem przekonana, że nie napotkacie żadnej bariery, blokady, która miałaby Wam nie pozwolić dalszego czytania. Już po pierwszych kilku zdaniach tak naprawdę przepadłam. Wyszłam na zewnątrz, usiadłam na schodach i w świetle Słońca pochłaniałam kolejne strony tej powieści. Jestem zaskoczona niebywałą lekkością, sarkazmem oraz pewnego rodzaju mądrością, jaka wypływała z każdej kolejnej strony... Ale do tego mam nadzieję, że dojdziemy w tej recenzji. Idźmy więc dalej. 

" - Mam wrażenie, jakby całe życie ludzie mówili mi, kim nie jestem. Ciągle czuję, czym nie jestem, czy też czym jestem nie w pełni. Chciałabym po prostu czuć się częścią czegoś. Chcę być czymś, czym jestem. W pełni."

Dwójka nastolatków, jako główni bohaterowie - Corrina i Hendrix. Młodzi, siedemnastoletni - więc jeszcze nie są pełnoletni mają w głowie różne myśli, chociaż są do siebie podobni. Borykają się z własnymi problemami, słabościami.Maja pewien powód, dlaczego wyruszają w tą podróż, która jest równocześnie ucieczką od tego wszystkiego, co ich przytłacza. 
Corrina to dziewczyna, którą polubiłam od razu. Tym bardziej, że ma tę umiejętność i potrafi grać, śpiewać - to już kompletnie mi podpadła. Oczywiście pozytywnie. Sama uwielbiam muzykę i wiem, jaka potrafi być kojąca na duszę. Jestem w stanie zrozumieć po części jej ból, życiowe rozterki. Mimo, że nie doświadczyłam tego co ona, posiadam empatię, która poniekąd oddaje mi jej cierpienie. 
Z kolei Hendrix to chłopak, o którym można powiedzieć, że jest inny. Jest to ktoś, kto z pozoru może wydawać się szczęśliwy, ułożony... Jednak nie. Coś go trapi i to nie od dziś, a od długiego już czasu. Ma swoje zmartwienia, które są też naszymi - ponieważ czytając tę lekturę, przywiązujemy się do tej dwójki bohaterów i chcemy im za wszelką cenę pomóc. 
Bardzo się cieszę, że Brandon Kiely pokusił się o wykreowanie bohaterów z problemami, bo to już czyni ich zgoła odróżniającymi się od innych postaciami. Nie są papierowi, a prawdziwi, wręcz namacalni. Cieszę się, że mogłam ich poznać i jestem pewna, że Wy ich tez polubicie. A później? Będziecie tęsknić. :) 

Wspomniana wielokrotnie już lekkość wisi w powietrzu niemal cały czas. Jednak nie zawsze jest lekko, przyjemnie, kolorowo... Życie takie nie jest. Wręcz przeciwnie - chce nam czynić źle, by móc być odporniejszym na kolejne upadki, problemy. 
Spodobało mi się to, że autor nie miał jakichkolwiek barier by przekazać nam problemy dorastającej młodzieży, która już za niedługo stanie się osobą pełnoletnią, dorosłą i odpowiedzialną za swoje czyny. Często się mówi, że młodzi ludzie to udają, bo jakie oni mogą mieć problemy? I niestety to nie jest prawda. Też jesteśmy ludźmi, a ten stereotyp? Nawet nie wiem, czy to jest stereotyp, ale sposób myślenia o młodych ludziach jest coraz bardziej przerażający - bo ludzie robią z nas same ciało bez mózgu - bo taka jest prawda... 
Cieszę się, że Kiely nie uległ tej myśli i potrafił tak ładnie napisać o rozterkach dotyczących tych nastolatków. 
Autor poruszył również temat miłości, ale w dwóch odcieniach, w dwóch wersjach. Kiedyś i dziś. Powinno to być przeciwieństwem, a tak naprawdę wszystko jest takie samo. 
I jest jeszcze jeden wątek, który nie należy do najmilszych, a mianowicie to choroba, która pożera wszystkie wspomnienia. Nigdy nikomu jej nie życzę, bo sama nie chciałabym stracić wszystkich wspomnień, przeżytych lat. Tak, mowa o alzheimerze.

"Walczymy za to, co kochamy, a nie za to, kim jesteśmy."

Reasumując jestem bardzo zadowolona z tej lektury. Cieszę się, że miałam okazję poznać pióro Pana Brandona i wiem, że będę chciała przeczytać Zimową ewangelię i inne książki, jeżeli takowe będę. Styl przyjemny, lekki. Bohaterowie różnią się od siebie i żyją - nie są papierowi. Ja już tęsknie za nimi i za ich przygodami na trasie. Polecam Wam, bo to nie taka zwykła i lekka opowieść jakby się mogło wydawać. Przynosi nam wiele, skłania do refleksji, zapada w pamięć na dłużej. 
Nie posiada żadnych ograniczeń wiekowych, można ją czytać będąc starszym czy młodszym. Wprawdzie nie wszystkie zachowania tutaj należy naśladować - wręcz przeciwnie - trzeba ich unikać, ale można czerpać z nich przykład. Uczyć się jak nie postępować, bo coś jest źle. 
Wielowątkowa, wielotematyczna - na pewno Wam się spodoba. Ja polecam z całego serca. :) 

Serdecznie dziękuję Pani Agacie i Wydawnictwu za egzemplarz recenzencki 

http://www.mlodybook.com.pl/

24 komentarze:

  1. Bardzo mnie zachęciłaś swoją recenzją do tej książki. Wydaje się wartościowa i warta przeczytania. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo. Czytaj, czytaj, warto. ;)

      Usuń
  2. Skoto tak bardzo polecasz to zapisuje na lsite :) pozdrawiam i zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  3. W ogóle nie słyszałam o tej powieści, dobrze, że poznałam Twoja recenzję, myślę, że rzeczywiście w tym tytule odnalazłabym coś dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie zostaje mi czekać aż zaprosisz mnie do siebie na jej recenzje. ;)

      Usuń
  4. Podoba mi się, że skłania do refleksji i pozostaje w głowie na dłużej.

    OdpowiedzUsuń
  5. brzmi bardzo ciekawie, ale nie jestem jeszcze przekonana, czy to książka dla mnie. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gatunek = Kitty nie ruszy patykiem, i jeszcze ten tytuł :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie ją czytam, więc wybacz, że tak przy niektórych akapitach przeleciałam tylko wzrokiem (nie chcę się kierować niczyją opinią nim wyrobię sobie własną), ale jak na razie mi się podoba, więc mam nadzieję, że będzie tak do końca. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się nie dzieje, czekam na Twoją recenzję kochana!

      Usuń
  8. Jakoś nie przekonuje mnie ta pozycja.. I wcale nie chodzi tu o Twoją recenzję, a o samą książkę ogólnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Bywa tak, że książki nie przekonują.

      Usuń
  9. Myślę, że mogłabym się skusić ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo się cieszę, że rzecz podeszła, tym bardziej czytając o lekkim piórze autora. Do pełni szczęścia brakowałoby jeszcze tylko wzmianki o tłumaczu, który ów lekki styl postarał się po polsku oddać :)
    JWŁ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z reguły nie umieszczam takich rzeczach w recenzji, zawsze można zajrzeć na LubimyCzytać. :)
      Ale dziękuję za wizytę i komentarz, to miłe. ;)

      Usuń
  11. Świetna książka i świetna recenzja! :) Zdecydowanie polecamy sięgnąć po ten tytuł szczególnie w zimne, jesienne wieczory, bo to niesamowicie ciepła powieść. Doskonały poprawiacz humoru. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Właśnie byłam ciekawa tej książki. Widzę, że jest idealna dla mnie :)
    Zapraszam
    http://przystanekszczescia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥