wtorek, 8 września 2015

Przypadkowe szczęście, ale i radość dzielenia się.. sobą. #10.

Kochani!
Z powodu przestoju książkowego obiecałam, że pojawią się inne posty, a między innymi recenzje filmowe jak i posty z moich serii. Tym razem, jest to post z serii Life is brutal.

Pierwsze w kolejności było robienie porządków. I tak przeglądając papiery, wywaliłam połowę, a drugie pół zostało ładnie uporządkowane. I co z tego wynikło? Kilka autografów, które przyniósł mi brat ze szkoły, i tak znalazła się jakaś baśniowa Kapela, ale i autograf pisarki, która mieszka można powiedzieć tuż za rogiem, Pani Pauliny Ptasińskiej. Cóż. W pierwszym momencie nie wiedziałam co zrobić. Zatkało mnie całkowicie. Bo nie mogłam sobie przypomnieć, że dał mi brat autograf, a ja nie skojarzyłam. Może nie zauważyłam, a później rzuciłam w kąt? Sama nie wiem. Ostatnio byłam w Cafe Relax w Sieprawiu, z chłopakiem. Wpadliśmy coś przekąsić. I powiem Wam, że zamiast sobie coś zjeść się.. przejadłam. Podają tam duże obiady, że rety.. ledwo wciska się w siebie. Nie spróbowałam jeszcze specjału Pani Pauliny, a mianowicie Eskalopek. Ale przy następnej wizycie to nadrobię. Sporo osób tam przychodzi, bo jest tanio, smacznie i jedzenia jest naprawdę dużo i to się chwali. Bo przynajmniej mężczyźni nie muszą prosić o dodatkową porcje. :)
Prowadzi ten bar jej mąż, Pan Michał. Obsługa jest miła, a zresztą możecie na stronie z facebooka zobaczyć co i jak jeśli jesteście z okolic. :) 



A oto autograf :)

A tutaj zdjęcie z Cafe Relax'u, w czasie czekania na pyszny obiad! Schabowy na 3/4 talerza, do tego frytki i trzy surówki! Mniam.


Kolejno odlicz. Wczoraj, oddałam krew. To już mój drugi raz, ale jednak cieszy jeszcze bardziej niż za pierwszym razem, że cząstkę siebie mogę oddać komuś i uratować mu życie, naprawdę nic nie kosztuje, nie trzeba wysyłać smsów czy przelewać pieniędzy. Wystarczy tylko 450 ml krwi. Tym razem jednak było gorzej, ponieważ zasłabłam. Cóż, chyba trzeba przybrać na wadze, albo szybko wstać i znów położyć się na fotel. Krew pobiera się do 10 minut, aczkolwiek z moimi zawrotami głowy "po" trwa to nieco dłużej... Zobaczymy, jak będzie za trzecim razem. Chyba, że Wy krwiodawcy macie jakiś sposób na to, by nie mdleć po oddaniu krwi? Poradźcie coś. Jeśli chcecie oczywiście. No i zapraszam do przemyślenia sprawy, bo jeśli spełni się określone warunki, można oddać krew i komuś pomóc bezinteresownie raz na trzy miesiące nawet. Czy nawet jednokrotne oddanie i tak jest piękne. TUTAJ macie link :)


Oczywiście Panie pielęgniarki nie zapomniały o prowiancie czyli o czekoladach, batoniku, soczku i... rabacie na książki w taniej książce! Z chęcią mogę się z kim podzielić tym tajnym kodem, o ile będzie z niego korzystał do 5 października jak się nie mylę, bo ja tym razem nie skorzystam, oszczędzam na Targi Książki w Krakowie. :) 




Ciasteczko przywróciło mi odpowiedni kolor skóry i zaprzestało zawrotom głowy. Warto schrupać zaraz po oddaniu krwi. :) 

Zaraz po oddaniu krwi, pomknęłam do biblioteki, mieszczącej się również w Sieprawiu, ponieważ zostawiłam w książce "Gdybyś mnie teraz zobaczył" zakładkę, którą brat przywiózł mi z pielgrzymki komunijnej. Stała się dla mnie bardzo ważna, ano i trzeba przyznać, że jest piękna. 


 Następnie pognałam do kolejnej biblioteki, Biblioteki gimnazjalnej, ponieważ jestem tam bardzo zaprzyjaźniona o ile tak mogę to nazwać z Panią Jolą, która tam pracuje. Po przeprowadzce szczególnie po zmianie szkoły, w drugiej i trzeciej gimnazjum często przesiadywałam w mojej oazie spokoju. Biblioteka to tak jakby mój dom. Co roczne otrzymywane w tym gimnazjum wyróżnienia - za największą ilość przeczytanych książek w ciągu roku - bardzo polubiłam Panią bibliotekarkę i nawet we wakacje jestem w stanie w dniu wolnym jej pomóc. Teraz jak się może orientujecie, weszły podręczniki szkolne.. tak więc 1500 podręczników do wpisania do księgozbioru papierowego, łatwym zadaniem nie jest. Jednak wspólnymi siłami na raty, od końca akacji się uporałyśmy. Trochę ploteczek na temat tego co dzieje się obok, tego co w szkole, tego co w świecie i najważniejsze tego, co w świecie książek. Od mojego ukończenia gimnazjum, co jakiś czas przesyłam Pani Joli listę książek, które mogą gimnazjaliści czytać i często z nich Pani korzysta - jak się okazuje. Książki czynią mnie szczęśliwszą jeszcze bardziej, więc.. dla mnie to przyjemność. :)

Oraz ostatnie, co chciałabym jeszcze dziś dodać. Mój Tata często jeździ w delegacje, ale też uwielbia czytać. Ostatnio zgubił okulary, więc nie za bardzo ma jak, ale w młodości zaczytywał się w Tygrysach i innych podobnych książkach, wojennych, historycznych.. Ostatnio znalazł jedną i mi przyniósł. Wydana została w 1975 roku, więc ma już 40 lat! A jest praktycznie nie uszkodzona! :) 
Jeżeli będziecie chcieli, będę mogła zrobić osobny post z miejscami, a odkryłam takie dwa w Krakowie, w którym są sprzedawane książki nawet po złotówce, a bardzo zadbane! Sama skorzystałam z jednego miejsca i muszę powiedzieć, że gdy powieści nie było, Pan, który się tym zajmuje stanął na głowie, aż w końcu załatwił mi powieść "Mistrz i Małgorzata".
Ale już, nie przedłużam, późno już, a rano trzeba wstać i powitać nowy dzień i ten chłód o piątej nad ranem. :/ 

Oto powieść znaleziona przez mojego Tatę. :)



Planuję jeszcze w tym tygodniu stworzyć posta z life listą - muzyczną listą życia, gdzie znalazłam taką u jednej z obserwowanych przeze mnie bloggerek. :) 
Miłego dnia jutro w pracy jak i szkole. Trzymajcie się ciepło, bo coś chłodno ostatnio!

2 komentarze:

  1. Jak znam swoje szczęście, to autograf przez przypadek wyrzuciłabym w trakcie porządków - a bo jakaś karta pomazana, nieważne pewnie... :D Chwali się, że oddajesz krew :) Ja niestety nie mogę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥