czwartek, 23 lipca 2015

Wiele chcieć, nic nie dać od siebie..

Co kierowało mną do pożyczenia tej powieści? Chyba to, żeby po prostu wziąć coś więcej, a nie jeździć non stop do biblioteki, a poza tym miała być zamknięta, więc przy okazji. Ciekawy tytuł, opis tak średnio jednak mimo to ją wzięłam.

Karolina Kubilus - urodziła się w Trzciance (Wielkopolska). Jest absolwentką filologii polskiej na Uniwersytecie im. A. Mickiewicz w Poznaniu. Podyplomowo ukończyła pedagogikę specjalną oaz organizację i zarządzanie oświatą. Zawodowo i uczuciowo od 24 lat związana z małą szkołą wiejską w Łomnicy. Pracowała również jako redaktor. Twierdzi, że jeszcze wszystko przed nią. 

Karolina Kubilus - Zobaczyć tęczę 


Anita, rozwódka, wychowująca syna Michała, oraz trwająca w związku bardziej weekendowym z Jackiem. Tworzą szczęśliwą parę, jednak na ogół czegoś im brakuje. Wystarczy jedna źle odczytana sytuacja, słowo by wszystko runęło. Czy Anita i Jacek poradzą sobie i wyjdą na prostą? Czy też Rafał - eks mąż ponownie podbije serce kobiety? A może jeszcze ktoś inny? 

Przejdźmy może na początek do odczuć na temat zewnętrznej strony. Tej, która również jest ważna. To ona najczęściej decyduje o tym, czy mam ochotę na nieznaną powieść czy nie. Tutaj mamy kobietę, która.. prawdopodobnie biegnie. Biegnie szukając szczęścia i sensu życia. Takie odczuwam wrażenie. Nie wiem, skąd ta tęcza, no, ale w porządku. 
Jednak znalazłam kilka literówek, albo nielogicznych zdań typu "[...] się źle się czułam" czy coś w ten deseń. Fajnie byłoby to poprawić i przejść do wydania II bez błędów.

"-Proszę. Gorąca jak moje serce. Chcesz sprawdzić? 
Nie chciałam. To znaczy nie musiałam. Postanowiłam zaraz w poniedziałek zadzwonić do eksteściowej i wymóc na niej zaproszenie dla Jacka."

Co do bohaterów... Nie byli jacyś nadzwyczaj super fajni, szczerze mówiąc jakoś nie polubiłam ich na tyle. Nie podbili po prostu mojego serca, jak inni. Wiadome, że tutaj dorosłe osoby są nieco inne niż młodzież, ale wiele starszych bohaterów podbiło moje serca. Nie byli wyraźni. Niektórzy wręcz denerwujący. Tak jak.. główna bohaterka. Już nie pierwszy raz zdarza mi się, że główny bohater tak bardzo mnie denerwuje, że często mam ochotę rzucić książką gdzieś w dal i nigdy do niej nie wracać. Jednak i tym razem przeżyłam. Przeżułam, przetrawiłam i bardzo szybko znając mnie zapomnę o bohaterach. Brakowało im wyrazistości. 

Styl Pani Kubilus jest jak najbardziej w porządku. Dobrze się czyta, czasami tam tylko się nudziłam i nie mogłam się doczekać końca rozdziału. Było sporo dialogów, dzięki czemu coś się działo. Wydawało mi się nawet, że czasem akcja przeskakiwała kilka dni do przodu, co już takie super nie było. Tak samo jak w opisach było o parę zdań za dużo. Moim zdaniem nie potrzebnych. 

"- To koniec? 
- Z karpiem tak. Tu pisze jeszcze...
- Nie pisze, tylko jest napisane - poprawiam odruchowo. 
- Oj mamo, ty to zawsze... Przecież to wszystko jedno, i tak wiadomo, o co chodzi."

Książka opowiada o tym, jak może wyglądać związek rozwódki, o tym jak kobieta czuje się po po nieudanym związku, jak ciężko jest wychowywać dorastające dziecko, dodatkowo samej. Pomimo iż ma się kogoś, ale nie na co dzień, a tylko na weekend jak główna bohaterka... Na dłuższą metę po prostu tak się nie da. Wzmożona tęsknota za obecnością drugiej osoby daje się mocno we znaki. I tak jak upierdliwi ludzie nie tylko żyją w książkach, ale i w naszej codzienności. Zdecydowanie zgodzę się z tym, że bohaterowie z powieści, na pewno istnieją i żyją wśród nas. Niepewni, kiedyś zranieni boją się zaufać nowej miłości. Boją się brnąć w nowe życie obawiając się powtórki z przeszłości czy nawet czegoś gorszego. 

Zauważyłam jednak, że Anita - główna bohaterka jest tak.. specyficzna, że warto napomknąć o niej kilka słów. Wiele by chciała, ale nie chce nic dać od siebie. To trochę dziwaczne. Jeżeli jest się z kimś, powinno się wiedzieć, na czym się stoi, a nie ciągle zastanawiać, rozmyślając nad tym, czy on postąpi jak tamten. Wariowałam w pewnych momentach czytając tą historię - tak bardzo denerwowała mnie ta kobieta.

"Coelho twierdzi że we wzroku tkwi siła duszy."

Reasumując powieść nie należy do najgorszych, ale do najlepszych również nie. Jest gdzieś przy granicy do lepszej. Była nieco przewidywalna, nie zaskakiwała i fascynowała. Po prostu książka, bez żadnych obcesowych emocji, które zburzyłyby mój mentalny spokój. Jednak ta powieść nie zadziała u mnie na tyle, by móc oderwać się od rzeczywistości. Chodziła za mną krok w krok. 
Powieść może być odskocznią od każdego gatunku literackiego, zbyt wiele czasu nie zajmuje, w miarę się czyta, więc na letni wieczór można się skusić. 

1 komentarz:

  1. Nie przepadam za książkami, które nie wywołują w czytelnikach żadnych emocji, dlatego po ten tytuł z pewnością nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥