Witajcie Moliki!
Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o książce, która niestety nie sprawi, że na Waszych ustach zagości szeroki uśmiech, czy poczujecie radość. Jest to literatura z zakresu wspomnień, z roku tysiąc dziewięćset czterdziestego czwartego... Jak możecie się domyślić, nie było łatwo z czytaniem, ze względu na zatrważające fakty naszej przeszłości. To, co się wydarzyło nigdy nie będzie miłym wspomnieniem, a wręcz przeciwnie. Niemniej jednak uważam, że trzeba raz na czas sięgać po tego typu literaturę, by nie zapomnieć o tym, co nasi krewni przeżyli.
Piotr Tymiński - jest historykiem z
wykształcenia i z zamiłowania, a badanie dziejów nieprzerwanie sprawia mu
olbrzymią przyjemność. Ma już swoje lata (rocznik 1969), synowie są już dorośli, a po jego domu "szwendają" się trzy
koty. W chwilach wolnych uwielbia wypady w góry i z plecakiem maszerować od
schroniska do schroniska. Pomysł na pisanie pojawił się późno, już w wieku
dorosłym, a pierwsze próby ̶ nadal leżą w szufladzie. Parę lat temu uznał, że
potrzebuje więcej wiedzy i oczytania, wówczas postanowił studiować historię
kultury. Miałam również przyjemność przeczytać "Wołyń. Bez litości" napisaną przez autora - zapraszam serdecznie do zapoznania się z recenzją. [KLIK]
Piotr Tymiński - Przybysz
