Zatytułowałam ten post cytatem Jana Twardowskiego. Tak bardzo mi się skojarzyło dokładnie po odłożeniu recenzowanej lektury. Tak, jest to ta druga książka, która pochłonęłam w ciągu 24 godzin. Dawno nie czytałam powieści autorki, która tak by mną wstrząsnęła. Mam jeszcze kilka nieprzeczytanych jej pozycji, jednak wiecie co? Ciesze się, że właśnie w odpowiednim dla siebie momencie dopiero po nią sięgnęłam. To nic, że był czerwiec, kiedy ją czytałam, a przecież w październiku ją zakupiłam na Krakowskich Targach Książki w 2015 roku. To nic. Tak bardzo się cieszę, że mam autograf, że mam ją w swoim prywatnym zbiorze. Bo będę mogła ją przeczytać kiedy będę chciała. Z góry przepraszam, za chaotyczność tej recenzji. Ale emocje, które buzują we mnie mają przewagę. Tworzą taki huragan, że nie potrafię zebrać myśli. Coś postaram się napisać. Mam nadzieję, że nie będziecie mi mieć za złe mojej nieskładności.
Agnieszka Lingas - Łoniewska - wrocławianka. Kobieta, która zamiast kwiatów zbiera karmy dla kotów i psów. Kobieta, która pisze nie tylko romantyczne książki, ale z domieszka sensacji, co tworzy świetne powieści. Ostatnio miałam do czynienia z jej powieścią, Obrońca nocy. Jednak nawet w połowie wymieniona przeze mnie powieść nie dorównuje recenzowanej. Recenzje jej powieści znajdziecie w zakładce Recenzje A-Z.
Agnieszka Lingas - Łoniewska - Skazani na ból
