niedziela, 13 września 2026

Katarzyna Lewandowicz - Współlokator mimo woli

 Dzień dobry!

Przygotowałam dla Was świeżą recenzję książki, którą ostatnio przeczytałam. Jako, że miała premierę niedawno, postanowiłam w pierwszej kolejności wrzucić Wam swoje wrażenia po przeczytaniu. Byłam ogromnie ciekawa tej historii i samego pióra autorki. I co z tego wyszło? Przeczytajcie sami...

Katarzyna Lewandowicz - Przygodę z pisaniem zaczęła w dzieciństwie, choć pasja do tworzenia niebanalnych i rozpalających historii odkryła na Wattpadzie. Zadebiutowała w 2024 roku powieścią "Wpadka".

Katarzyna Lewandowicz - Współlokator mimo woli

ONA
Pracująca w biurze podróży Tarnowianka, która potrafi sprzedawać cudze marzenia, a własne odkłada na później. Dzięki temu czuje, że jest bliżej świata, choć sama nigdy nie ruszyła dalej niż osiemdziesiąt kilometrów od miejsca zamieszkania. Wciąż mieszka w bloku, w którym dorastała, co niedzielę jeździ na obiady do rodziców i kocha tę swoją niezależność. Ma w sobie więcej ufności, niż rozsądek by zalecał, i serce, które zbyt łatwo każe jej pomagać innym.

ON
Gburowaty trzydziestoparoletni programista. Przyjechał do obcego miasta zacząć wszystko od nowa, mając w kieszeni jedynie kilka złotych i obiecaną posadę. Zamknięty w sobie, oszczędny w słowach i wyraźnie niechętny całemu światu. Czy zyskuje przy bliższym poznaniu?

Alicja zostaje wystawiona do wiatru przez przyjaciółkę, więc teraz desperacko szuka sposobu, aby uniknąć przeprowadzki do rodziców. Szczepan także znajduje się w prawdziwych tarapatach. Praca w Tarnowie miała oznaczać nowy początek. I wszystko byłoby w porządku, gdyby firma zapewniła mu mieszkanie.
Jedna decyzja podjęta wbrew zdrowemu rozsądkowi – Ala proponuje nieznajomemu wynajem pokoju z odroczeniem opłaty – sprawia, że tych dwoje zostaje… współlokatorami mimo woli.
Dwie przypadkowe osoby – co może pójść nie tak? Czy ich wspólne mieszkanie stanie się piekłem… czy początkiem czegoś zupełnie nieoczekiwanego?

Okładka tej książki od razu rzuca się w oczy. Nie wiedziałam jakie będą moje wrażenia po poznaniu treści, ale bardzo chciałam ją przeczytać, bo sroka okładkowa się we mnie odezwała. Jako, że byłam zadowolona po poprzednio wydanej książce autorki... I tej postanowiłam dać szansę. Miętowy odcień z różem pomieszany fajnie kontrastuje. W dodatku mamy dwie postacie, czyli naszych głównych bohaterów na okładce, którzy przyciągają spojrzenie. Ma skrzydełka, a co za tym idzie - jest dodatkowa ochrona przed uszkodzeniami mechanicznymi. Przeczytacie na nich polecajki oraz kilka słów o autorce. W dodatku mamy fajną wyklejkę, co zdarza się wydawnictwom coraz częściej stosować. I pięknie to wygląda, cieszy oko. Strony są kremowe, czcionka wystarczająca dla oka. Marginesy i odstępy między wersami zostały zachowane. Literówki gdzieniegdzie się pojawiały czy typowe błędy składu, ale przymknęłam na to oko i czytałam dalej. Każdy rozdział ma graficzną ozdobę w postaci kubków z parującym płynem. To również niby nic, a jednak... cieszy oczy. :) Objętościowo jest to grubasek, liczy ponad czterysta stron.

Moje drugie spotkanie z piórem autorki przebiegło całkiem dobrze. Jest ta książka utrzymana w nieco innym klimacie niż "Zanim straciliśmy siebie", ale uważam, że nadal jest powieścią dobrą. Czyta się ją przede wszystkim lekko i szybko, miło można z nią spędzić czas i jak najbardziej się przy niej zrelaksować. Może denerwowało mnie kilka rzeczy, ale nie zepsuło mi to finalnej radości z poznanej historii. Zapewne ciekawi Was, co mnie tak w tej opowieści wkurzało? Bohaterowie... i ich zachowanie. Odniosłam wrażenie, że Lewandowicz za bardzo poszarżowała relacją i za często nasi bohaterowie skakali sobie do gardeł i wychodziły z tego różne rzeczy. Ja wiem, tak być mogło i na pewno się zdarza, ale mnie osobiście w niektórych chwilach niesamowicie to irytowało. Co do pióra przyczepić się nie mogę, bo sam fakt, że z moim trybem życia nocnego (akurat się wyrobiłam z pracą) pochłonęłam ją w dwie noce, a to coś znaczy... :) Myślę, że będzie to idealna lektura dla osób, które szukają lekkiej historii, niezobowiązującej, bez emocji, które zniszczyłyby czytelnika. Ma ona swój specyficzny klimat, który nie każdy polubi, ale to już musicie sami zdecydować, jak sięgnięcie, czy czytać, czy dać sobie spokój.

Nie oszukujmy się, bohaterów sporo dzieli. I w głowie, w PESELU też, ale i w życiowym doświadczeniu. Każde z nich dźwiga swój krzyż przeżyć i na pewno ich relacja nie mogła z góry być oznaczona jako udana. Po skończeniu tej historii sporo o niej myślałam i zastanawiałam się, czy to, co robili Alicja i Szczepan... Czy to faktycznie mogło się wydarzyć? I tak, mogłoby. Ale nie każdy jest otwarty tak bardzo, by zapraszać do siebie obcego człowieka. Z drugiej strony raczej ciężko jest znaleźć lokatora do mieszkania, skoro zbyt wielu znajomych się nie ma... Więc siłą rzeczy musiał być to ktoś obcy. A czemu się do tego przyczepiłam? Bo widziałam, że inni w swoich opiniach czy recenzjach, zwracali na to uwagę. Że niemożliwe. Że nie rozsądne... Ale słuchajcie. Ona miała nóż na gardle. Z dwojga złego wolała zostać w swoim mieszkaniu i mieszkać z kimś, kogo nie zna, niż wrócić do rodziców, do domu, który tak naprawdę nigdy tym domem nie był, nie tym prawdziwym, z którym miałaby dobre wspomnienia. Więc nie dziwiło mnie jej zachowanie, ani trochę. Ja też jestem autorką i moje bohaterki nie są idealne i często popełniają błędy, których inni by nie popełniali. Ogólnie postacie są wykreowane dobrze, jednak każdy chyba ma coś za uszami i przez to nie można ich zaliczyć do dobrych osób. Czy są toksyczni? Ja bym nie powiedziała... Prędzej nie myślą o tym, co robią i mówią, co im ślina na język przyniesie. Często o kilka słów za dużo. Takie charaktery. Bez problemu znalazłabym takich ludzi w swoim otoczeniu. Może nie zaprzyjaźniłabym się z nimi, ale dość dobrze mi się o nich czytało, za wyjątkiem kilku scen, gdzie osobiście myślałam, że zdzielę ich co najmniej patelnią. ;)

Akcja ma odpowiednie tempo, sporo się dzieje. Tak, przez te kłótnie również. Fajnie, że autorka kończy wątki, które zaczyna i chyba nic nie pominęła, a przynajmniej mi tak się wydaje. Cieszę się, że autorka skupia się nie tylko na powierzchownych relacjach, ale i na głębszych sprawach. Nie tylko miłość, przyjaźń, ale i gdzieś tam problemy rodzinne, choroba, coś, co tkwi głębiej. To zawsze urozmaica powieść. Wniosek? Nigdy nie przestawaj marzyć, tak jak Alicja. ;) 

Reasumując uważam, że jest to fajna lektura, lżejsza, z mocnym wątkiem hate-like-love. Pojawiają się momenty, gdzie warto, by czytelnik miał+18, ale nie są one bardzo rażące czy obleśne. Są w porządku. Nie ma tutaj emocji, prędzej to można się dobrze przy niej bawić i trochę pośmiać. Na odpoczynek i relaks od trudniejszych pozycji jak najbardziej warto przeczytać. Polecam.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥

Opisy książek w większości nowych postów pochodzą z lubimyczytać bądź niektóre wymyślam sama. ;)