czwartek, 4 czerwca 2026

Joanna Parasiewicz - Dziewczyna z jeziora

 Dzień dobry,

Przychodzę do Was z recenzją książki, która zrobiła na mnie spore wrażenie. Pióro autorki nie jest mi obce, bo znam jej dwie inne powieści, które również bardzo mi się podobały, z czego jedna okazała się istną perełką (Dziewczyna z sierocińca).

Joanna Parasiewicz - Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, specjalistka prawa międzynarodowego. Frankofilka, pasjonatka awiacji i historii, zagorzała roślinomaniaczka. Zawodowo związana z branżą nowych technologii. Autorka powieści historycznej „Uskrzydleni” o pierwszych lotnikach oraz złotym czasie Belle Époque.

Joanna Parasiewicz - Dziewczyna z jeziora

Gęsty las kryje mroczne tajemnice, a tafli wody lepiej nie mącić.
Trzej młodzi nurkowie przyjeżdżają na Mazury, aby przeprowadzić badania archeologiczne dna jeziora, a przy okazji dobrze się zabawić. Nie zdają sobie sprawy z tragicznej przeszłości tego miejsca.
Gdy znika młody chłopak, a chwilę później przepada bez wieści trzech wysoko postawionych urzędników państwowych, sprawa trafia do sierżanta Skorego. Wszyscy byli ostatnio widziani nad jeziorem. I wszyscy zaginęli bez śladu. Im głębiej sięga śledztwo, tym bardziej wymyka się logice.
Trop prowadzi do starego tartaku, który pamięta jeszcze czasy II wojny światowej. W zabitym deskami budynku drzemią duchy przeszłości. A tylko nieliczni wiedzą, które miejsca trzeba zostawić w spokoju. I dlaczego.

Okładka książki jest w dotyku satynowa z wytłuszczeniami. Jest bardzo minimalistyczna – głębia wody, gałązka i wstążka. Nie ma niestety skrzydełek, które chroniłyby ją przed uszkodzeniami mechanicznymi m.in. typu zagięcia. Kremowe strony, marginesy i odstępy między wersami zostały zachowane. Podzielona na rozdziały, czas i miejsce akcji. 

Pióro autorki jest mi już znane i uważam, że naprawdę pisze bardzo dobre powieści. Zawsze, niemal od samego początku, przepadam. Joanna Parasiewicz ma tak doświadczone pióro, że wie, jak oczarować i zainteresować czytelnika treścią. Ja w pewnych chwilach wprost oderwać się nie mogłam od tej historii i musicie mi uwierzyć, że jak zarywam noc, w moim przypadku, to książka jest świetna! Ta była. Skończyłam czytać przed drugą, ryzykując, że obudzę obok śpiącą córkę... Moim zdaniem książka jest bardzo dobrze napisana, świetna fabuła, prowadzona w różnych latach, ale z jednym miejscem akcji, bardzo ważnym... I tutaj trzeba czytać uważnie, żeby się nie pogubić. Przez te przeskoki w czasie, mimo iż są oznaczane, można przez nieuwagę się zagalopować i później nam się nic nie składa w całość. Lekko i przyjemnie się płynie, jest... Intrygujaco. Tak jak Tęskne...

Jest tu wiele bohaterów, każdy działa sobie na swojej przestrzeni czasowej. Widzimy różnicę w słowach, w zachowaniu, jedne są nam bliższe, drugie dalsze – ale wszystko łączy się w jedno. Czy miałam ulubioną postać? Nie. Każdy z postaci jest specyficzny i ma swoją rolę do odegrania. Na pewno z nikim bym się nie zaprzyjaźniła. Chociaż, jakby tak pomyśleć... To chyba policjant, Skory, był mi najbliższą postacią. Rozumiałam jego manię (sama nie posiadam), rozumiałam jego charakter, trochę niepewność, wstydliwość... Ale potrafił zachować zimną krew w odpowiednim momencie i to mi się podobało. Został sobą mimo wszystko. Postacie mierzą się z różnymi przyziemnymi problemami jak i tymi niekoniecznie z naszego świata. 

Czasoprzestrzeń się zagina, świat realistyczny miesza się z czymś przecież niemożliwym. Takie rzeczy dotychczas czytałam u Musso, ale one miały taki spokojniejszy charakter, przynajmniej w tych książkach, które ja czytałam. A tutaj nieco inna odmiana, bo bardziej... groźniejsza. Ale niesamowicie intrygująca. Muszę to napisać: autorka wykonała KAWAŁ DOBREJ ROBOTY z tym pomysłem pomieszania życia z czymś niecodziennym. Czy to tylko wymysły i zabobony... musicie stwierdzić i przekonać się sami. Ja mam swoje zdanie na ten temat. I jedno jest pewne: teraz już boję się wychodzić po zmroku na zewnątrz, a gdzie tam dopiero szwendać się po jakimś lesie, przy jeziorze. A to, że dom mam na odludziu jakby nie patrzeć, kilka domów na krzyż i pełno drzew... Brzmi klimatycznie...

Czytając tę książkę czułam niemal przez większość czasu dreszcze na skórze. Bałam się tego, co przyniesie kolejny rozdział i nie byłam w stanie niczego przewidzieć. To dobrze, bo powieść zrobiła na mnie spore wrażenie i nawet teraz, kilka dni po przeczytaniu jej, nadal myślę o tej historii. Chciałabym też zaznaczyć, że zwykle nie zarywam nocek na czytanie, odkąd czasu mam dziecko, czyli od dwóch lat. To tym razem czytałam do ostatniej kropki. Doceńcie to! WARTO PRZECZYTAĆ! 
Akcja jest odpowiednio poprowadzona, nie będziecie się nudzić, co to to nie. Mam nadzieję, że tak jak ja wciągniecie się do bohaterów, jeziora Tęskne i tartaku, które odgrywają kluczowe role.

Zdecydowanie polecam. Nie znalazłam w niej wad, moim zdaniem to bardzo dobra kolejna książka autorki i już będę cierpliwie czekać na coś nowego od niej, bez czytania opisu - sięgnę w ciemno. Nie zawiodła mnie i wierzę, że z Wami będzie podobnie. Czyta się szybko i lekko, ale czuć ten klimat grozy. Nie ma tu rozlewu krwi, a ludzie tak po prostu znikają... Warta uwagi. 8/10!
POLECAM!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥

Opisy książek w większości nowych postów pochodzą z lubimyczytać bądź niektóre wymyślam sama. ;)