niedziela, 5 lipca 2026

Paulina Sarnecka - Po drugiej stronie modlitwy

 Dzień dobry!

Przygotowałam dla Was recenzję krótkiej książki, którą miałam okazję przeczytać jeszcze w czerwcu, dosłownie na koniec miesiąca. Jest to kryminał, chociaż nazwałabym go prędzej horrorem.

Paulina Sarnecka – zafascynowana horrorem i wszelkimi odmianami grozy. Najlepiej czuje się tam, gdzie panuje mrok, napięcie i niepokój, a cisza potrafi być bardziej przerażająca niż krzyk. Pisanie i czytanie jest jej sposobem na eksplorowanie ludzkich lęków, tajemnic oraz granicy między tym, co realne, a tym, co ukryte w cieniu. W swoich tekstach stawia na klimat, emocje i atmosferę, która zostaje z czytelnikiem na długo po zamknięciu książki.

Paulina Sarnecka – Po drugiej stronie modlitwy #1

Karol Szmidt latami uciekał od swojej legendy. Zamienił ciężką stal na różaniec, a przydomek „Rzeźnik” – budzący grozę po obu stronach piekielnej bramy – próbował zagłuszyć szeptem modlitwy. Jednak demony nie zapominają o tych, którzy potrafią uderzyć prosto w duszę.

Gdy proroctwo o „krwi brata i łzach siostry” zaczyna się wypełniać, stara katedra staje się fundamentem dla tronu Malfasa. Valak powrócił, by dokończyć krwawe dzieło z 1944 roku, a wiara tych, którzy mieli stać na straży, pękła jak kruchy witraż. Aby ocalić Ewę i Marka, Karol musi raz jeszcze stać się człowiekiem, którego sam nienawidzi. Bo tam, gdzie modlitwy odbijają się od sufitu, tylko Rzeźnik i jego Młot Dusz mogą przetrzeć drogę.

Czy zdoła ocalić tych, na których mu zależy?

Okładka książki jest niemalże czarna, przedstawia smugę światła z uchylonych drzwi. W dotyku jest śliska, nie ma skrzydełek, więc nie ma także dodatkowej ochrony przed uszkodzeniami mechanicznymi. Niestety do mnie dotarła po przebojach, mimo iż była całkiem nieźle zapakowana. Widać było, że to wina kuriera, bo zewnętrzne opakowanie (karton) także był pogięty w tym samym miejscu, co książka. Ma białe strony, czcionkę mniejszą niż zazwyczaj; odstępy między wersami i marginesy zostały zachowane. Było trochę błędów technicznych, ale może Wy, czytelnicy, nie wyczuleni na takie błędy, ich po prostu nie zauważycie.

Pióro autorki jest całkiem przystępne i przyjemne mimo treści, która tak do końca przyjemne nie jest. Czyta się szybko i bez przeszkód, jeśli chodzi o fabularne rzeczy. Jest to krótka książka, gdyż ma niecałe sto pięćdziesiąt stron. Jest to także pierwsza część, ale z ilu – nie mam pojęcia. Podzielona została na rozdziały, które nie są długie ani krótkie, więc na spokojnie można zrobić sobie przerwę, a nawet trzeba, po skończonym rozdziale. Dlaczego trzeba? Bo treść może was, lekko mówiąc, przygnieść. Jestem zaskoczona, bo autorka plasuje się zaraz obok Grahama Mastertona, przynajmniej moim zdaniem. Ta fabuła, sam pomysł na historię, jej... Obrzydliwe sceny, trudne, niebezpieczne zalatują mi mocno tym sławnym pisarzem. Paulina to taki Polski Masterton w spódnicy. Brawo! Widzę duży potencjał i czekam na kolejne książki. Jedyny zarzut? Że książka mogłaby być nieco dłuższa. Ale nad wszystkim da się popracować. ;) 

Tempo tej lektury jest dosyć szybkie. Nie ma czasu na nudę. Sporo się dzieje i to tak konkretnie. Większość czasu, kiedy ją czytałam, miałam z pewnością na twarzy wyraz zdziwienia. Niedowierzania. To, co ma w niej miejsce chwilami nie mieściło mi się w głowie. Jedyne co, to autorka mogła nieco pociągnąć wątki bohaterów, opisać nieco dokładniej ich przeszłość, w sensie jeszcze dokładniej niż jest obecnie. A to po to, byśmy mogli bardziej wniknąć w te osobowości i jeszcze później móc odczuć to, co tam się wyprawia.

Bohaterowie są wykreowani dobrze, chociaż tak jak wspomniałam, brakuje mi trochę tej jeszcze większej dokładności. Gdybyśmy byli bardziej przywiązani do postaci, mieli czas ich poznać i polubić to myślę, że książka w ogóle rozwaliłaby czytelników na kawałki. 

Sięgając po „Po drugiej stronie modlitwy” nie spodziewajcie się ckliwej historii, takiej o, do przeczytania i zapomnienia. Ona wniknie w Wasz umysł i pamięć. Nie pozwoli o sobie zapomnieć. Głównie przez to, co się dzieje. Przez diabła, egzorcyzmy, walkę ze złem... Ja jestem naprawdę pełna podziwu i jeszcze nie otrząsnęłam się z szoku. Chwilami jest obrzydliwie, więc jeśli jesteście wrażliwcami, lepiej uważajcie. Autorka się w ogóle nie cacka z nami. Dla mnie to było coś nowego, innego, a jednocześnie tak znajomego (Masterton), bo jestem zahartowana na takie „tematy” i „widoki”. 

Reasumując uważam, że mogę Wam jak najbardziej polecić, ale TYLKO dla zdecydowanych czytelników i takich, których mocne opisy nie przerażają. I ludzi, dla których tematyka religijna nie gryzie po czterech literach. Bo i tutaj kościelni mają swoje za uszami. Robi niesamowite wrażenie i myślę, że wielu z Was, mogłaby się spodobać. Polecam!

Za egzemplarz dziękuję autorce


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥

Opisy książek w większości nowych postów pochodzą z lubimyczytać bądź niektóre wymyślam sama. ;)