Dzień dobry,
Przygotowałam dla Was recenzję najnowszej powieści Adriana Kluzy, który debiutował nie tak dawno temu. Kiedy dostałam wiadomość z propozycją współpracy, nie zastanawiałam się, tym bardziej że jest to książka z gatunku thriller, a ja uwielbiam je czytać. PREMIERA: 1.08.2026
Adrian Kluza – miłośnik adrenaliny, którego twórczość jest ujściem pomysłów. Inspiracje czerpie z przyrody, mitologii, muzyki. Poza pisaniem, interesuje się grą na gitarze i pianinie, zdobywaniem górskich szczytów i biwakowaniem na dziko.
Adrian Kluza – Lustro iluzji
Prawda ma swoją cenę.
Listopadowy wieczór zmienia życie Adama na zawsze, gdy jego dziewczyna, Marta, popełnia samobójstwo. Dla policji sprawa jest prosta i szybko trafia do archiwum – tragiczny skutek głębokiej depresji.
Adam nie potrafi jednak żyć ze świadomością, że ukochana osoba odeszła bez słowa wyjaśnienia. Napędzany rozpaczą i żałobą, rozpoczyna prywatne śledztwo. Chce za wszelką cenę zrozumieć, co naprawdę pchnęło Martę do ostateczności.
Wkrótce na jaw zaczynają wychodzić kłamstwa i tajemnice. Szukając odpowiedzi, bohater stopniowo zatraca się w obsesji, a cena, jaką przyjdzie mu zapłacić za dociekliwość, rośnie z każdym dniem.
„Lustro iluzji” to thriller psychologiczny, który nie marnuje czasu czytelnika. Duszne napięcie przeplata się tu z dawką sytuacyjnego, momentami wręcz absurdalnego humoru. Opowieść o destrukcyjnej sile żałoby i pogoni za prawdą.
Pytanie tylko, co Adam zastanie, gdy już do niej dotrze?
Okładka książki przedstawia mężczyznę, który stoi do nas tyłem i wpatruje się w lustro, które jest zamazane. Nie widzimy jego twarzy. I ma to ścisły związek z treścią książki. Jest matowa w dotyku. Ciemne kolory zdecydowanie dominują. Nie ma skrzydełek, więc nie ma dodatkowej ochrony przed uszkodzeniami mechanicznymi. Strony są kremowe, czcionka wystarczająca dla oka. Podzielona została na rozdziały. Marginesy i odstępy między wersami zostały zachowane, co do korekty po składzie coś się znalazło do poprawienia, ale dla zwykłego czytelnika raczej nie będzie to zauważalne.
Jest to druga powieść autora, która trafia w moje ręce. I jestem wdzięczna, ogromnie, za to zaufanie, którym Adrian Kluza mnie obdarzył. Tym razem mam przed sobą thriller, nie powieść fantastyczną. Kryminały to coś, co lubię bardzo i często czytam, więc nie mogłam sobie odpuścić. Byłam ciekawa, jak pisarz poradził sobie z całkiem innym gatunkiem i jak zmienił się jego warsztat. Bo to, że się zmienił, nie ulega wątpliwości. Czyta się dużo lepiej i przyjemniej, ja w sumie od razu wpadłam do świata bohaterów i z zainteresowaniem śledziłam ich losy. Nie ma tutaj jakichś blokad, które przeszkodziły by nam w czytaniu. Strony uciekają zbyt szybko, a wiele ich nie ma, bo nieco mniej niż dwieście. Czyta się ekspresowo i ja byłam tak zainteresowana, że nie chciałam się od niej odrywać. Myślę, że z Wami może być podobnie.
Adam jest bohaterem, który jak dla mnie, od początku... Coś było z nim nie tak. Nie wiedziałam, co, ale przeczucie nie dawało mi spokoju. Poznawałam go i było mi strasznie przykro, że musi przechodzić przez tak potworne uczucia i sytuacje. Podziwiam go za dociekliwość i dążenie do celu, by odkryć prawdę. Jednak to, co zafundował nam autor... Chapeau bas. Ja się tego kompletnie nie spodziewałam. Bohaterowie są nieźle wykreowani, ale jakoś żaden z nich nie przypadł mi do gustu. Patrzyłam na nich spod byka i nie potrafiłam zapałać do nich sympatią. Może z Wami będzie inaczej – kto to wie.
Jak można zafundować nam, czytelnikom, taki zwrot akcji? TAKI?! Przyznam się szczerze, że tego się nie spodziewałam. Opadła mi szczęka i zbierałam ją z podłogi. I wiecie... Dzięki temu nawet nie przeszkadzało mi, że ta książka jest tak krótka... ;) Akacja więc Was zaskoczy, ale w jakim momencie – tego nie zdradzę. Ogólnie powieść toczy się w swoim rytmie, który nie jest ani szybki, ani zbyt wolny. Taki... Umiarkowany. Jedynie trochę się nudziłam podczas sceny w kościele i rozmowy Adama z dawnym przyjacielem, ale to tyle. Poza tym czytało mi się naprawdę dobrze.
Nie jest to też zbyt krwawy thriller, więc możecie po niego sięgnąć bez obaw. Jest z tych spokojniejszych, słabszych, chociaż trupy się pojawiają, więc mamy zapewniony gatunek. Jest też doszukiwanie się prawdy, ale nie przez organy ściągania, a przez jedną z najbliższych osób denatki.
Autor skusił się na napisanie książki, która opisuje nie tylko miłość, ale żałobę. Żałobę, która pali od środka i nie pozwala o sobie zapomnieć. To cierpienie w głębokim dole, z którego jest tak ciężko się wydostać. Co więcej, znajdziemy tutaj też wątek obsesji, pogoni za marzeniami, pieniądzem, materialnością. Czyli w sumie... Przekrój naszego prawdziwego życia. Nie zawsze to, co chcemy, a myślimy ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Czasami jest to iluzja... A czasami widzimy świat tak, jak tylko chcemy, bo nie dopuszczamy do siebie prawdy i innych ludzi. Zamykamy się w swojej głowie i to w niej kreujemy świat.
Reasumując uważam, że jest to dobry thriller, ale z tych spokojniejszych, skupiający się bardziej na psychologii postaci, ich czynów, niż na rozlewie krwi. Trup oczywiście jest, ale chwilami odnosiłam wrażenie, że nawet on nie jest ważny w tej opowieści. Historia o stracie i próbie dojścia do siebie sprzed tragedii. O wyjściu na dobrą drogę, prostą, która pozwoli znów być szczęśliwym, normalnym człowiekiem. Jest to jedna z lepszych i ciekawszych książek, jakie miałam okazję poznać w tym roku. Zdecydowanie polecam!
Post powstał przy współpracy z autorem


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥
Opisy książek w większości nowych postów pochodzą z lubimyczytać bądź niektóre wymyślam sama. ;)