Dzień dobry!
Przychodzę dzisiaj do Was z recenzją książki autorki, która jednocześnie jest blogerem i fotografem. Jest też jedną z najsympatyczniejszych osób, którą miałam okazję poznać wirtualnie. W dzisiaj recenzowanej historii odnalazłam to, co kiedyś dla mnie zrobiła. Byłam mocno przeziębiona, nie mogłam się wykaraskać. A co zrobiła Gosia? Wysłała mi owocowe syropy ku zdrowotności. Byłam totalnie zaskoczona i wzruszona. Zawsze będę Ci za to wdzięczna, kochana!
Małgorzata Mikos – pisarka, poetka, dziennikarka, fotograf, podróżniczka. Dotychczas publikowała wiersze, m. in. w antologiach poetyckich oraz w magazynach literackich. Wielbicielka literatury, muzyki, kina oraz dobrej kawy. „Dni naszego życia” jest jej debiutancką powieścią.
Małgorzata Mikos – Warmiński ogród wspomnień
Czasem trzeba wyruszyć w daleką podróż, by odkryć, że najpiękniejsze jest to, co mieliśmy zawsze na wyciągnięcie ręki...
Wiele lat temu Lena postanowiła opuścić rodzinne strony i poszukać szczęścia w Warszawie. Teraz, jako trzydziestoparoletnia kobieta po życiowym kryzysie, wraca do Zaciszan, by uporządkować dom po babce. Tam odnajduje spokój, którego tak bardzo potrzebowała – w sielskich krajobrazach, zapachu ziół i bliskości natury. Jest też i on, Jan, jej dawna miłość. To dzięki niemu odżywają wspomnienia czasów, kiedy dni toczyły się leniwym rytmem, a radość miała smak zerwanych w sadzie wiśni. Czy stojąc na życiowym rozdrożu, Lena zrozumie, że w prostej codzienności kryje się prawdziwa magia? Jaką drogę wskażą jej tajemnice sprzed lat, ukryte w starych listach?
To opowieść o pojednaniu z przeszłością i o tym, że czasem trzeba stracić wszystko, by odnaleźć prawdziwe szczęście. W warmińskim ogrodzie na skraju wsi usłyszycie nie tylko melodię kołysanych letnim wiatrem kwiatów, ale również echa najpiękniejszych wspomnień, dzięki którym w naszych sercach może zagościć miłość…
Okładka książki jest przepiękna. Ogólnie na samym początku była możliwość nabycia egzemplarzy w ograniczonej ilości z barwionymi brzegami. Ja niestety mam zwykły, ale one nie są dla mnie aż tak bardzo ważne. Bo i tak treść jest najważniejsza. Widzimy na samym środku stary dom, piękny ogród, kwiaty, że aż chciałoby się w takim miejscu zaszyć. Odpocząć od wszystkiego. Złapać tę ciszę i spokój... Ale do brzegu, bo zaraz odpłynę. W dotyku jest matowa z wytłuszczeniami lakierem UV. Ma skrzydełka, które stanowią dodatkową ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi. Na jednym z nich przeczytacie kilka zdań o autorce. Mamy piękne wkładki, grafiki na stronach, które dopełniają klimat książki. Co więcej! W środku znajdują się kody QR, które można skanować i obejrzeć krótki filmik, by jeszcze mocniej wczuć się w fabułę. Jest to coś, z czym jeszcze się nie spotkałam i... Zrobiło to na mnie spore wrażenie. Stronice są kremowe, czcionka wystarczająca dla oka, podzielona została na rozdziały, a odstępy między wersami i marginesy zostały zachowane. Pojawiło się trochę błędów składu, ale myślę, że czytelnik nie zorientuje się i nie będzie go to wybijało z rytmu. ;) Ogólnie po samej szacie graficznej – jest warta swojej ceny.
Moje kolejne spotkanie z piórem Gosi. Trochę za nim tęskniłam... ale wiem, że jak autorka wróci z książką, to pozostanie w głowie na długi czas. I tak zapewne będzie z tą historią, którą chwilę temu skończyłam czytać. Strony zbyt szybko mi umykały, mogę stwierdzić, że lektura ta sama się czytała... Lekko, przyjemnie, bez przeszkód. Od razu wpadłam do świata bohaterów i nie chciałam z niego wychodzić. Naprawdę bym tam utknęła jak najchętniej na jakiś czas, by się wyciszyć i korzystać z natury. Sięgając po książki Mikos musicie się przygotować na specyficzne pióro, barwne, które dociera do najgłębszych strun w naszej duszy. Pozostawia wiele refleksji na temat życia bohaterów, ale i naszego. Dzięki nakreślonym postaciom i krajobrazom, oprócz czytania odpoczywamy, a w czasie przerwy myślimy. O swoim życiu. O ludziach. O książce, bohaterach i ich problemach. Powiem Wam, że jest to naprawdę bardzo dobra opowieść, która zostanie ze mną na bardzo długo, a w biblioteczce zajmie zaszczytne miejsce. Zdecydowanie polecam wszystkim, którzy lubią powieści obyczajowe z sensem i możliwością refleksji.
Mamy tutaj kilku bohaterów, ale najważniejszą postacią jest Lena. Wraca na tak zwane stare śmieci, by uprzątnąć dom babci. Zderza się z przeszłością, jak człowiek zapatrzony w telefon ze słupem i to dosłownie. Wszystko zaczyna do niej wracać. Każda rzecz przypomina jej przeszłość, babcię, ale i mamę, a obu kobiet już nie ma. Boleśnie doświadcza tej straty kolejny raz i próbuje się pozbierać, wykonać zadanie i wrócić... A raczej wyjechać do stolicy i spróbować na nowo ułożyć swoje życie. Taki był plan. Jednak życie jest nieprzewidywalne i Lena nie wie jeszcze, co dla niej los przygotował. Odkrywa krok po kroku tajemnice z przeszłości, a to nakazuje zostać jej jeszcze chwilę... I jeszcze... Ogólnie bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani. Lena, Dominika, Jan – wszyscy mi przypadli do gustu. Od razu ich polubiłam i chętnie poczytałabym jeszcze o nich. Ale, co ważne, sama historia Teresy (mama Leny) oraz Anieli (babcia głównej bohaterki) mają ciekawą przeszłością i mogłyby powstać z tego interesujące dwie powieści. A już w szczególności z Anielą w roli głównej. Nie są wykreowani na jedno kopyto, różnią się od siebie, mają inne charaktery.
Co mnie urzekło w tej książce... Specyficzny, sielski klimat. Ja też mieszkam na wsi, ale to nie to samo. Po prostu brakowało mi tego ogrodu, sadu, i tej ciszy. Ja codziennie mam koncert za oknem, ale co z tego, kiedy huk z ulicy to zagłusza. Brakuje werandy lub tarasu, by móc usiąść późnym wieczorem lub wczesnym rankiem i posłuchać tych uroczych melodii. A czytając tę książkę, czułam to i wcale nigdzie nie musiałam wychodzić... Kolejnym punktem, o którym chciałabym wspomnieć, to refleksje, do jakich zmusza nas Mikos. Za pomocą swoich bohaterów, całe nasze życie powoli przewija się jak na taśmie. Przynajmniej ja miałam wiele zwrotów do przeszłości, teraźniejszości, patrząc na bohaterów, a później na siebie. Przez to, co ma miejsce w powieści, chce nam pokazać, jak silna może być relacja między rodzicem a dzieckiem, babcią a wnuczką czy sama relacja przyjaźni i miłości po latach. Wszystko jest tak pięknie opisane, bez scen +18 – a to znaczy, że da się napisać bardzo dobrą powieść bez takich scen. Jestem naprawdę zadowolona.
Akcja ma odpowiednie tempo, raz szybsze, raz wolniejsze. Bardziej bym chyliła się ku tej wsi spokojnej, klimatycznej, gdzie kiedy trzeba przyspieszyć, dodać wartkiej akcji i emocji, to dzieje się to naturalnie. Naprawdę nie mam żadnych zastrzeżeń co do fabuły – moim zdaniem autorka wykorzystała w sto procent potencjał. Mamy zagadkę i tajemnice z przeszłości, które powodują, że świat naszej głównej bohaterki rozsypuje się jak domek z kart. Myślę, że podobne rzeczy dzieją się w naszym życiu. I za to też cenię pisarkę, że pisze o czymś, co może spotkać również nas.
Reasumując uważam, że jest to niezwykle sielska, klimatyczna i barwna opowieść, która mnie zachwyciła. Cieszę się, że miałam okazję przeczytać tę książkę i odpocząć przy niej. Widzę ogromny rozwój autorki i mogę czekać kolejnych kilka lat na następną opowieść, jeśli ma być tak dobra jak ta albo jeszcze lepsza. Jestem cierpliwa. Zdecydowanie polecam osobom, które lubią powieści obyczajowe z różnymi wątkami, które mają odzwierciedlenie w życiu. Gosiu, widzę w Tobie coś z Leny. Dziękuję, że stworzyłaś tak piękną opowieść. Polecam!

Masz racje, okładka jest ładna.
OdpowiedzUsuń