piątek, 1 maja 2026

Alicja Czarnecka-Suls - Czerwone piwo królowej

 Dzień dobry,

Przychodzę do Was z recenzją książki, którą miałam okazję przeczytać zaraz przed premierą. Z racji recenzenckiej poczekalni, chwilę musiała odczekać na publikację. Teraz nadrabiam zaległość.

Alicja Czarnecka-Suls - producentka programów telewizyjnych, autorka powieści łączących przygodę, historię i rodzinne tajemnice. Prawnuczka odważnych góralek i górali, którzy wyruszali z maleńkich stacyjek w górach w świat i doskonale sobie tam dawali radę. Od lat bada korzenie własnej rodziny i wie, że najlepsze historie kryją się w rodzinnych sekretach: w starych księgach, ukrytych recepturach i zapomnianych listach.

Alicja Czarnecka-Suls - Czerwone piwo królowej

Rodzinne tajemnice, skradzione receptury i miłość, której nikt się nie spodziewał.

Gdy Michał, znany fotograf gwiazd, wraca na wezwanie stryja do rodzinnego miasta, odkrywa, że ma tylko kilka miesięcy, by ocalić ponadstuletni rodzinny browar przed skorumpowanym burmistrzem. Jedyną osobą, która może mu w tym pomóc, jest Waleria – miejscowa introligatorka i fotografka. Michał podejrzewa, że chce przejąć jego dziedzictwo, ale tylko razem mogą odzyskać skradzione receptury i uratować browar.

Czy zdołają zaufać sobie na tyle, by ocalić to, co najważniejsze: browar, rodzinę i własne serca?

Na okładce dominuje głównie kolor czerwony i biały. Jest matowa w dotyku z wytłuszczeniami lakierem UV. Ma skrzydełka, które stanowią dodatkową ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi, a na jednym z nich możecie przeczytać kilka słów o autorce. Strony są kremowe, czcionka wystarczająca, odstępy między wersami i marginesy zostały zachowane. Narrację mamy prowadzoną obecnie i w przeszłości, z czego każdy rozdział ma graficzną wstawkę. Do paczki dołączona została podkładka pod kubek lub... Kufel. Z okładką książki oczywiście, zakładka do książki oraz karteczka z jednym przepisem Klary... Ale to nie wszystko! Na samym końcu znajdziecie kilka przepisów z użyciem chmielu. Kto lubi, na pewno się zainspiruje. :) 

Styl autorki jest lekki, chociaż przyznaję się bez bicia, na początku czytanie szło mi opornie. Nie mogłam wbić się w tekst i dopiero po kilkudziesięciu stronach przebrnęłam i wpadłam do browaru. Niemalże... Dosłownie. :) Później czytało mi się przyjemnie i z zaciekawieniem, a to dlatego, że pisarka wprowadziła dwie ramy czasowe, które ja w powieściach bardzo lubię. Szczególnie właśnie te wydarzenia z dawnych lat. Mają one swój klimat i jakoś naprawdę świetnie mi się o tym czyta. Tak było i tym razem. Ta przeszłość mnie mocno intrygowała, ale spodziewałam się tego, jak tam wszystko się potoczyło. W przeszłości autorka mocno opisała sposób pracy w browarze, co również było bardzo ciekawe i skupiało maksimum mojej uwagi. Podobał mi sie również notes Klary i jej notatki, nie tylko te na marginesie. Myślę, że śmiało dam jeszcze kiedyś szansę innym lekturom autorki, jeśli tylko będę miała okazję po nie sięgnąć.

Waleria to młoda dziewczyna, którą wychowują dziadkowie, a obecnie tylko babcia. Dziewczyna prowadzi zakład fotograficzny po dziadku i oddaje się niemu najmocniej, jak potrafi. Mieszka z babcią, która jest specyficzna, ale bardzo ją kocha. Kiedy spada na nią rola wspólnika w ratowaniu miejscowego browaru, szczerze byłam zaskoczona. Znalazła w sobie siłę, chęć pomocy i odwagę, by stawić temu wszystkiemu czoła. Z kolei Michał przyjeżdża z zagranicy. Jest wziętym fotografem i lubi to robić. Uwieczniać chwile na fotografiach. Ma za zadanie ocalić browar przed mackami miejscowych włodarzy, ale gdy na horyzoncie pojawia się Waleria, w jego głowie pojawia się kiełkująca potrzeba bacznego obserwowania dziewczyny, czy i ona nie poluje na rodzinny majątek. Przyznam szczerze, że go nie polubiłam. Zdecydowanie moje serce należy do... Klary i Antoniego. Ogólnie pisarka wykreowała ciekawe postacie, które różnią się od siebie charakterem, ale i dostarczają nam mnóstwa emocji. Od złości po radość. Myślę, że kilku z nich polubicie, a innych chętnie odesłalibyście gdzie pieprz rośnie.

Akcja ma odpowiednie tempo, raz przyspiesza, raz płynie wolniej. Pani Alicja nie skąpi też od nagłych zwrotów akcji, szczególnie tych dotyczących browaru. Samo opisywanie pracy w takim miejscu było dla mnie ciekawe. Pojawił się też wątek relacji międzyludzkich na różnych obszarach, z którym uważam, pisarka poradziła sobie dobrze. Jest bardzo wolna relacja, nigdy bezpośrednia. Miła odmiana, gdyż w ostatnim czasie trafiałam na zdecydowanie szybsze. Emocji tutaj nie czułam, ale też nie było ich tutaj jakby za wiele. Podkreślę to jeszcze raz, że bardzo spodobał mi się wątek pisany w przeszłości. Sam pomysł ba fabułę i umiejscowienie go w starym rodzinnym browarze jest oryginalny i jak dotąd nie miałam okazji czytać o czymś takim. Dlatego tutaj duży plus dla pani Czarneckiej-Suls. Wyróżnia się na tle innych książek. Poza tym pomysł/przepis na piwo, które znika, a jest ponoć ewenementem i rarytasem. Ja nie gustuję w alkoholu, ale wierzę, że piwosze byliby zachwyceni. Poza tym nie sądziłam, że pijąc piwo/próbując go, można odczuć tyle różnych smaków...

Reasumując uważam, że jest to naprawdę dobra powieść, z oryginalnym miejscem akcji i przekrojem charakterów postaci. Jedni przyprawią Was o białą gorączkę, a za innych będziecie mocno trzymać kciuki. Czy uda się uratować Walerii i Michałowi browar, musicie dowiedzieć się sami. Ja nie spoileruję, ale końcówka to niemalże rollercoaster zdarzeń, które mocno mnie zdziwiły. Mimo trudnego początku, później się rozkręciło i cieszę się, że dałam jej szansę i się nie poddałam. Polecam!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥

Opisy książek w większości nowych postów pochodzą z lubimyczytać bądź niektóre wymyślam sama. ;)