Strony

środa, 27 lipca 2016

Spełniać marzenia za wszelką cenę, czy też nie?

Dzień dobry! 
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki, a raczej pewnym gigantem. Jest to chyba najgrubsza powieść, ze względu na ilość stron, jaką miałam okazję w życiu przeczytać. Sama Lalka, Zbrodnia i kara czy Mistrz i Małgorzata nie mieli tylu stron. Ale powracając do tematu. Tak, jak zapytałam Was w samym tytule postu: Spełniać marzenia za wszelką cenę, czy też nie? Otóż chciałabym, żebyście się nad tym chwilkę zastanowili. Jak wiecie, życie usłane różami nie jest, a przynajmniej większość z nas może tylko o tym pomarzyć. Każdy musi mieć marzenia, cele - by do nich dążyć. Ale czy za wszelką cenę? Czy warto zostawić wszystko inne, co również jest ważne po to, by chociaż na chwilę poczuć pełnię szczęścia spełniając swe marzenie?
Klikając TUTAJ przeniesiecie się na fb autorki
Klikając TUTAJ przeniesiecie się na fp książki

Karolina Sowińska - urodziła się w 1994 roku w Zgierzu. (autorka trzy lata starsza ode mnie, o zgrozo, taka młoda, a...) Obecnie studiuje w Łodzi kulturoznawstwo ze specjalnością filmoznawstwa na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Łódzkiego. Recenzowana powieść, jest jej debiutem. 

Karolina Sowińska - Nic straconego 


Rose, a tak naprawdę Claryssa Rose Barrow. Główna bohaterka, to nie cierpiąca swojego pierwszego imienia nastolatka, która postanowiła wraz ze swoją przyjaciółką uciec z lekcji i wybrać się na podglądanie pewnego wydarzenia. Nie przewidując konsekwencji, myślały, że jak wrócą do domu o tej samej porze, jakby wracały z zajęć - nikt się nie zorientuje. Rose jeszcze nie wie, że tak krótka eskapada zadecyduje na jej dość młodym życiu, otóż... Srogi ojciec zdenerwowany nieprzemyślanym zachowaniem swojej córki, chce odesłać ją do szkoły z dala od domu. Jednak ona tego nie chce, znajduje też punkt zaczepienia, który pozwoli, by została w domu. Otóż... postanawia przyjąć oficjalnie zaręczyny brata swojej przyjaciółki i wiąże się "na zawsze" za Laurence'm. Nie wie jednak, że to małżeństwo będzie kompletnym niewypałem, a w dodatku wszystkie plany na życie się pokrzyżują. Czy główna bohaterka osiągnie swoje marzenie? Czy zostanie sławną, uwielbianą przez wszystkich aktorką? Czy przetrwa swoje małżeństwo? Co stanie jej na drodze w dość krótkim czasie? 

Zacznę może od tego, na co zwróciły uwagę moje oczy. Okładka. Moim zdaniem imię i nazwisko autorki jest zbyt wymyśloną czcionką, co może nieco utrudnić poznanie nazwiska, bo tam może być literka S, lub też P... Co do kobiety, przedstawionej na samym środku, nie mam nic. Nadaje nieco uroku, tajemniczości i popędza naszą ciekawość do tego, by zacząć czytać i sprawdzić, czy nawiązuje do tego, co jest w środku. Otóż - wedle uznania, dla mnie nawiązywało, ale nie każdy interpretuje wszystko na jedno kopyto. Każdy może dopatrywać się czegoś innego. Chciałabym się poskarżyć na Wydawnictwo, a dlaczego? Ponieważ ta okładka jest za cienka! Szybko róg się niszczy i rozdwaja, a tak tego nienawidzę w książkach. Nie chodzi mi o to, żeby wszystko było w twardej oprawie, ale jakby nie było trochę szkoda papieru, mogłaby być nieco grubsza ta okładka... 
Co do samego wydania nie mam się do czego przyczepić, jedynie gdzieś tam wkradła się kropka między słowa, które wcale nie wskazują na to, że jest ono oddzielne. Ale machnęłam na to ręką i więcej takich pomyłek nie wypatrzyłam, dzięki Bogu. 
Białe strony, jak na Novae Res przystało, czcionka również wyraźna, a marginesy czy odstępy między wierszami są na tyle zachowane, że tekst nie zlewa się w jedno. 

"Prawda nigdy nie opłacała się Rose. Kłamstwo zawsze było sto razy prostsze. Ludzie prawdomówni mieli zawsze trudniej w życiu."

Przechodząc z kolei do autorki. Jak już wiecie, jest to debiut Pani Karoliny, która jest młodziutką pisarką. Musze przyznać, że z wielkim potencjałem! Naprawdę! Fajnie by było poznać jakieś jeszcze jej inne historie. Jest jedna rzecz, która mnie drażniła podczas tej długiej przygody z Rose. Otóż tym mankamentem jest to, że momentami opisy zdają się... nie mieć końca. A przy takiej ponurej pogodzie, jaka towarzyszyła mi podczas czytania, to najgorsze przekleństwo jakie mogło mnie spotkać. Gdyby pojawiło się nieco więcej dialogów, mniej opisów, czy nawet tych wewnętrznych monologów, byłoby znacznie wygodniej. Ale tylko to, w stylu autorki mnie zraziło, cała reszta jest na moje oko dopracowana pod każdym względem. Chwilami czułam się tak, jakbym przeniosła się w czasie mocno w tył, gdzie chodziły kobiety w pięknych sukniach, wręcz aż jak gotyckie panny. Tak się czułam, jak w epoce, która była tak dawno! Ale od razu wczułam się w klimat bohaterów, w ten ich nieco inny, przestarzały świat. Może to tylko ja to odczułam, ale spodobało mi się to, bardzo. Wielki plus dla Pani Karoliny - ponieważ spowodowała, że moje emocje sięgały tutaj zenitu i to nie tylko pozytywne, ale i negatywne... A chcecie wiedzieć dlaczego? 

Otóż jedna z bohaterek, doprowadzała mnie do szewskiej pasji, ale o tym będzie w następnym akapicie, lub w jeszcze kolejnym. Emocje, to coś - czego możecie się spodziewać, ale nie takich, które będą Was tarmosić, że się tak wyrażę, a takie, których się totalnie nie spodziewacie. Byłam ogromnie zdziwiona, że tak poprowadziła bohaterów, ich losy. Nie bała się i ta odwaga również u mnie zapunktowała. Testuje nas, Czytelników. Czy wytrzymamy, czy rzucimy książką w kąt. Ja nie zrezygnowałam - chociaż przyznam szczerze, chwilami było ciężko. Jednak autorka sprytnie wszystko obmyśliła i nie myślcie, że będziecie się przy niej nudzić, co to, to nie. :) 

"Nie sądziła jednak, że samodzielność wiążę się niekiedy z samotnością."

I tu przechodzę do ośrodka moich nerwów w tej powieści - Rose. Tak bardzo irytowała mnie ta postać, że chciałam ją wyciąć z powieści. Wykopać z książki, by przestała truć tyłek, no chyba, że w końcu dostałaby olśnienia i się zmieniła. Początkowo to ja mogłam tylko pomarzyć. Rozpuszczona dziewucha, która nie wie, które pół dnia jest dłuższe. Jakby kompletnie nie wychowana, robiła co chce, nie zważała na konsekwencje. Głupia i tyle. Ale czytając dalej, zaciskając w pięść dłoń, przeszło na mnie uczucie, że może i chwilami nawet i ja jestem do niej podobna? Nie we wszystkim, ale w częściach, całkiem możliwe, że znajdowałam malutkie podobieństwa, które mogły nas połączyć. Jednak to uczucie towarzyszyło mi tylko przez chwilę, bo znów nadeszło wielkie zdenerwowanie. Wielka irytacja, której nie miałam jak się pozbyć. Więc czytałam dalej... Musze przyznać, że pisarka skroiła idealnie te postacie, są przemyślane, zmieniają się co chwilę, czasami tracimy rachubę, ale nie zawsze dajemy się omamić temu słodkiemu spojrzeniu. Jednak nie tylko Rose jest tutaj postacią, dość kontrowersyjną. Ja bym powiedziała, że każdy dokłada swoje trzy grosze i cóż, specyfiki w nich nie brakuje. Sporo zamieszania, niby nie wchodzenia drugi raz do tej samej rzeki. Niestety główna bohaterka jest do bólu... przewidywalna. Ja wiedziałam już podświadomie, co zrobi po pierwszym wybryku, jaki jej się przydarzy, jednak pod koniec nie powiem, zaskoczyła mnie i to dość pozytywnie. Jednak swojego ulubieńca to tu nie mam, no może Carlos był słodki... i Michael!, ale to wszystko w swoim czasie poznacie, jak tylko sięgniecie po Nic straconego. 

"Nic nie wydawało się być na miejscu. Dlaczego dążenie do spokoju i szczęścia zawsze wiąże się z przebyciem bardzo długiej i krętej drogi?"

Tak jak pisałam już wcześniej, nie można tu narzekać na nudę, naprawdę. Tu wszystko zmienia się z prędkością światła. Więcej będziecie tutaj otwierać szeroko oczy lub też buzię - jak kto co ma w zwyczaju ze zdziwienia. Ja non stop miałam oczy jak orbity, bo pewne sytuacje były... cóż, dość nietypowe? Może po prostu nie tego się spodziewałam. W ogóle, to sięgając po książkę nie wiedziałam czego się spodziewać. Jednak teraz, jak tak myślę, jakoś zbierając te myśli, to dzięki tej bohaterce, losy i cała fabuła była nawet ciekawa. Prosta, banalna owszem, ale nie dało się nudzić, coś ciągle było nie tak, albo jak było wszystko okej, to było podejrzane. Jednak uważam całość za interesującą powieść, którą pomimo ogromnej liczby stron pochłania się dość szybko. 
Powieść podzielona na rozdziały, dość długie, jednak nie robi to kłopotu. Są też osobne akapity, zaczynające się tą samą ozdobną czcionką, co na okładce mamy okazję ją widzieć. Poznajemy wszystko najdokładniej z punktu widzenia głównej bohaterki. 

"-Ciocia po prostu pracowała. Dużo pracy spadło mi na głowę.
- Bolało? - zapytał z prawdziwym przejęciem. - Nic ci nie jest? 
Jakiż on był zabawny!
- Oczywiście, że nie, głuptasku - odparła.
- Ale mówiłaś, że coś ci spadło na głowę. To musiało boleć. Mnie na przykład ostatnio jabłko spadło na głowę, jak bawiłem się pod drzewem na ogrodzie. Wiesz, jakiego dużego guza miałem? Aż się mama przestraszyła. A ty dobrze się czujesz?"

Jest to książka skierowana tak naprawdę dla każdego, kto lubi podjąć ryzyko. Nie wiedząc, czego się po niej spodziewać, zawsze można wynieść szokujące doświadczenie bohaterki, którą z tego wszystkiego nawet jesteśmy w stanie polubić. Wiem, że możecie na nią narzekać, ale bez niej wszystko byłoby takie... bezpłciowe, nijakie. 
O czym opowiada? O historii młodej dziewczyny, która chcąc uniknąć konsekwencji swoich czynów, pakuje się w jeszcze większe problemy, których nie była w stanie przewidzieć. Non stop pakuje się w jakieś bagno, z którego ciężko jej jest wyjść, może nieco niezrównoważona emocjonalnie, biegnie za marzeniami za wszelką cenę pokazując Nam, czytelnikom, że czasem należy zwolnić, po prostu. 
Czy polecam? Jak najbardziej tak. Sporo nerwów możecie przy niej stracić, to mimo wszystko uważam, że warto jest po nią sięgnąć. Jest to udany debiut, a takich właśnie brakuje. Fabuła na czwórkę z wielkim plusem, a potencjał w pełni wykorzystany. Jeżeli jeszcze Pani Karolina popracuje nad zbyt wielką ilością opisów i nieco je zmniejszy, będzie idealnie. Póki co, czekam na kolejną książkę pisarki, by sprawdzić, czy nadal pisze z sensem i pasją - co pokazała w Nic straconego. 
Mam nadzieję, że przekonałam Was do sięgnięcia po ten debiut, jest on całkowicie udany z małym mankamentem, na który możemy przymknąć oko. A Wy skusicie się na tę powieść? Słyszeliście o niej? A może znajdzie się ktoś, kto miał już okazję przeczytać tę książkę? :)

Serdecznie dziękuję samej autorce - Karolinie Sowińskiej za umożliwienie poznania jej debiutu

16 komentarzy:

  1. Nie słyszałam o tej książce, ale fajnie, że autorka to prawie moja krajanka. Jeśli będę miała okazję to przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto zajrzeć, a tym bardziej Twoje sokole oko powinno poznać tę historię. ;)

      Usuń
  2. Cytat o spadnięciu na głowę mnie rozbroił, jakiś taki jest uroczy <3
    Świetna recenzja, taka dopracowana i ciekawa. Lubię Cię czytać, cudownie operujesz słowami ^^
    na pewno nie rzucę wszystkiego, żeby sięgnąć po tą książkę, ale jeśli nadarzy się sposobność, to chętnie przeczytam debiut Pani Karoliny ;)
    Pozdrawiam ;)
    Quidportavi

    https://doinnego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, jesteś taka uprzejma, dziękuję! A cytat to racja, też się zgodzę z tym co o nim piszesz. ;)
      Rozumiem, ale miej ją na uwadze! :)

      Usuń
  3. Pierwszy raz o niej słyszę, ale jeśli książka nie jest nudna to w sam raz dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie słyszałam ani o książce, ani o młodej autorce. Chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć! :) Nominowałam Cię do LBA -> http://chaosmysli.blogspot.com/2016/07/lba-czyli-po-raz-kolejny-co-nieco-o-mnie.html :D
    Pozdrawiam,
    A.

    OdpowiedzUsuń
  6. Koniecznie muszę przeczytać :) Jestem ciekawa czy i mnie Rose będzie denerwowała :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak tylko będę miała okazję, najprawdopodobniej po nią sięgnę, zaciekawiłaś mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O rany, autorka młodsza ode mnie. Ostatnio coraz częściej trafiam na takie. I to jeszcze ze Zgierza... Proszę, proszę, łódzkie ostatnio coraz więcej młodych autorów ma (wliczając w to mojego kolegę z roku, mieszka w Ozorkowie). Ciekawa jestem historii Rose. To imię dobrze mi się kojarzy.
    Pozdrawiam,
    http://tamczytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Chciałabym podziękować Wam za każde odwiedziny, za każde przeczytane słowo, to wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Lubię dyskutować, więc jeżeli podejmiecie się dyskusji, napiszecie choćby kilka słów, ja będę szczęśliwa i zawsze odpowiem.
Raz jeszcze, dziękuję. ♥

Opisy książek w większości nowych postów pochodzą z lubimyczytać bądź niektóre wymyślam sama. ;)